Ⓒ Jakub Piechota
felietony

Pijąc książki / czytając piwa S01E02

Książkowo-piwny felieton, do poczytania i wypicia co dwa tygodnie.

Z racji minionego Halloween półki w sklepach piwnych uginały się od butelek z trupimi czaszkami i wydrążonymi dyniami. Królowało Pumpkin Ale, czyli połączenie piwa z dynią. Dynię odłożę dzisiaj na bok, ale coś może z tego dreszczyku lekkiej grozy da się wykorzystać.

Ⓒ Jakub Piechota

Zacznę od książki, która wywarła ostatnio na mnie spore wrażenie. „Wzgórze Psów” Jakuba Żulczyka. Przeczytał mi ją do ucha Jakub Wieczorek. (A trzeci Jakub wziął się za komentowanie. Niech będzie.) Ponad 28 godzin słuchania. Audiobook w wykonaniu Wieczorka rewelacyjny. Bo i taka jest książka. Jeżeli książka słaba to i nawet Ksawery Jasieński nic nie pomoże. Tutaj ładnie się to wszystko zgrało na plus.

Przenosimy się do miasteczka Zybork, w którym mieszka rodzina Głowackich. Wchodzimy w gęsty muł małomiasteczkowych problemów i patologicznych rodzinnych relacji. Nad wszystkim wisi niewyjaśniony do końca gwałt i morderstwo sprzed laty byłej dziewczyny Mikołaja Głowackiego – głównego bohatera. Zaczynają znikać niektórzy mieszkańcy miasta. Ktoś ich porywa nie wiadomo dlaczego i przetrzymuje w przerażających warunkach.

Żulczyk stworzył tak obezwładniająco gęsty, lepki, mroczny i piwniczny świat, że w przerwie między czytaniem zaleca się solarium.  Z każdej strony bije głęboki, przygnębiający, wręcz obezwładniający smutek. Poza tym książka pisana jest językiem takim, jakim posługują się opisywani bohaterowie. Czyli ordynarnym. Tam nie ma gładkich słówek i kulturalnych konwersacji. Nie ma dialogu, żeby rynsztok w relacji bohaterów nie dał o sobie znać. Syf, kiła i mogiła, panie.

To może odrzucić lub przyciągnąć. Mnie przyciągnęło, ponieważ oprócz brudu jest również szorstka poetyckość tej prozy. Tworzy się fajna głębia i coś, co mimo cierpkości smakuje. Świetnie opowiedziana historia. Mocna rzecz.

Smak cierpki i wytrawny ma również to piwo. Przed Państwem: Never Mind English IPA Here’s No Future! Z Browaru Birbant z Zielonej Góry. Nawiązanie do klasyki punka, bardzo proszę, brud w rocku – brud w literaturze, bardzo proszę, piękne trupie czaszunie, bardzo proszę. Moim zdaniem bardzo dobre piwo w stylu English IPA, czyli IPA na samych angielskich chmielach. Goryczka w normie – 55 IBU, alkohol – 6,2% obj. w ogóle nie wyczuwalny. Piwo bardzo dobrze ułożone, bez żadnych dodatków, wyraziste, z charakterem. Cztery na pięć. I ta kwaskowość… ona robi robotę. Smaczne do samego końca. Piłem je wcześniej w marcu tego roku i wrażenia takie same. Trzyma poziom.

Ⓒ Jakub Piechota

A tutaj mamy, proszę Państwa, piwo, które zaskoczyło mnie bardzo na plus. Browar Perun z Budziszyna (gm. Chynów) na Mazowszu zaproponował piwo o nazwie Behemoth Walpurgia w stylu Hefe-Weizen. Niemiecki styl piwa pszenicznego, tutaj z dodatkiem, jak na etykiecie stoi: hibiskusa oraz owoców róży. Przepraszam za moją ignorancję, ale hibiskusa nie potrafię wyczuć, ponieważ nie miałem z nim świadomie nigdy do czynienia, ale różę czuć wyraźnie. Piwo pachnie jak pszeniczne, wygląda czerwonawo jak po dodaniu soku z czerwonego grejpfruta, no i smakuje odjazdowo. Nie przepadam za piwami pszenicznymi, ale to stawiam na podium. Co za smak! Goryczka zupełnie minimalna, przy tym połączenie smaku pszenicznego z tą różą i czymś jeszcze, zapewne hibiskusem, jest połączeniem wręcz genialnym. Piwo kwaskowate, ale jednocześnie słodkawe, gęste, prześlizguje się po podniebieniu powoli, zostawiając na długo osad smaku… Ależ ono dobre.

Trafiła mi się ta butelka i zastanawiałem się z którą książką można by się było nią stuknąć. Wybór padł na „Mroczny krąg” Krzysztofa A. Zajasa. Etykieta jak najbardziej adekwatna do okładki, nazwa Browaru to słowiański bóg, a w książce w roli głównej również będzie bóg z tej mitologii – Weles, mroczny krąg – noc Walpurgii, czego chcieć więcej?

Ostatnio nazwisko tego pisarza obiło się echem za sprawą „Oszpicyna”, jednak odnoszę wrażenie, że jego wcześniejsze książki, czyli kryminalna Trylogia grobiańska, są lepsze, ale mniej znane i trochę niedoceniane. Moim zdaniem całkiem niesłusznie. Na wspomnianą trylogię składają się: „Ludzie w nienawiści”, „Mroczny krąg” i „Z otchłani”. Głównymi bohaterami są tutaj krakowski komisarz Andrzej Krzycki i prawie tak samo wyrazisty jego partner Lucek Bałyś. Akcja koncentruje się w podkrakowskich Grobianach. „Mroczny krąg”, czyli drugi tom cyklu nawiązuje do pierwszego, lecz spokojnie da się go czytać jako odrębną całość.

Andrzej Krzycki po detoksie alkoholowym w krakowskim psychiatryku, będącym następstwem wydarzeń z poprzedniej części cyklu, wraca do pracy. Od razu dostaje sprawę tajemniczych zgonów, których okoliczności nawiązują do dziwnych okultystycznych obrzędów, związanych ze zwyczajem wróżdy, czyli krwawej zemsty. Tropy prowadzą do kultu słowiańskiego boga Welesa, władcy podziemi, zaświatów i magii… Razem z Luckiem Bałysiem będą musieli skorzystać z pomocy eksperta w tych sprawach… księdza Adama.

Wydarzenia wokół Grobian są główną osnową tej książki, dookoła których dzieje się naprawdę wiele innych. Wątki sensacyjno-kryminalne poprzeplatane są z wątkami obyczajowymi, ale jest to tak umiejętnie zrobione, że opowieść nie traci tempa. Krzysztof A. Zajas opowiada historię poprzez pryzmat różnych osób. Raz jest to perspektywa policjanta, raz bandyty z jego chorymi motywami, innym razem ciemiężonej przez męża żony.

Krzysztof Zajas łączy ze sobą dwa różne światy. Jeden jest magiczny, trudny do wyjaśnienia, przyjmowany jako coś zdumiewającego, a drugi ten brutalny, codzienny, realny aż do bólu. W pierwszym przypadku tak jest na przykład z sokołem, który już w pierwszej części się pojawiał, niedopowiedzianym wydostaniem się z wyspy Izy Karwackiej oraz ze spotkaną staruszką przez Dorotę Rachwalską; totalny odjazd. A z drugiej strony Andrzej Krzycki nie jest pokazany jako heros; ma cholerne problemy ze sobą, nie dosyć, że jest alkoholikiem, to jeszcze ma chroniczne napady migreny. W akcjach, w których uczestniczy razem z Luckiem zdarza im się dostać po mordzie i nie tylko, a zebrane siniaki nie znikają magicznie na drugi dzień. To przeplatanie się dwóch światów to ciekawy zabieg, zastosowany bez kompleksów, bardzo intrygujący.

Andrzej Krzycki i Lucek Bałyś to jest duet, który jest największą siłą tej książki. Powiem więcej. To jest duet, który swoją wyrazistością nie znajduje równych w polskiej literaturze kryminalnej. Pogłębienie postaci, ich relacje ze sobą, dialogi. No, bardzo. Kto chce może spróbować poszukać innego takiego duetu, bo mi nic do głowy nie przychodzi.

Rewelacyjna książka, o której stanowczo za cicho. Pięknie wydana przez Sonię Dragę. Czołówka polskiego kryminału. Ponad 700 stron, które w ogóle nie nudzą. Pełnokrwiści bohaterowie, wielowątkowa, zazębiająca się akcja, styl pisarski najwyższej próby, dialogi rewelacyjne. Miód, malina. Polecam tym, którzy szukają czegoś w opozycji do papkowatych, siekanych na miękko, szybko wchodzących kryminałów, których ostatnio zatrzęsienie.

Aktualnie Krzysztof A. Zajas jest w trakcie pisania książki o roboczym tytule „Wiatraki”, w której w głównej roli obsadzi Lucka Bałysia. Nie mogę się doczekać.

Ⓒ Jakub Piechota

Na koniec zostawiam coś w temacie strachów, ale z zupełnie innej beczki. Tej właściwej strachom: z horrorem. Nie powiem, żebym był jakimś ekspertem w temacie, ale rozglądam się tu i ówdzie, coś już wyłapałem, czegoś mi dalej brakuje, odczuwam głód poznawczy tego gatunku, więc pomyślałem, że  warto zobaczyć co aktualnie w trawie piszczy i sięgnąłem po kwartalnik „OkoLica Strachu”. Byłem bardzo ciekawy co tam znajdę, ale jednocześnie miałem obawy, czy strachy jako takie potrafią mnie zaskoczyć. Okazało się, że nie taki horror straszny jak go malują, w tym sensie, że nie trzeba było się niczego obawiać.

Ten numer OLS zawiera opowiadania, wywiad z reżyserem Srdjanem Spasojeviciem i kilka tekstów publicystycznych.

Opowiadań jest 9. I te, które najbardziej mi się podobały, to „Pęknięcie” Stefana Weisbrodta, „Słowiański skalp” Marty Sobieckiej i „Dom kanibali” Guya N. Smitha.

„Pęknięcie” genialne. Autorowi wystarczyła strona opisująca rodzinne śniadanie, aby naświetlić w pełni ich sytuację, napięcia i relacje wewnątrzrodzinne. Tajemnica raczej niezbyt wymyślna, ale tak napisana, że nie mogłem przestać czytać. Autor ma jakiś magiczny magnes w piórze. Koniecznie trzeba zapamiętać to nazwisko: Stefan Weisbrodt.

Natomiast „Słowiański skalp” to bardzo klimatyczne opowiadanie. Urzekło mnie swoją delikatną aurą i taką spokojną narracją. A może horror osadzający się na obopólnej miłości babci i wnuczki z rodziną, i nie przeradzający jej w jakieś wynaturzenie, tym bardziej potrafi intrygować?

„Dom Kanibali” to świetne rzemiosło w opisaniu nawiedzonego domu. Horror z krwi i kości. I gnijącego mięcha. Wciągnęło mnie na całego.

Na całkiem przyzwoitym poziomie były również „Po drugiej stronie lustra” Justyny Maciny, „Białe damy nie są głupie” Pawła Matei oraz „XX” Olafa Pajączkowskiego. Wyróżniało się zwłaszcza „Białe damy nie są głupie”; fajny pomysł, zwłaszcza w sposobie opisania relacji między bohaterami.

Natomiast pozostałe, czyli „Skidmore” Bradleya Dentona, „Dzień Gniewu” Antoniego Nowakowskiego i „Wybryk natury” Artura Jastrzębskiego  można sobie darować. Niczym mnie nie porwały.

Za to, jeżeli chodzi o publicystykę, to łykam ją w całości. Wiele rzeczy się dowiedziałem, z wieloma się utożsamiam i wiele rzeczy mnie zaciekawiło.

Ciekawe były refleksje Olgi Kowalskiej wokół tematu zdjęć pacjentek szpitala psychiatrycznego Bethlehem z połowy XIX wieku.

Pasjonujące przybliżenie tematu balsamowania zwłok przez Filipa Szyszko. Czytałem z otwartą gębą.

Przemysław Zawrotny zapoznał mnie z niezwykłą osobą Alejandra Jodorowsky’ego, którego w ogóle nie znałem, a którego film „Kret” muszę obejrzeć. Jak ja mogłem w ogóle go nie znać?

Świetny tekst Tomasza Przyłuckiego na temat horroru w aktualnych spektaklach teatralnych. Teatr – groza, nie wiedziałem, że to w ogóle możliwe. A oferta, o dziwo, szeroka!

Jacek Radzymiński zajął się tematem ukazywania zdjęć dzieci na nagrobkach cmentarnych. Jak również tematem zdjęć robionym osobom po ich śmierci. Pasjonujący temat i refleksja: jak z czasem zmienia się podejście do śmierci.

Simon Zack wyjął mi z głowy moje myśli na temat filmu „Predator” i zgrabnie je oddał na papierze. Ten film jemu, jak i mnie, nigdy się nie znudzi.

A Krzysztof „Korsarz” Biliński wziął na tapetę inspirację horrorem w muzyce. I zrobił to po mistrzowsku. Kwintesencja szerokiej wiedzy muzycznej i literackiej. Pasja przelana na papier. Chapeau bas!

No i jest też wywiad z reżyserem „Srpskiego filmu” Srdjanem Spasojeviciem. Ciekawy gość. A film muszę obejrzeć.

Mam nadzieję, że czasopismo rozwinie skrzydła, bo poprowadzone jest świetnie.

Nie ma się co bać horroru. To bardzo ciekawy i pojemny gatunek. Taką refleksję podsunęło mi to piwo: „Not So Scary” w stylu New England IPA z browaru Ale Browar z Gdyni. Strasznie dobre. Daję 5 na 5. Goryczka na poziomie tylko 25 IBU, czyli niezbyt gorzko, ale ja odczuwałem większą niż na etykiecie. Była ona bardziej ziołowa w smaku niż zwykle, co dawało fajny efekt – smak siedział kurczowo na języku jak wiedźma na miotle. Piwo ma intensywny smak cytrusów i mango (marakuję ponoć też czuć, ale bij, zabij…). Pachnie pięknie. Czołówka.

 

Powyżej trafiły mi się naprawdę bardzo dobre piwa. Każde trochę z innej bajki. Zobaczymy jak będzie następnym razem. Bo nie zawsze będę zachęcał, Może się zdarzyć, że będę odradzał. Tymczasem, smacznego.

Kategorie
felietony
Jakub Piechota

GeoKuba. Rocznik 1975. Miłośnik książek od urodzenia i miłośnik piwa od osiemnastego roku życia. Mieszka na Roztoczu, głowę ma w chmurach, a serce w górach. Próbuje łączyć swoje pasje i dzielić się tym na swoim blogu. Oprócz tego żyje z posiadanych uprawnień zawodowych w zakresie geodezyjnych pomiarów sytuacyjno-wysokościowych, realizacyjnych i inwentaryzacyjnych, rozgraniczania i podziałów nieruchomości oraz sporządzania dokumentacji do celów prawnych. Ma trzy psy i pięć kotów.

2 komentarze
  • saviolla
    20 listopada 2017 at 22:22
    Skomentuj

    Bardzo fajny felieton, biorę się za cz.1 bo nie widziałem tego wcześniej. Piwo lubię, ksiązki lubię 🙂 idealne połączenie, czekam na więcej.

    • geokuba
      20 listopada 2017 at 22:37
      Skomentuj

      Dzięki, Saviolla!

    Odpowiedz na „saviollaAnuluj pisanie odpowiedzi