Mute
felietony

Inferno, czyli nie chce mi się pisać

Jak wywołać skandal? Powiedz że politycy to chuje. Napisz, że twoja koleżanka się rucha i kradnie mężów. Pogroź komuś sądem. Udziel wywiadu, w którym opowiesz, że ktoś ma małego.

Świat jest śliczny. Świat jest wspaniały. Życie jest cudem. Gdzieś w połowie lat 80. Nick Cave i Shane MacGowan planowali nagrać wspólną płytę. Niemal im się to udało. Gdyby nie pewna drobna przeszkoda, zapewne zasiedliby studiu nagraniowym na dłużej niż kilka godzin… Z tym że pierwszy był wówczas heroinistą w ciągu, a drugi alkoholikiem również w ciągu. Przez kilka godzin trzeźwości, czy raczej jej przebłysków udało im się nagrać wspólnie jeden singiel – przeróbkę standardu „What a Wonderful World”. Kiedy oglądam klip promujący owo wydawnictwo (i album, który nigdy nie powstał) za każdym razem mam ochotę położyć się w wannie, napełnić  ją wodą, zapalić świece, wyciągnąć żyletki i z rozpłatanymi nadgarstkami czekać spokojnie aż przyjdzie koniec. Dwa żywe trupy wyją, że świat jest wspaniały. To naprawdę wielka sztuka z jednej z najpiękniejszych ballad afirmujących życie, uczynić pieśń idealną dla samobójców.

To nie tak, że mam ochotę się zabić. Nic z tych rzeczy. Przeciwnie – żyć mi się chce jak nigdy (i obym nie powiedział tego z złą godzinę…). Ale pisać mi się nie chce. Od kilku tygodni próbuję wprowadzić się w stan, w którym irytacja weźmie górę i zacznę wyrzucać z siebie literki, będące reakcją na cokolwiek. Byle tylko coś mnie ruszyło.

Ale nic. Echo. Czytam tylko to co się publikuje i zamiast się wkurzać mam ochotę na spacer. Myślałem, że jakoś to minie. Dogrzebałem się do końca internetu, tylko po to, żeby znaleźć temat, ale… Nic. Wróć. Kłamię. To nie tak, że nic. Ruszają mnie rzeczy przeróżne. Problem polega na tym, że im dłużej o nich czytam, tym mocniej uświadamiam sobie, że nie chce mi się ich tykać. Bo po co?

Miałem napisać recenzję z filmu „Inferno”. To zła rzecz. Ale że będzie zła, można było się domyślać po obejrzeniu „Aniołów i demonów” i „Kodu DaVinci”. Jest w filmowej serii o Robercie Langdonie jednak coś stałego. Jej totalna nieporadność filmowa. Amen. Na tym kończył się tekst. Ale nie chciało mi się go wrzucać. Ani rozpisywać. Rozpisali się o tym inni. Rzucili się na ten film (i Dana Browna) z taką  zajadłością, jakby każdemu z kolei Brown lub Ron Howard (reżyser) zabili matki i zgwałcili jamniczki. Co najmniej.

W ogóle dramatyzowanie w tekstach staje się tak nagminne, że wręcz dla mnie paraliżujące. Nie jest ważne czy komentuje się aborcję Natalii P. czy przewodnik Pawlikowskiej po wyimaginowanej depresji. W debacie publicznej nie ma pół środków. Natalia P. albo dziwką jest albo świętą. No w najlepszym razie niemyślącą pannicą. Panowie się mądrzą (wszak wiedzą o aborcji wszystko), panie się mądrzą. Z tego całego zamieszania można dowiedzieć się jednej ciekawej rzeczy – mianowicie, że ogromną część społeczeństwa nie ma pojęcia czym jest aborcja, czym są środki wczesnoporonne, tabletka „po” itp. Edukacja seksualna leży w Polsce i kwiczy. Ale to nie powód do wstydu. Arogancją chwalą się dumnie obie strony konfliktu (jakiego kurwa konfliktu?). Za to wszyscy są specjalistami albo od architektury wnętrz, albo od języka negocjacji.

Dzięki pani Pawlikowskiej dowiedziałem się, że połowa moich znajomych cierpi na depresję, albo chciałaby cierpieć, druga połowa zaś „niecierpi”. Tak zwyczajnie. Natomiast wszyscy jak jeden mąż musieli się wypowiedzieć. I wypowiedzieli.

Przelatują mi przez głowę tematy z pierwszych stron gazet, pudelków i innych. Wyciekły opisy odcinków najnowszego sezonu „Gry o tron”. Zwykła kradzież. Co robią portale, które na co dzień kradzieżą się brzydzą i walczą o prawa autorskie i takie tam… Publikują streszczenia z opisem – Mamy to! Drobnym drukiem dodane – czytasz na własną odpowiedzialność…  A czyją kurwa? Mojego świętej pamięci dziadka? Czy kogoś już doszczętnie popierdoliło? Przepraszam za przekleństwa. Ale naprawdę – czytaliście kiedyś coś na odpowiedzialność wujka Abelarda z Moszny?

I tak dalej. Jak wywołać skandal? Powiedz że politycy to chuje. Napisz, że twoja koleżanka się rucha i kradnie mężów. Pogroź komuś sądem. Udziel wywiadu w którym opowiesz, że ktoś ma małego. Ludzie się wzburzą. Mam wrażenie, że mimo 2016 roku udała nam się sztuczka niezwykła. Dorośli ludzie przerzucają się jak w przedszkolu inwektywami a prasa i tzw. komentatorzy jak dzieci w przedszkolu krzyczą – proszę pani, bo on powiedział kurwa. I afera gotowa.

Durczok był zły. Durczok powrócił. Ponoć po mieście Tomasz Lis popuszcza plotki, że zwolnią go z „Newsweeka” za politykę. Ktoś chce odebrać koncesję TVN-owi. Nowa stacja telewizyjna prezentuje ramówkę. W owej ramówce znalazły się programy, które nawet moja córka widziała kilka lat temu (a ma pięć lat). W zapowiedzi – rewolucja telewizyjna. Rewolucja moja dupa. Netflix produkuje znakomite seriale. Nikt nie ogląda Netflixa. Paradoks. Paradoks numer dwa. Pewien pan, chce żebym napisał o Netflixie. Dwa dni później próbuję się do niego dodzwonić ze swoją prośbą. Nie odbiera. Prośby działają w jedną stronę.

Nick Cave i Shane MacGowan przynajmniej się nie oszukiwali. Wiedzieli, że są w dupie i stać ich tylko na jedną piosenkę.

I do puenty. Kilkanaście lat temu Tom Waits  zapytany przez dziennikarza o to kim, tak właściwie jest odparł – „człowiekiem od wszystkiego, który nie zna się na niczym”. Od razu dodam, bo to może nie być dla każdego oczywiste. To był ironiczny żarcik. Bon mot. Waits słynie z takowych. Przez dwadzieścia lat swojego życia powtarzałem ten żarcik, za każdym razem gdy ktoś pytał mnie czym się zajmuję. Od kilku tygodni przestałem. Bo żarcik przestał mnie bawić. Obserwując to co dzieje się mam wrażenie bowiem, że żyję w rzeczywistości z bon motu. Żart stał się rzeczywistością. Wszyscy znają się na wszystkim. A ja za takową rzeczywistość ładnie państwu podziękuję.

 

 

*

Dalej nie chce mi się pisać.

Kategorie
felietony
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz