Dzika Banda
felietony

Pola Dwurnik a sprawa polska

Same złe wiadomości. Tak – kobiety uprawiają seks. Tak – piją (tfu). I o tym na domiar złego opowiadają. Polska to nie jest kraj dla prawdziwych mężczyzn.

Od kilku dni wiele osób próbuje mnie przekonać, że żyję w lepszej Polsce. Polsce, w której znika rasizm, bo w TVN wygrała czarnoskóra dziewczyna. Polsce w której homofobia zanika, bo wybory wygrał gej. W zasadzie powinienem się cieszyć. Wszak idzie ku lepszemu. A kilka godzin później dostaję w twarz Polą Dwurnik.

Słaby jestem z malarstwa. Bardzo słaby. A zatem do chwili kiedy uderzono mnie ową Polą Dwurnik w twarz nie miałem pojęcia, że takowa osoba istnieje. I nie piszę tego złośliwie. Po prostu stwierdzam fakt. Nie muszę znać się na wszystkim i nie mam zamiaru. Pani Dwurnik napisała felieton we wrocławskiej  „Gazecie Wyborczej”. W tym felietonie pani pisze o tym, że mieszka w Berlinie i jak spędza śniadanie, późne, w towarzystwie przypadkowego kochanka. Zdarzyło się jej bowiem (jak wielu wam paniom, i nam panom) przespać po pijaku z kolegą. Ani powód do rzucania kamieniami, ani dumy. Ale też i Dwurnik nie pisze tu chełpiąc się dzikim, wyuzdanym seksem stulecia. Ot fakt. Było. Minęło. Opisane, bo pewnie uwierało. Felieton zapewne i przepadłby w sieci, bo takowych wspomnień i obrazków publikowanych dziennie na świecie jest setki, ale pech chciał, że ktoś zauważył i się zaczęło…

Najpierw czytałem żartobliwe wpisy na FB moich znajomych, którzy oświadczali iż w kwestii Dwurnik wypowiadać się nie będą. Zapytałem grzecznie – kto to? I się dowiedziałem, że taka dziewczyna co hipsterzy w Berlinie. Ok. Nic ciekawego. Ale ilość wpisów zaczęła być zaskakująco duża. Pan Wojciech Engelking poświęcił jej nawet swój felieton (którego podobnie jak powieści Engelkinga – nie zrozumiałem). Uznałem, że przyszła pora na tekst matkę. Wygooglałem, przeczytałem, nie poczułem się zbrukany, ani oszukany. Ot kawał opowiastki, może infantylnej, ale szczerej. I w dodatku napisanej po polsku. Czego już o ekwilibrystyce złośliwości Engelkinga napisać nie mogę. Ale do rzeczy.

Przeleciałem szybko do komentarzy. Głupi ja. Tam już istne używanie. Autorce dostaje się za dawanie dupy, za dawanie dupy po pijaku i za dawanie dupy w Berlinie. Ależ z tej Poli Dwurnik dziwka. Znaczy – z komentarzy tak wynika.

Mój mózg chadza dziwnymi ścieżkami i czasami kojarzy różne fakty. Zamieszanie dookoła Dwurnik natychmiast skojarzyło mi się z pewną rozmową, którą odbyłem całkiem niedawno z kilkoma tzw. krytykami filmowymi. Poszło o film „Do zaliczenia” – komedię, którą uwielbiam (bardziej od serialu „Dziewczyny” do którego nawiązała z kolei w swoim felietonie Dwurnik), a która zebrała cięgi od naszych recenzentów, takie jak mało który film. Dlaczego? Ano z prostego powodu. Otóż „Do zaliczenia” to opowieść o tym jak pewna dziewczyna uznaje, że nie wie nic o seksie i postanawia wiedzę nadrobić. Przyrządza sobie listę „do zaliczenia” i metodycznie punkt po punkcie zalicza. Mamy zatem seks oralny (z połykiem i bez), penetrację, masturbację, wspólną masturbację i wszelkie rzeczy, które przychodzą wam do głowy gdy myślicie o seksie. Film jest prosty jak budowa cepa. Chamski i mało wyszukany. Co zatem mnie w nim uwiodło? Ano to, że napisały go dziewczyny, w świetny sposób odwracając klasyczną, znaną z miliarda komedii erotycznych opowieść o inicjacji. Uwielbiacie się śmiać na „American Pie”? Kiedyś uznawaliście „Lody na patyku” za dzieło genialne? A może „Porky’s” to był film o was?  „Do zaliczenia” to ta sama rozrywka, tyle że lepiej napisana. Na swoje nieszczęście – napisana i zagrana przez dziewczyny, co wywołało niemałe oburzenie pośród panów.

Chłopaki bowiem mogą opowiadać o pukaniu, zaliczaniu, spuszczaniu i dupceniu. Dziewczyny? Nie! Dziewczynom tego nie wolno. Dziewczyny mogą być wypukane, ale pukać nie. Dziwny paradoks. Ja tam dla przykładu, z czystej samczej ciekawości, wolę oglądać filmy kręcone przez dziewczyny, o seksie z ich perspektywy. Im bardziej jest on sprośny, tym lepiej się bawię. A wynika to nie tylko z faktu, iż jestem człowiekiem o niewyszukanym guście, ale przede wszystkim z tego iż z doświadczenia wiem, że dziewczyny w świntuszeniu bywają lepsze od nas facetów (porównajcie sobie dla przykładu świntuszenia Henry Millera i Anais Nin, żeby uderzyć z wielkiego kwantyfikatora, dziewczyna jednak lepsza). Tyle, że nam facetom to trudno zaakceptować. My możemy opowiadać o tym jak to było na pierwszym obciąganiu, ale dziewczyna opowiedzieć o tym nie może. Oczywiście wynika to z prostego przywiązania do podziału na damsko-męski świat. My możemy, one do garów. Smutna wiadomość panowie brzmi tak – samo się nie obciągnie… Znacie ten dowcip o tym dlaczego pies jest lepszy od faceta? Bo pies jak sobie liże jaja to nie spada z wersalki.

Mój wewnętrzny głos mówi mi że przeginam. I trochę to czuję, ale naprawdę się wkurzyłem. Dookoła media mi powtarzają o tym jak to Polska jest fajna, bo już w niej wszystko wolno, a tymczasem prosty felieton o dziewczynie, która przespała się z kolegą w Berlinie wywołuje burzę. Litości… I kto jeszcze ten tekst atakuje. Zarówno panowie (bo dziwka), jak panie (bo dziwka). A gdzie podziała się solidarność jajników? Znaczy drogie panie, nigdy, ale to nigdy żadna z was nie przespała się z kolegą po pijaku? Nie miała kaca? Nie było jej źle? Bo że panowie uważają iż seks to rzecz, którą wykonuje się w pojedynkę to ja wiem. Ilość święcie oburzonych kolejnym tekstem napisanym przez kobietę, w którym przyznaje się ona do przypadkowego seksu utwierdza mnie w przekonaniu, że to cud iż ludzkość jeszcze funkcjonuje.

Reasumując. Same złe wiadomości. Tak – kobiety uprawiają seks. Tak – piją (tfu). I o tym opowiadają. Polska to nie jest kraj dla prawdziwych mężczyzn. Pora emigrować. Możecie mi opowiadać o tym, jak to wspaniale, że gej wygrał, że ktoś tam wygrał jakiś program, ale prawda jest taka, że wszystko to pic na wodę i fotomontaż. Wystarczy jeden tekścik o tym, że pani woli wyjechać z Polski i uprawiać seks w Berlinie, żeby prawda wylazała na wierzch. A prawda jest brzydka. Daleko nam jeszcze do jakiejkolwiek tolerancji.

Kategorie
felietony
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz