Rankingi

Filmowe plagiaty

„R.I.P.D. Agenci z zaświatów” to taka bezczelna kalka trochę „Facetów w czerni”, trochę „Łowców duchów” a trochę filmów policyjnych w stylu „Zabójcza broń”. O tym, że z brakiem oryginalności idzie w parze fatalny montaż pisaliśmy w recenzji. Ale tak sobie siedzieliśmy i myśleliśmy, i postanowiliśmy stworzyć listę filmów, które bardzo, ale to bardzo przypominają inne filmu. Czy były to celowe plagiaty? Trudno stwierdzić. Nawet jeśli nie to intencje twórców były co najmniej nieczyste.

12 rund, reż. Renny Harlin, USA 2009

Renny Harlin („Szklana pułapka 2”) zrealizował ten film chyba z zemsty na producentach „Szklanej pułapki 3” – za to, że nie pozwolili mu jej reżyserować. Nosił w sobie nienawiść kilka dobrych lat, po czym popełnił „12 rund” – film o policjancie, który musi jeździć po całym mieście i wykonywać polecenia psychopaty. Kiedy Bruce Willis biegał po Nowym Jorku był w tym wdzięk i klasa. Niestety w wykonaniu byłego zapaśnika Johna Ceny wygląda to równie autentycznie jak walki wrestlerów. Dodajmy, że motywacja psychopaty jest taka sama jak w „Szklanej pułapce 3”. Wstyd panie Harlin, żeby tak powtarzać po kolegach. Co zabawne – mimo jawnej kalki (a może właśnie dzięki temu) „12 rund” doczekało się kontynuacji, która w tym roku ukazała się na DVD. Co jeszcze ciekawsze – znów powiela ona „Szklaną pułapkę 3”.

Za garść dolarów, reż. Sergio Leone, Włochy 1964

To chyba jeden z najciekawszych przypadków kradzieży pomysłu w kinie. Leone nigdy nie miał zamiaru wspominać Kurosawie, że „pożyczył” fabułę jego „Straży przybocznej” do swojego westernu. Sprawa się rypła, gdy „Za garść dolarów” odniosło światowy sukces. Wtedy to Kurosawa upomniał się o swoje prawa, a producenci filmy wypłacili mu gigantyczne odszkodowanie. Po latach japoński reżyser żartował, że „Za garść dolarów” to jego najbardziej kasowy film. Problem jednak sięga głębiej – Kurosawa nigdy nie przyznał się, że cały zarys fabularny „Straży…” ukradł z powieści Dashiella Hammetta „Krwawe żniwo” i „Szklany klucz”. I kto komu powinien tutaj płacić?

Speed, reż. Jan De Bont, USA 1994

Jeden z największych hitów kasowych lat 90. Psychopata podkłada bombę w autobusie, w która wybuchnie, jeśli pojazd zwolni poniżej 50 mil na godz. Fajerwerki, wybuchy Keanu Reeves, Sandra Bullock i zły Dennis Hopper. Szkoda tylko, że twórcy filmu nie zająknęli się słowem, iż cały pomysł zwędzili z japońskiego filmu „Bullet Train” (1975). Amerykanie zmienili tylko środek lokomocji (z pociągu na autobus). Po latach bez większego rozgłosu De Bont przyznał się, że „Speed” to w zasadzie remake „Bullet Train”, ale zrobił to tak, aby nikt o tym nie usłyszał.

Auta, reż. John Lasseter, USA 2006

Owszem „Auta” są świetną animacją ze studia Pixar, co jednak nie zmienia faktu, że ich fabuła została bezczelnie skopiowana z komedii „Doc Hollywood” z Michaelem J. Foxem. Tam, co prawda bohaterem był mężczyzna nie samochód, ale reszta fabuły jest identyczna. Zarozumiały doktor z wielkiego miasta za zniszczenie płotu zostaje skazany przez wiejskiego sędziego. Doktorek zmuszony do zamieszkania w małej mieścinie odkrywa miłość, szczęście i urok prowincji. Tak samo jak wyścigowy samochodów w „Autach”. Procesu nie było, ale niesmak pozostał.

Liberator, reż. Andrew Davis, USA 1992

O „Liberatorze” mówi się, że to najlepszy film Stevena Segala. I słusznie. Jakim cudem, zatem ten jakże wybitny aktor dostał przyzwoity scenariusz? A no tak, że skrypt „Liberatora” miał być skryptem do trzeciej części „Szklanej pułapki” został jednak odrzucony przez producentów, bowiem zbyt przypominał on część pierwszą. I tym sposobem powstał film, który jest w zasadzie powtórką filmu z Willisem. Różnica jest jedna – zamiast w biurowcu, Segal ściga terrorystów na statku. Zaiste robi to różnicę.

Niepokój, reż. D.J. Caruso, USA 2007

Ten film mógł kosztować Spielberga majątek i utratę dobrego imienia. Wyprodukowany przez twórcę „Indiany Jonesa” „Niepokój” to bowiem powtórka z „Okna na podwórze” Hitchcocka, tyle, że w wersji młodzieżowej. Afera wybuchła spora, ale prawnicy spadkobierców zarówno Cornella Woolricha (autor literackiego pierwowzoru), Hitchcocka jak Spielberga dogadali się między sobą poza salą sądową.

17 Again, reż. Burr Steers, USA 2009

Dość bezczelne nawiązanie do zapomnianej komedii „18 Again”. W obu filmach chodzi o to samo, czyli dorosłego, który rozczarowany swoim życiem zamienia się w nastolatka. W „18 Again” był to 81-letni dziadek, który zapragnął być 18-letnim wnuczkiem, w „17 Again” 31-letni mężczyna, który chce być sobą w wieku lat 17. W zasadzie tylko wiek różni bohaterów. Reszta, bowiem to ten sam zestaw płytkich żartów krążących dookoła podrywania lasek i dorastania.

Ostatni skok, reż. Florent Emilio Siri, Francja 2002

Siri chciał nakręcić film, który pokaże napięte stosunki między Albańczykami a Francuzami a wyszedł mu niezamierzony plagiat „Ataku na posterunek 13” Carpentera. „Ostatni skok” to opowieść o tym jak grupka przestępców i policjantów musi bronić się przed złymi. Różnica pierwsza: u Carpentera bronili się w osaczony komisariacie, u Siri w opuszczonym magazynie. Różnica druga: film Carpentera to mistrzostwo świata, film Siri to nawet nie mistrzostwo Francji. Warto dodać, że twórcy „Ostatniego skoku” oczywiście nie wspominają, że inspirowali się „Atakiem…” za to powtarzają z niego całe ujęcia.

Dżungla, reż. Steve „Spaz” Willimas, USA 2006

Jeśli taki „Madagaskar” mógł odnieść sukces to, jeśli wymienimy zwierzaki, dorzucimy np. koalę podobny film musi odnieść sukces. I odniósł. Producenci ze studia Disneya skopiowali po swojemu cały „Madagaskar” (studio DreamWorks) i niemal wylądowali w sądzie. Niemal, bo znów jak w przypadku „Niepokoju” decyzje zapadły poza salami sądowymi.

Klik i robisz co chcesz, reż. Frank Coraci, USA 2006

Jeśli Bóg uczynił Bruce’a wszechmogącym, to, co może zrobić z przeciętnego Amerykanina magiczny pilot do telewizora? A no potwora. „Klik…” to nędza kalka „Bruce’a Wszechmogącego”, której twórcy nawet nie próbowali ukrywać źródła swojej inspiracji. Są tu sceny powtórzone, te same gagi, ale w wykonaniu Jima Carrey’a jakoś oglądało się to miło, zaś Adam Sandler irytuje swoja „zabawną” manierą.

Kategorie
Rankingi
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz