Rankingi

Chuck Norris: filmy, które trzeba znać

Z okazji pierwszych 75 urodzin Chucka Norrisa porwaliśmy się na stworzenie własnego, autorskiego i bardzo osobistego rankingu filmów z Chuckiem, które znać trzeba. A zatem oto one – sześć pozycji po których wyrosną wam brody, wąsy i pokonacie w pojedynkę całą armię Wietkongu

 

 

 

DROGA SMOKA

 

Gdy po raz pierwszy oglądałem ten film jako dzieciak w towarzystwie brata, ochrzciliśmy Chucka mianem „Włochacza” i ta ksywka dość uczciwie oddawała ówczesny image aktora: jeszcze gładko wygolonego na twarzy, za to imponującego małpim owłosieniem na klacie, ramionach i – częściowo – plecach. Już wtedy czuliśmy, że w gęstych kępkach włosów umiejscowionych pod łopatkami jest coś głęboko niepokojącego i pewnie dlatego moment finałowego starcia Bruce’a z Chuckiem w ruinach Koloseum zrobił na nas takie potężne wrażenie. Ten szok kiedy panowie stają naprzeciw siebie i zrzucają górne odzienie! Oto Bruce – ładnie umięśniony, ale też szczuplutki i gładki niczym bobasek, i oto Chuck – masywny i włochaty! Wcześniej Bruce rozprawiał się z wrogami w parę sekund, a Chuck nagle doprowadza do tego, że zaczynamy wątpić czy dobru uda się zatryumfować. Bruce w akcie desperacji posuwa się przecież nawet do mało bohaterskiego wyrywania Chuckowi włosów z klaty! Zaraz potem Włochacz dostaje co prawda trzy kopniaki w łeb i już wiadomo jak się wszystko skończy, ale jedno jest pewne: kłaki Chucka już nigdy potem nie otrzymały takiej wspaniałej roli, jak tu.

(Bartek Paszylk)

ZABIJAKA! ZABIJAKA!

 

Kaseta wideo JVC. Białe opakowanie z jakimiś literkami. Na niej naklejka, cała czarna od rozmazanego flamaster, ale napis wciąż dało się odczytać: „Zabijaka! Zabijaka!”. Kto wymyślił ten polski tytuł nie wiem, oryginalny bowiem „Breaker! Breaker!” odnosił się do wywołania przez CB radio i niewiele wspólnego miał z zabijaką. Ale Chuck w tym filmie owszem już tak. Fabuła jest tu pretekstowa i prościutka. Norris wciela się w postać sympatycznego JD – kierowcę ciężarówki o złotym sercu i twardych pięściach. Kiedy sprzedajny sędzia uwięzi jego młodszego brata, JD wyruszy z odsieczą zamieniając miasto w perzynę. W tym filmie jest wszystko. Seks (Chuck podrywa piękną wdowę), złe miasteczko, skorumpowani notable, dzikie konie i pojedynek w samym słońcu. Ponieważ reżyser tego dzieła do sztuki filmowej podchodził z wyczuciem ciężarnej słonicy, oczywiście wszystko jest tu toporne i nieporadne, a chwilami niezamierzenie zabawne (jakim cudem Chuck odkrył gdzie jest jego brat…?) ale też i w tej amatorszczyźnie jest jakiś urok i szczerość. Oni (twórcy) naprawdę się starali i to widać. A że wyszło jak wyszło… No cóż. Dla mnie to i tak jedno z najmilszych wspomnień z wczesnego dzieciństwa. Co tu kryć chciałem cierpieć, kochać i bić tak jak JD.

 

(Robert Ziębiński)

SAMOTNY WILK McQUADE

 

Ten film, z którego wyewoluował (lub wręcz przeciwnie) serialowy „Strażnik Teksasu”, był dla mnie jako dzieciaka bardzo ważny z dwóch powodów. Po pierwsze – bo był prawie jak western, a jeżeli za szczeniaka lubiłem coś bardziej niż kino akcji klasy B, to właśnie westerny, a po drugie – bo Chuck miał w nim brodę, co wtedy nie było takie oczywiste. A ja lubiłem herosów z brodami, mój tata nosił wtedy brodę i to był dla mnie wyznacznik twardziela. Sam film oczywiście fabularnie prosty: on, twardziel z zasadami, naprzeciw niego zepsuty świat, handlarze bronią i ludzie ogólnie plugawi. Na ich czele David Carradine, który wygląda tu w swojej czerwonej karatedze trochę tak jak sam Chuck wyglądał w „Drodze smoka”. I oczywiście nie ma brody! Źli mają złe biznesy, teksaski Ranger McQuade krzyżuje im plany, oni porywają mu córkę. Czyli rzecz robi się osobista. Dobre strzelanie, dobre kopanie i – tak, jeszcze raz powtórzę – broda. Pod kapeluszem, a nad srebrną gwiazdą strażnika. Czego chcieć więcej?

(Jakub Ćwiek)

ZAGINIONY W AKCJI

 

Zanim James Cameron został samozwańczym królem świata w latach 80., był zwykłym filmowym wyrobnikiem, który imał się różnych robót. Pracował przy efektach specjalnych do tanich filmów science fiction oraz pisał scenariusze, które nigdy nie były realizowane, na przykład scenariusz do Rambo 2. Jak twierdzi sam Cameron, do filmu z Sylvestrem Stallone trafiła raptem jedna scena strzelaniny, którą wymyślił. Ale praca nie poszła na marne. Po odrzuceniu skrypt trafił do scenariuszowej bazy danych, gdzie odnaleźli go producenci z wytwórni Cannon Group. Trzy osoby tak przerobiły historię Camerona, aby nie zapłacić mu ani grosza, a film na niej oparty zatytułowały „Zaginiony w akcji (równocześnie kręcono dwie części, co było ewenementem na tamte lata). Rzeczony film z Chuckiem Norrisem w roli nieustępliwego porucznika Braddocka, który szuka w Wietnamie amerykańskich jeńców, okazał się wielkim hitem nie tylko w USA, ale i na pirackich kasetach wideo w Polsce. A jak film? Dobra – wiem że to tania podróbka Rambo, wiem że statystów było dziesięciu (co autentycznie widać, bo bezustannie giną te same osoby), wiem że z logiką i suspensem „Zaginionemu…” zupełnie nie po drodze… Ale i tak go kocham. I ten Chuck ściskający w jednej rączce karabin, który waży tyle co on…

 

(Robert Ziębiński)

KOD MILCZENIA

 

Ten film najpierw miał być czwartą częścią serii o Brudnym Harrym, ale producenci się rozmyślili, a skrypt filmu przeleżał na półkach lat pięć. Aż w końcu trafił do rąk Andrew Davisa (ten sam który nakręci „Ściganego”. „Liberatora” i „Nico”), który zamiast Clinta Eastwooda w roli głównej obsadził Chucka. Zmieniono także nazwisko bohatera z Callahan na Cusack oraz miejsce akcji (z Los Angeles na Chicago). Chuck gra tu gliniarz, który ściga psychopatycznego dilera, popadając przy tym w konflikty z przełożonymi. O dziwo – to jeden z nielicznych (wybaczcie fani), autentycznie dobrze nakręconych i zmontowanych filmów Chucka. Ogromna w tym zasługa zarówno Davisa, niebywale sprawnego rzemieślnika, sporego budżetu i scenariusza z którego wycięto głupiutkie frazesy jakimi często Chauck raczy widzów (i bandytów). Tak, moim zdaniem to jeden z najlepszych filmów pana Norrisa. I jeden z jego największych hitów, bo w USA w 1985 roku „Kod…” bił rekordy popularności (a ja oglądałem go pierwszy raz także na polskim piracie VHS).

 

(Robert Ziębiński)

SIDEKICKS

Nie przesadzę, jeśli nazwę ten film moim „Karate Kidem”. Bo, choć nigdy nie chorowałem na astmę, do Barry’ego (Jonathan Brandis) bardzo mi było w owym czasie blisko. Ja także zawieszałem się w ciągu dnia, śniąc na jawie i snując wyobrażenia o tym, jakby to było, gdybym był bohaterem takiej książki czy takiego filmu. Czasem pojawiał się w tych wizjach ktoś znany; czasem może nawet i Chuck. Dlatego ta opowieść, tak świetnie opowiedziana, przeplatana hołdami dla filmografii Norrisa, a jednocześnie zbudowana właśnie na relacji podobnej do tej pana Miyagi i Danego w „Karate Kidzie” (tu Barry i Mr. Lee, w którego wcielił się świetny jak zawsze Mako), błyskawicznie znalazła miejsce na liście moich ulubionych filmów. No i c’mon, w jaki sposób wpleciono tu, w kinie familijnym, sceny z kilku najbardziej „dorosłych” filmów Chucka! Za to też szacunek pełen i gwarancja, że jeszcze w tym tygodniu obejrzę jeszcze raz. Pewnie z dziewięcioletnim synem, bo też lubi.

 

(Jakub Ćwiek)

 

Lista rezerwowa: Chuck Norris walczy z zombie „Utajona furia”, Chuck Norris zabija komunistów „Inwazja na USA”, Chuck Norris zostaje Indianą Jonesem „Słoneczny wojownik”, Chuck Norris gra u boku ikony Lee Marvina i zabija terrorystów „Oddział Delta”.

Kategorie
Rankingi

Dodaj komentarz