Rankingi

15 najciekawszych aktorskich filmów cyberpunkowych

Premiera opartego na ikonicznym cyberpunkowym anime, „Ghost in the Shell” już za rogiem, a my tymczasem przypominamy najciekawsze gatunkowe pozycje jakie do tej pory miały swoje pięć minut na wielkich ekranach.

Łowca Androidów (1982, reżyseria: Ridley Scott)

Takie zestawienie nie może obyć się bez pozycji, która swego czasu wyznaczyła standard dla gatunku. Powstały na bazie powieści Philipa K. Dicka film Ridleya Scotta, dotyka odwiecznego tematu poruszanego przez cyberpunk – granicy między człowiekiem a maszyną. Piorunująca realizacja, przełomowa rola Harrisona Forda i to wspaniałe, powodujące opad szczęki pytanie wieńczące film… na które ostateczną odpowiedź dostaniemy już w październiku obecnego roku.

Tron (1982, reżyseria: Steven Lisberger)

Kolejny z prekursorów cyberpunku – czyli Jeff Bridges zostaje wciągnięty do świata własnego komputerowego oprogramowania, gdzie będzie musiał wziąć udział w specyficznej odmianie gladiatorskich pojedynków – wyścigów na futurystycznych motocoyklach, by finalnie spróbować ucieczki przy pomocy programu zabezpieczającego, tytułowego Trona. Film Stevena Lisbergera swego czasu stanowił prawdziwy przełom w efektach specjalnych i choć na równi z pochwałami warstwy technicznej, ganiono raczej wątłą fabułę, okazał się komercyjnym sukcesem.

Terminator (1984, reżyseria: James Cameron)

Również i kultowe dzieło Jamesa Camerona przez wielu zaliczane jest do cyberpunkowego nurtu. Trudno się z owym faktem kłócić, szczególnie mając na uwadze, że rzecz rozchodzi się przecież o inteligentne maszyny postanawiające za wszelką cenę zdusić w zarodku chęć oporu ludzkości. Jedna z niewątpliwych legend filmowej fantastyki naukowej z ikoniczną rolą młodziutkiego Arnolda Schwarzeneggera – cóż tu więcej pisać, tego podobnie jak i jego znakomitego sequela, przedstawiać nie trzeba nikomu.

Robocop (1987, reżyseria: Paul Verhoeven)

Tę historię znają chyba wszyscy – ot, rozstrzelany przez bandytów policjant wraca do życia dzięki połączeniu z maszyną i rozpoczyna prywatną vendettę na oprawcach, przy okazji tropiąc spisek na wysokich szczeblach.  Można się sprzeczać, czy to najlepsze dzieło jakie kiedykolwiek nakręcił Paul Verhoeven, jednak nie sposób nie docenić przytłaczającego klimatu i przywiązania wagi do detali tej produkcji. Wizja rządzonego przez wielką korporację, skorumpowanego Detroit przyszłości i spora dawka przemocy to wartości dodane. Tylko nie sugerujcie sie słabiutkim remake’em z 2014 roku. Poważnie, Robocop jest tylko jeden.

Tetsuo: Człowiek z żelaza (1989, reżyseria: Shinya Tsukamoto)

Wyjątkowo brutalne, cielesne, wręcz obrzydliwe dla wielu widzów dzieło Shinyi Tsukamoto to historia pewnego Japończyka, który z niewytłumaczalnych przyczyn doświadcza transformacji w maszynę. Nakręcone za bezcen, a pozostawiające po sobie dzięki znakomitym efektom i efektownym, czarno białym, surrealistycznym kadrom po dziś dzień niezapomniane wrażenie dzieło, obok którego nie da się przejść obojętnie.

Pamięć absolutna (1990, reżyseria: Paul Verhoeven)

Wielki kinowy hit z Arnoldem Schwarzeneggerem podejmuje jedne z częstszych tropów w gatunkowej tematyce – walkę o odzyskanie utraconych wspomnień, spisek na wysokich szczeblach i targane podziałami na tych „lepszych i gorszych”, stojące u progu rewolucji społeczeństwo. Jeśli do tego dodać przebojową scenografię i efekty, wielką rolę Scharzeneggera i niepodrabialny, marsjański klimat, mamy rzecz którą każdy fan filmowego science fiction po prostu musi znać.

Hardware (1990, reżyseria: Richard Stanley)

Kultowy klasyk kina science fiction, z charakterystycznymi dla cyberpunku elementami. Po zagładzie nuklearnej, ludzkość powoli wymiera na obrzeżach miast. Tam, jeden z żyjących ze zbierania złomu mieszkańców znajduje szczątki robota bojowego Mark-13. Jako że robot potrafi się regenerować, a cel przyświeca mu tylko jeden – zabijanie, już wkrótce nędzna egzystencja dla wielu jednostek zmieni się w prawdziwe piekło. Mroczny, brudny świat i prawdziwie depresyjny nastrój powodują, że nawet mimo tego, że czas nie był dla filmu Richarda Stanley’a zbyt łaskawy, wciąż warto zapoznać się z tą pozycją.

Freejack (1992, reżyseria: Geoff Murphy)

Opowieść o kierowcy wyścigowym, wbrew własnej woli zostaje przeniesiony w mroczną, brutalną wizję przyszłości. Mamy tu to, co najbardziej charakterystyczne dla gatunku – zindustrializowany, rządzony przez możnych świat w którym większość społeczeństwa żyje na granicy ubóstwa i  arcyciekawy wątek cyfrowego transferu osobowości. Choć pomimo dość ponurego wydźwięku, „Freejack” pozostaje kinem akcji bez poważniejszych aspiracji, niewątpliwe wrażenie do dziś robi obsada – wszak Emilio Estevez, Mick Jagger, czy wreszcie sam sir Anthony Hopkins, to nazwiska nie w kij dmuchał.

Kosiarz Umysłów (1992, reżyseria: Brett Leonard)

Pierce Brosnan eksperymentuje na niedorozwiniętym pacjencie – i jak można się spodziewać, doprowadza do skutków wręcz tragicznych, kiedy eksperyment wymyka się spod kontroli. Za niewątpliwy plus filmu policzyć należy robiące wrażenie (przynajmniej w czasach jego powstania) elementy wirtualnej rzeczywistości. Film okazał się komercyjnym sukcesem (10 milionów dolarów budżetu, niemal równiutkie 150 wpływów) na tyle by powstała również kontynuacja – na jakość tejże jednak, wypada jedynie spuścić zasłonę milczenia.

Dziwne dni (1995, reżyseria: Kathryn Bigelow)

Wyprodukowana przez Jamesa Camerona opowieść o byłym policjancie handlującym czarnorynkowymi, nadającymi się do ponownego odtwarzania (i co ważniejsze: przeżywania) nagraniami wzrokowymi i słuchowymi nie zdobyła co prawda szturmem kin, zarabiając ledwie 8 milionów dolarów, przy niemal sześciokrotnie większym budżecie, jednak z biegiem lat osiągnęła status filmu kultowego. Podyktowana niepewnością przed wkraczaniem w nowe tysiąclecie, a zainspirowana zamieszkami w Los Angeles po wyroku sprawie Rodneya Kinga z 1992 roku historia poruszająca tematy rasizmu i nadużycia władzy to dziś, ze swym mrocznym klimatem esencja cyberpunku.

Hakerzy (1995, reżyseria: Iain Softley)

Zabawa w stylu techno-pop-cyberpunkowym i film który przeobrazil wizerunek filmowego speca komputerowego – zniewieściałego nerda, w bohatera godnego kina akcji. Wściekle kiczowate stroje, znakomite tempo, a wreszcie młodzi i piękni Jonny Lee Miller i Angelina Jolie zaangażowani w hakerski pojedynek o oczyszczenie z zarzutów – nic dziwnego, że pomimo box office’owej wtopy, dla wielu fanów gatunku, film Iaina Softley’a po dziś dzień pozostaje dziełem kultowym.

Johnny Mnemonic (1995, reżyseria: Robert Longo)

Trudno o lepszy – i bardziej wymagający – materiał w cyberpunkowej kategorii do przeniesienia na wielki ekran, niż teksty ojca gatunku, Williama Gibsona. Zaliczający swego czasu spektakularną klapę w kinach (mimo udziału pisarza w produkcji filmu) „Johnny Mnemonic” opowiada o kurierze informacji, który wchodzi w posiadanie danych mogących uzdrowić cierpiącą na masową chorobę ludzkość. Cyberpunk pełną gębą – mroczny, pozbawiony nadziei na lepsze jutro świat przyszłości, gigantyczne korporacje mające na celu jedynie ochronę własnych interesów. Mimo wspomnianego, niezbyt ciepłego przyjęcia filmu przez widownię, pozycja obowiązkowa dla fanów gatunku.

Existenz (1999, reżyseria: David Cronenberg)

Mistrz David Cronenberg w swym starym dobrym stylu, czyli cielesność i mięcho dominują w przekazie. Poza tym, obecność cyberpunkowych naleciałości jest tu silnie wyraźna – w końcu lwia część fabuły dzieje się wewnątrz gry komputerowej, a konflikt twórców oprogramowania z „realistami” to nomen-omen – ucieleśnienie walki dwóch przeciwstawnych ideologii, o której z takim zapałem twórcy cyberpunkowych dzieł lubią opowiadać. Jedno z tych dzieł w gatunku, które albo się kocha, albo nienawidzi.

Matrix (1999, reżyseria: Bracia Wachowscy)

Pierwszy „Matrix” wtedy jeszcze braci, dziś sióstr Wachowskich ze swoimi niezapomnianymi scenami walk, długimi płaszczami i ciemnymi okularami zdefiniował gatunek cyberpunku dla współczesnej widowni, a z Keanu Reevesa uczynił gracza pierwszej hollywoodzkiej ligi. O ile rzeczywiście można czepiać się faktu, że druga i trzecia odsłona trylogii jednak za bardzo „popłynęła” w wątek mesjanistyczny, tak oryginał do dziś robi niesamowite wrażenie pomysłem na świat i nienaganną realizacją. A nam wypada jedynie drżeć o zapowiadanego reboota serii.

Dredd (2012, reżyseria: Pete Travis)

Przyszłość w komiksowych odłsłonach „Sędziego Dredda” nie wygląda dla nas różowo – ludzkość tłoczy się w przerośniętych aglomeracjach, dookoła których dominują hektary skażonych nieużytków, a jedynymi którzy mogą w jakikolwiek zapanować nad rosnącą falą przestępczości, są korzystający ze specjalnych praw ogłaszania i natychmiastowej egzekucji wyroków sędziowie. O ile film z Sylvestrem Stallone, pomimo pasemek siwizny na skroniach do dziś może podobać się nastawionym na rozrywkowe kino odbiorcom, tak już wersja z 2012 roku, to rasowe, ciężkie science fiction – nawet jeżeli to tylko brytyjska wersja „Raid”, podlana cyberpunkowym sosem.

Kategorie
Rankingi
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz