Rankingi

100 najlepszych filmów kryminalnych i sensacyjnych (I)

Rozpoczynamy nasz nowy cykl – 100 najlepszych filmów kryminalnych i sensacyjnych w historii. Przez najbliższe tygodnie co poniedziałek będziemy publikować listę dziesięciu naszym zdaniem najważniejszych filmów w tych gatunkach. Dziś ostatnia dziesiątka. 

 

  1. Porachunki reż. Guy Ritchie

 

Debiut Ritchiego i zarazem film, który zdefiniował nowy język  brytyjskiego kina sensacyjnego. Od premiery „Porachunków” w wyspiarskim kinie zaroiło się od zabaw z montażem, teledyskowych klatek i dynamicznych, chaotycznych ujęć. Pech chce, że niewielu twórcom udało się sukces Ritchiego powtórzyć. Nawet jemu samemu. Owszem kolejny „Przekręt” był filmem lepszym scenariuszowo  i zabawniejszym, ale technika w jakiej go zrealizowano była taka sama. Dopiero przy pracy nad „Sherlockiem Holmesem” Ritchie uwolnił się od własnej estetyki, skręcając w stronę kina o wiele bardziej tradycyjnego. A „Porachunki”? Ano „Porachunki” to gówniarska, radosna kryminalna petarda wrzucona w środek kina gatunkowego. Eddie do tej pory uznawał się za karcianego mistrza, ale kiedy przegrywa majątek i na dodatek zadłuża się u lokalnego szefa mafii na pół miliona funtów, nasz bohater poważnie zaczyna wątpić w swoje szczęście. Ale od czego ma się kumpli. Wraz z równie mądrymi i życiowo rozgarniętymi cwaniakami co on, Eddie opracowuje plan napadu na…

 

  1. Nikita reż. Luc Besson

Historia Nikity, młodej narkomanki, która zamordowała policjanta, za co dostaje wyrok śmierci (egzekucja zostaje sfingowana, a Nikita wciągnięta do tajnych służb), była wielkim hitem we Francji i jednym z najgłośniejszych filmów francuskich lat 90. Besson, opowiadając o rządowej maszynie do zabijania, garściami czerpał z tradycji amerykańskiego czarnego kryminału, hongkońskich filmów sensacyjnych, a także z arcydzieła Stanleya Kubricka Mechaniczna pomarańcza. Z tego dziwnego pomieszania wyszedł mu film sugestywny i wciągający. Choć sam twierdził, że „Nikita” to jego najgorszy film, trudno się z Bessonem zgodzić. Niedociągnięcia scenariuszowe (prace nad filmem nagle przerwano, bo reżyser stracił wenę i nie potrafił swojej opowieści zakończyć) tylko dodają Nikicie intrygującej chropowatości, a popękana i niekonsekwentna w swoim działaniu protagonistka jest bardziej ludzka. Dzięki niedoskonałości konstrukcyjnej wierzymy w postać Nikity, w decyzje, jakie podejmuje, a także w jej przemianę z małej wrednej buntowniczki w zabójczą piękność.

 

  1. Wybuch reż. Brian De Palma

To miała być rutynowa robota. Jack Terry, spec od udźwiękowiania filmów, wyszedł nocą do parku, żeby nagrać nocne odgłosy. Podczas nagrywania nasz bohater staje się świadkiem wypadku samochodowego, w którym ginie pewien senator. Niby przypadek, strzeliła opona, pan wpadł do rzeki – koniec. Ale im częściej Jack słucha nagranych taśm, tym wyraźniej słyszy, że przed pęknięciem opony rozległ się jeszcze jeden huk. Absolutne arcydzieło De Palmy i jeden z najważniejszych filmów w karierze Johna Travolty. Jakiego spisku dotyczy? Zgadnijcie. Podpowiedź: amerykański rząd, zamach na prezydenta… Banał, wiem. Ale De Palma z ogranego motywu robi naprawdę świetne kino. Film zainspirowało słynne „Powiększenie” Micheangelo Antonioniego, lecz De Palma obrabia je, dorzucając od siebie całą masę cytatów z Hitchcocka i „Rozmowy” Coppoli. Warto też zwrócić tu uwagę na rolę Johna Travolty – zamiast tańczyć i śpiewać tutaj naprawdę gra.

 

  1. 36 reż. Olivier Marchal

 

O tym filmie pisano, że jest francuską odpowiedzią na „Gorączkę”, bowiem po dwóch stronach barykady postawiono tu Gerarda Depardieu (na dobre piętnaście lat zanim oszalał i uznał się za Rosjanina) i Daniela Auteuila – dwóch największych gwiazdorów francuskiego kina. Wcielają się w oni w byłych przyjaciół – dziś śmiertelnych wrogów – z których jeden stoi na czele elitarnej jednostki antyterrorystycznej, drugi jest szefem oddziału do zwalczania przestępczości zorganizowanej. Kiedy szef policji zleci im rozpracowanie brutalnego gangu walka z przestępcami panowie zaczną między sobą zabójcza rywalizację. Olivier Marchal reżyser i scenarzysta „36” sam przez lata był policjantem a pisząc scenariusz do filmu opierał się na wspomnieniach – własnych i przyjaciół. W efekcie powstało czyste gatunkowe kino, które z jednej strony składa pokłon kryminałom Jean Pierre Melvilla, z drugiej płynnie operuje amerykańską dosłownością. Dziś Marchal jest jednym z najdroższych i najlepszych francuskich reżyserów, ale to od „36” zaczęła się zarówno jego kariera jak pochód przez kina nowej fali francuskich kryminałów.

  1. Czarny dzień w Black Rock reż. John Sturges

 

Amerykańskie „Pokłosie” tyle, że nakręcone w latach 50. ubiegłego wieku. Pewnego dnia w tytułowym miasteczku Black Rock zatrzymuje się pociąg. Jest to spore wydarzenie, bowiem ostatni raz zatrzymał się on w nim cztery lata temu. Na domiar złego z pociągu wysiada mężczyzna. Ubrany w garnitur typ zaczyna zadawać mieszkańcom pytania o pewnego japońskiego farmera. Pytania na które nikt w Black Rock nie chce odpowiadać. Sturges nakręci później takie filmy jak „Wielka ucieczka”, „Siedmiu wspaniałych” czy „Pojedynek w Corralu O.K.” które dadzą mu nieśmiertelność i uznanie jednego z najlepszych reżyserów w historii. Ale to „Czarny dzień w Black Rock” pozostaje jedynym w jego filmografii obrazem tak jawnie atakującym Amerykę i obnażający lęk przed innością i obcością. W czasach w których powstał „Czarny dzień…” był filmowym ewenementem. Rewolta obyczajowa miała nadejść dopiero dekadę później, a w kinie dominował słodki i przyjazny obraz prowincji. „Czarny dzień…” Sturgesa był jednym z pierwszych filmów sensacyjnych, które językiem kina gatunkowego mówiły o takich rzeczach jak rasizm, samosądy. Do dziś film ten robi wrażenie.

  1. Chłopaki z sąsiedztwa reż. John Singleton

Boleśnie prawdziwy obraz życia w czarnym getcie na przełomie lat 80. i 90. ubiegłego wieku.  Opowiadana na przestrzeni blisko dekady historia życia pewnego młodego chłopaka, który nie mając wyjścia wstępuje do ulicznego gangu, a potem próbuje z niego się wyrwać, okrzyknięta została arcydziełem zaangażowanego społecznie kina sensacyjnego. Zaś jej twórca John Singleton talentem reżyserskim na miarę Spike’a Lee. Pech chciał niestety, że po sukcesie „Chłopaków z sąsiedztwa” Singleton nigdy nie nakręcił już tak udanego i mocnego filmu. A zatem filmowy wypadek przy pracy? Nie. Raczej po prostu serce i szczerość włożona w film.

  1. Wybór mafii reż. Johnnie To

Quentin Tarantino wielokrotnie powtarzał, że mafijna dylogia To, to najlepsze hongkońskie filmy, jakie oglądał. Warto zatem obejrzeć „Wybór…” choćby z tego powodu – by na własnej skórze przekonać się, co jest w tych filmach takiego, że rzuciły one na kolana takiego starego wyjadacza tamtejszej kinematografii  jak twórca „Pulp Fiction”.  Jeśli taka rekomendacja wam nie wystarcza to dodam od siebie, że oba „Wybory…” to kino gęste od emocji i niezwykle intensywne. Niby jest to prosta mafijna opowieść o wyborze nowych szefów i wojnie jaka wybucha z tego powodu między klanami, a tak naprawdę uniwersalna historia o pazerności, władzy i przeznaczeniu. Mocne i do wielokrotnego oglądania.

 

  1. Nagie miasto reż. Jules Dassin 

Film który zmienił na zawsze sposób kręcenia kryminałów i pokazywania w kinie miasta. Jules Dassin podczas realizacji „Nagiego miasta” uparł się, aby całość zrealizować na autentycznych ulicach Nowego Jorku. Dziś nie robi to na nas wrażenia, ale w 1948 roku nikt w Hollywood nie odważył kręcić się całego filmu w mieście. Zdjęcia trwały półtora miesiąca a na potrzeby filmu wymyślono specjalne konstrukcje podtrzymujące kamery. Konsultantem na planie był legendarny nowojorski fotograf Artur Felling (Weegee), a reżyser inspirując się włoskim neorealizmem chciał pokazać miasto dokładnie takim jakim jest w rzeczywistości. Zero makiet, zero planów w studio. Tylko prawda. W efekcie powstał jedne z najbardziej niezwykłych czarnych kryminałów, w którym o wiele bardziej od fabuły liczy się to na co patrzymy. Twórcy gry „LA Noir” otwarcie przyznają się, że „Nagie miasto” było ich bezpośrednią inspiracją.

 

  1. Mr Majestyk reż. Richard Fleisher

Tytułowy Majestyk to człowiek, o którego przeszłości nie wiadomo wiele, bo on sam bardzo mocno stara się o niej zapomnieć. Za to obecnie pędzi radosny żywot plantatora melonów i ma zamiar na ich uprawie nieźle się dorobić. Pech chce, że na jego drodze staje grupka osiłków, którzy chcą go zmusić do podnajmowania ich pracowników. Majestyk nie lubi, kiedy ktoś go do czegoś zmusza,  więc dość brutalnie odmawia, przez co trafia do więzienia. Kiedy okazuje się, że nikt nie ma ochoty wypuścić go za kaucją, a melony zaczynają gnić, nasz bohater wpada na szalony plan – w wyniku zbiegu okoliczności udaje mu się porwać gangstera Rendę, którego chce przehandlować za swoją wolność (tylko na czas melonobrania). Jak łatwo się jednak domyślić, sytuacja nagle zacznie się bardzo komplikować. W postać opętanego melonami plantatora wcielił się Charles Bronson, który tego samego roku zagrał w kultowym „Życzeniu śmierci”.  Tamten film stał się legendą ale to w „Mr. Majestyku” Bronson dał prawdziwy popis aktorstwa (bo był niezwykle utalentowanym aktorem wbrew temu, co o nim się mówiło), a zdystansowany ironiczny twardziel, który odda życie za melony, był jedną z jego najwybitniejszych kreacji. Zresztą sam film też jest wyśmienity. Nie ma w nim mentorskiego nadęcia Życzenia śmierci, jest za to czysta akcja i postać, bez której Bruce Willis nie miałby od kogo uczyć się ironii i dowcipu.

 

  1. Hazardzista reż. Karel Reisz

Kryminalna wariacja na temat „Gracza” Dostojewskiego i zarazem pierwszy amerykański film Karela Reisza. Pochodzący ze Słowacji jeden z najważniejszych twórców brytyjskiego kina „Młodych Gniewnych” na swój hollywoodzki debiut wybrał prostą opowieść o pewnym wykładowcy, który ma mały problem – jest nałogowym hazardzistą. Kiedy kończy się jego dobra passa zaczyna pożyczać. Najpierw od dziewczyny, potem rodziców, a kiedy już wszyscy znajomi odmawiają, zaczyna pożyczać od mafii. „Hazardzista” to udany mariaż klasycznego gangsterskiego kryminału z psychologiczną opowieścią o obsesji, która wymyka się spod kontroli. Bohater grany przez Jamesa Caana wyruszy w podróż w głąb świata alfonsów, prostytutek i szemranych interesów. A taka wycieczka nie będzie mogła zakończyć się dobrze. „Hazardzista” do dziś pozostaje jednym z najlepszych filmów o niszczącej sile uzależnienia. Rok temu powstał remake filmu z Markiem Wahlbergiem powtarzającym rolę Caana, ale nie był to film tak udany. I godny zapamiętania.

Kategorie
Rankingi

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).
2 komentarze
  • malpigwalt
    22 listopada 2016 at 22:14
    Skomentuj

    Porachunki i Nikita na końcu stawki; to się źle zaczyna.

  • jeshkam
    29 grudnia 2016 at 10:35
    Skomentuj

    Czy jest szansa na pojawienie się ostatniej dziesiątki tego rankingu ?

  • Dodaj komentarz