felietony

Miesięcznica z królem Kaszub S01E03

Comiesięczny felieton dilera literackiej kokainy, Bruno Banino.

Saluto Carabinieri!

Witam radosną socjetę czytelników „Dzikiej Bandy”! Dziś kolejna sesja psychologiczna. Mam nadzieję, że nie mogliście doczekać się spotkania ze mną.

W życiu nie ma przypadków – tak przynajmniej wynika ze świadectwa Marty S. (lat 38), byłej pani ochroniarz z Biedronki w Sosnowcu, która na swojej zmianie spotkała miłość swojego życia. Milioner, który obdarzył ją tym gorącym uczuciem zaimponował jej swoim jestestwem do tego stopnia, że bez wahania porzuciła dla niego swój zawód i przeniosła się razem z nim do słonecznej Wenecji. Takie rzeczy zdarzają się też w Polsce, ale w „Uwadze” o tym nie mówią. Ani grama przypadkowości nie ma także w tym, że 5 marca świętujemy światowy dzień teściowej i jednocześnie dzień dentysty. Nie jest tajemnicą, że obydwoje z tych person uwielbiają zadawać nam ból. Dentyści sprawiają przykrość swym pacjentom, a teściowe kierują nienawiść w kierunku swoich nieidealnych zięciów, choć od tej reguły występują pewne odstępstwa. Przykład? Kris Jenner.

Na początku skupmy się na postaci dentysty w popkulturze. Nie wiem jak wy, ale ja jak tylko widzę gabinet dentysty to odruchowo odwracam głowę wzorem ginekologa znajdującego się pomiędzy udami mniej urodziwej damy. Po prostu boję się kolejnego kanałowego leczenia moich zębów i nie chcę kłaść się na tym twardym fotelu. Choć życie na ketonalu nie jest takie złe jak mawiał doktor House to wolę inne używki. Ale dosyć o mnie.

W dzisiejszych czasach dentyści tak jak lekarze chyba wszystkich specjalności są bardzo mocno pożądani. Nie dajcie sobie wmówić, że stomatolog jest bardziej znienawidzony przez ludzi niż „Korona Królów”- tłumnie pogardzona przez warszawskie elity. To nie prawda. Skończyły się czasy kiedy dentysta w dzień był kowalem, a wieczorem chwytał za ssak czy wiertła o różnej długości. Teraz w dobie rozwoju medycyny wizyta u wyrwizębów jest praktycznie bezbolesna. Niemniej jednak wciąż powstają krzywdzące ich profesję filmy, piosenki przedstawiające stomatologa w sposób mroczny, jako kata czekającego na kolejne ofiary w gabinecie przypominającym salę tortur. Jedną z lepszych amerykańskich komedii, które oglądałem parę lat temu był film „Gang Dzikich Wieprzy”. To była ostatnia szansa, którą dałem kinematografii rozrywkowej z kraju hamburgera. Chyba się temu nie dziwicie? Byłem załamany poziomem takich produkcji jak: „Mrówki w gaciach”, „Parcie na tarcie”, czy kultowym filmem „Cyckonautki” (fabuła, muszę przytoczyć, przepraszam: Cyckonautki muszą uratować Ziemię przed złą królową nie tracąc przy tym ubrań). Przy tych filmach nawet „Kac Wawa” zasługuje na Paszport Polityki i posiada w sobie pewne przesłanie. Poważnie!

Film o grupie przyjaciół w średnim wieku opowiada o zmęczonych codziennością informatyku, pisarzu, dentyście i mężu modelki w którego brawurowo wcielił się John „Grease” Travolta. Czterej jeźdźcy Harleyów pewnego dnia przy cotygodniowym browarku postanawiają wyruszyć w podróż życia. Bez Komórek, bez planu. Chcą czuć powiew wolności we włosach, zedrzeć opony motorów o równy jak stół asfalt amerykańskich dróg.

Jest tylko jeden problem. Czy nie są już za starzy na takie przygody? Przekonajcie się sami. Dentysta (Tim Allen) jest przedstawiony tutaj w sposób stereotypowy jako postrach małych dziewczynek i podmiejskiej klasy średniej. W miarę kolejnych klatek poznajemy go też z tej bardziej szalonej strony i możemy go polubić. „Gang Dzikich Wieprzy” to dobry, niewymagający film doskonały na odstresowanie się po ciężkim tygodniu w korporacji.

Drugimi jakże ważnymi bohaterkami dnia 5 marca są teściowe. Parafrazując klasyka: jaką mamy teściową każdy widzi. Ja o swojej nie chciałbym za dużo wspominać. Będę zatem oszczędny w słowach. Nie będę się wczuwał w ten fragment jak dziewczyny z chórku Golec uOrkiestra podczas koncertu kolęd. Napiszę tak. Jakby moja teściowa mogła zostać bohaterką jakiejś dobrej książki, to w powieści „Ogniem i mieczem” mogłaby wcielić się w rolę ognia. Mamo, przepraszam za tę parę gorzkich słów, ale dla czytelników Dzikiej Bandy miałem być szczery. Na przeprosiny specjalnie dla Ciebie wierszyk znaleziony gdzieś w otchłaniach Internetu:

“W dzień teściowej idę raźnie, pozabliźniać wszystkie waśnie.

Dla mej żony drogiej mamy, Wielki bukiet kwiatów mamy!”

To co? Do kolejnej miesięcznicy! Będę tęsknił. Moi drodzy, następnym razem przynieście kwiaty, chyba już zasłużyłem? Życzę Wam wiele uśmiechu na co dzień!

Auf!

Kategorie
felietony
Bruno Banino

Nerwowy rocznik (80+). Kaszubski adapter i diler literackiej kokainy. Autor poczytnej, lecz znienawidzonej przez wielu książki „Eksplozje króla Kaszub”. Pasjonat szeroko rozumianej popkultury, dobrej gorzały i psów typu mops. Niepoprawny ewangelista czarnego humoru i kultury kaszubskiej. Nie doświadczył w swym życiu bezstresowego wychowania. Od 2018 roku w szeregach Dzikiej Bandy.
4 komentarze
  • Lilka
    5 marca 2018 at 09:29
    Skomentuj

    Śmiechłam! Rewelacyjny tekst. You make my day better!

  • Zavias
    5 marca 2018 at 13:48
    Skomentuj

    Jeśli to jest diler literackiego koksu…..to musi być nieźle przechrzczony!

  • Kylo Ren
    6 marca 2018 at 08:16
    Skomentuj

    Fajny tekst, bo odjechany, wreszcie coś innego

  • Jack Daniels
    9 marca 2018 at 14:16
    Skomentuj

    Fraza jak strzał z magnum! Felieton rewelacja.

  • Dodaj komentarz