felietony

Szkoła pisania z Jeanem-Christophe Grange – część druga: Postacie


Jean-Christophe Grange
francuski autor takich bestsellerów jak „Purpurowe rzeki”, „Imperium wilków” „Pasażera” tylko dla nas stworzył mini szkołę pisania thrillerów. W trzech odsłonach opowie wam o tym jak konstruować fabułę, bohaterów i wreszcie co zrobić z gotową powieścią.

W poprzedniej odsłonie w żołnierskich słowach omawiałem klucz do tworzenia fabuły. Teraz przyszła pora na postacie, którymi fabułę musicie zapełnić. Thriller jak już wspominałem to gatunek, w którym łatwo pójść na łatwiznę zarówno przy tworzeniu fabuły, jak – a może jeszcze bardziej – postaci. Bo nie ma chyba bardziej wyeksploatowanej figury od zmęczonego życiem, wypalonego gliniarza. Takich postaci w powieściach są miliony. Powielanie schematów dotyczy niestety nie tylko postaci pozytywnych. Bardzo często autorzy tworząc figury głównych adwersarzy ograniczają się do jakże przewidywalnych chwytów w rodzaju: trauma z dzieciństwa, która sprawia, że ktoś staje się zły. Znacie zapewne masę książkowych psychopatów, których molestowały matki lub źli wujkowie.

Od czasu premiery „Milczenia owiec” – a było to już ćwierć wieku temu – i sukcesu filmu opartego na prozie Thomasa Harrisa, thrillerami zaczęli rządzić coraz bardziej wymyślni psychopaci. Zupełnie jakby wszyscy autorzy tego świata postanowili wziąć udział w wyścigu pod hasłem: kto będzie straszniejszy od Hannibala Lectera. To niestety błędne założenie. W tworzeniu wiarygodnych postaci nie chodzi o to, aby ścigały się one z innymi fikcyjnymi mordercami/policjantami itp. a o to by czytelnik, mógł się z nimi utożsamiać (z tymi dobrymi) lub się ich obawiać (tych złych). Każde przerysowanie kreowanych przez nas bohaterów, które nie tłumaczy się fabularnie, odbiera im wiarygodność. O tym mało, kto pamięta.

Kiedy zabieram się za tworzenie postaci zawsze pamiętam o schematach i figurach gatunkowych. Nie próbuję za wszelką cenę być oryginalny, zaskakiwać czytelnika wymyślnymi konceptami. Stawiam na prostotę i szczegóły. Kiedy tworzę postać głównego bohatera, pamiętam o tym, że przed nim było już wielu innych głównych bohaterów i zamiast kombinować na siłę z oryginalnością, stawiam na drobne elementy, które moją postać wyróżniają. Gliniarz nie musi być od razu alkoholikiem, może mieć inne problemy, w końcu świat policjantów nie kończy się na piciu. I tak składając w całość drobne szczegóły tworzy się postać. Niekoniecznie oryginalna, ale na tyle inna, że czytelnik ją zapamiętuje.

Bardzo często dziennikarze i czytelnicy pytają mnie – jakie postacie tworzy ci się łatwiej złych czy dobrych? Odpowiadam, że nie ma to większego znaczenia, bowiem jeden bez drugiego nie istnieje. Osobiście bowiem wychodzę z założenia, że ten dobry i zły muszą się ze sobą łączyć. Stanowić całość, której odkrycie stanowi element zaskoczenia. Jak się łączą? Różnie. Czasami jest to zdarzenie z ich przeszłości. Nie musi być ono oczywiste. O tym, że kiedyś się spotkali może wiedzieć tylko jedna strona łamigłówki. Istotne jest jednak to, aby łączyła ich zależność, która czytelnik odkrywa wraz z nimi. Element łączący bohaterów to mój klucz do kreowania postaci. Każda powieść, którą napisałem jest skonstruowana właśnie według tej zasady. I to jest moim zdaniem wyzwanie dla pisarza – stworzenie postaci wzajemnie się uzupełniających, ale w taki sposób, iż czytelnik domyśli się tego dopiero na końcu.

Jean-Christophe Grange

Kategorie
felietony

Dodaj komentarz