Dzika Banda
felietony

Jacek Dukaj, „Starość aksolotla” i literatura przyszłości

„Starość askolotla” Jacka Dukaja miała być rewolucją na rynku wydawniczym. Tyle, że powielając testowany ostatnio przez choćby Jamesa Frey’a w „Endgame” pomysł na budowanie powieściowego świata na przenikaniu się języka, animacji i hiperlinków ląduje dokładnie w tym samym miejscu co poprzednik. Pustej przestrzeni, która nie interesuje nikogo poza kilkoma krytykami literackimi i rodziną autora.

Przyznaję – spodziewałem się arcydzieła. Przełomu, niebywałego kopniaka w potylicę. Myślałem, że „Starość askolotla” oszołomi mnie rozmachem łącząc w sobie animację, skonstruowany na potrzeby narracji świat w sieci i interaktywne grafiki. Z zapowiedzi Jacka Dukaja bowiem wynikało, iż „Starość…” czyli jego najnowsza powieść wydana w formie e-booka będzie skrzyżowaniem filmu, gry komputerowej i Bóg jeden wie czego.

Wyobrażacie to sobie? Czytacie książkę, a między rozdziałami pojawia się animowany przerywnik rodem z gry „Wiedźmin” (chodzi o technikę nie tematykę!), który przenosi nas do wymyślonego przez autora świata. Coś jakby ktoś przetkał tekst profesjonalnymi intrami itp. Owszem kosztowałoby to majątek, ale efekt byłby porażający.

Ale „Starość…” niestety swoim wykonaniem nie poraża. Zupełnie jakby cała para poszła w promocję, a nie w produkt, który w efekcie przypomina ciut podrasowany e-book z przypisami, które zamiast jak w papierowej powieści znajdować się na dole strony, są albo aktywne, albo w zakładkach. Do tego dorzucono jeszcze kilka bardzo dobrze narysowanych robotów i… tyle z rewolucji.

Rok temu James Frey niesławny autor sfingowanej powieści o odwyku „Milion małych kawałków”, powrócił do recenzenckich łask wraz z projektem „Endgame” – powieściowym cyklem, który silnie połączony był ze specjalnymi stronami, aplikacjami itp. „Endgame” zmuszało czytelnika do szukania samodzielnie rozwiązań, zarówno w sieci jak realu, mamiąc ich wysoką nagrodą – 3 milionami dolarów. Chwyt poniżej pasa? Trochę tak – w końcu trzy miliony do zgarnięcia nabijają sprzedaż, ale tym drobnym elementem nikt się nie przejmował.

Czy „Endgame” wywołało rewolucję? Ano nie. Podobnie zresztą jak Dukaj. Dumnie głoszone przez autorów hasła o „powieściach przyszłości” czy „powieściach warstwowych” ograniczają się do tego iż de facto używając nowych technologii uwspółcześnili oni model powieści paragrafowej, czyli opowieści, która dawała czytelnikowi możliwość wyboru. Jeśli uważasz, że bohater zrobił dobrze idź na stronę 30, jeśli nie – na 198. Dziś paragrafówki w zasadzie wyszły z użycia (z drobnymi wyjątkami jak cykl Marcina Mortki o wikingu Tapim) i pamiętają o nich albo ci co dorastali na przełomie lat 80. i 90. albo gracze (bo w przeciwieństwie do powieści, gry paragrafowe wciąż cieszą się wielkim powodzeniem).

Czy update paragrafówki to „powieści przyszłości”? Jako powieść przyszłości rozumiem twór w pełni multimedialny, który (podobnie jak próbował Frey) tworzyłby rozrzucone po sieci światy poza powieścią. Dokładałby pełną animację, świat fabularny a w efekcie przypominał odrobinę coś na kształt gry komputerowej z dużą ilością tekstu. I tu pojawia się problem. Czy to jeszcze byłaby powieść? Czy współczesny czytelnik mając możliwość podróżowania po książkowym świecie rozrzuconym w internecie wróciłby do tekstu matki – czyli powieści właśnie? Moim zdaniem nie.

Dukaj twierdzi (za Nicholasem Carrem) iż nasze mózgi są już tak wyćwiczone (czytaj ogłupione) przez google, że nie potrafią koncentrować się na jednym szczególe. Potrzebują wielu bodźców i krótkich tekstów. Stąd eksperyment ze „Starością…” powieścią, która miała zaspokajać potrzebę klikania. Racja. Z dwoma drobnymi uwagami. Po pierwsze – „Starość…” to raczej wydawniczy żart a nie poważna gra z przyszłością. Po drugie w tym rozumowaniu zabrakło jednego elementu. Otóż każdy twórca strony internetowej, portalu itp. powtarza iż z całych sił należy walczyć o to, aby czytelnik nie opuścił twojego medium (portalu, bloga, platformy itp.). Jeśli wyjdzie poza, już nie wróci. Wciągnie go sieć. To w sumie internet nie różni się zbytnio od bajowego strasznego lasu. Pójdziesz wytyczoną ścieżką, dojdziesz do celu, zboczysz z niej… marny twój los. Czy raczje marny los twojej strony. Co stanie się zatem z powieścią, która zmusi czytelnika do opuszczenia jej świata? Da mu dziesiątki lub setki podstron, filmików, gier i zabaw? Otóż powieść zniknie. Nikt już do niej nie wróci. Stanie się balastem dla wartości dodanej.

Jestem przekonany że za jakieś pół wieku, może nawet szybciej, coś takiego nastąpi. Tyle że na pewno nie w świecie literatury ambitnej, a czystym pulpie, który zacznie coraz mocniej integrować się z grami, dając możliwość odbiorcom obcowania (i ingerowania) w świat przedstawiony. I to kolejny argument przeciwko Dukajowi. Choćby nie wiem jak się starał, to nie jego proza będzie motorem napędowym literatury przyszłości, a rozrywka. Dukaj nie potrafi bawić, bo narracja i opowieść zawsze dla niego były czymś pobocznym i w konstrukcji powieści zbędnym. Jeśli przyszłość to bezustanny rozwój i pogłębiająca się utrata zdolności koncentracji, Jacek pasuje do niej jak pięść do nosa. Podobnie zresztą jak jego „Starość…”.

Kategorie
felietony
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

3 komentarze
  • Łukasz Migura
    11 marca 2015 at 21:34
    Skomentuj

    A przez chwilę chciałem kupić i przeczytać. Dzięki za ten tekst, za zaoszczędzone pieniądze kupię nowy numer NF z prawdziwą prozą xD

  • Piotr Kofta
    12 marca 2015 at 21:47
    Skomentuj

    Ależ ta książka – jako powieść, czy może raczej nowela – to mądra, sugestywna, świetnie napisana proza. Dość przygnębiająca, nawiasem mówiąc. A że marketingowa para poszła w gwizdek, to już całkiem inna historia.

  • bartosz
    15 marca 2015 at 23:34
    Skomentuj

    świetnie napisana, świetnie zrealizowana i ogólnie 10/10 za całokształt.

  • Dodaj komentarz