felietony

#czywiecieże „Dzień Świstaka” Harolda Ramisa…

#czywiecieże to cykl mini-felietonów prezentujących zakulisowe ciekawostki z filmowych planów kultowych produkcji.

Słodki świstak, który miał przepowiedzieć pogodę, podczas zdjęć dwa razy tak mocno ugryzł Billa Murray’a, że ten trafił do szpitala na serię zastrzyków przeciw wściekliźnie i tężcowi.

Rola Phila, który utknął w czasowej pętli została napisana specjalnie dla Toma Hanksa. Dopiero gdy trafiła ona do aktora, twórcy filmu uznali, że byłby on zbyt grzecznym Philem. W efekcie scenariusz trafił do przyjaciela Harolda Ramisa – Murray’a. Ten z kolei nie chciał zupełnie zagłębiać się w meandry roli, żądając na planie tylko jednej wskazówki – określenia, czy dziś ma grać złego czy dobrego Phila.

Początkowo Ramis, który był współautorem scenariusza, chciał, aby tytułowy dzień świstaka trwał dziesięć tysięcy lat. Potem skrócili czas męki bohatera do dziesięciu lat. W finale nikt tak naprawdę nie wie ile czasu spędził uwięziony Phil. Wedle jednych wyliczeń było osiem lat, innych jedenaście, zaś najbardziej radykalni fani obliczyli, iż męka bohatera trwała trzydzieści cztery lata. Tyle według nich zajmuje mistrzowskie opanowanie gry na fortepianie i rzeźbienia w lodzie. Istnieje też teoria, że dzień świstka trwał dla Phila równe trzydzieści osiem dni. Co ciekawe – scena, w której Murray grał na fortepianie była autentyczna. Aktor gra na tym instrumencie, ale nie zna nut. Uczy się kompozycji ze słuchu.

Podczas zdjęć do filmu Bill Murray był w trakcie rozwodu i aby zapomnieć o własnych problemach niezwykle mocno zaangażował się w produkcję filmu. Do tego stopnia mocno, że jego obecność przeszkadzała wszystkim – od reżysera po scenografów. Ramis wpadł na pomysł, aby współscenarzysta filmu Danny Rubin odbył długą, terapeutyczną rozmowę z aktorem. W efekcie Murray obraził się na Ramisa i nie odzywał się do niego przez blisko dziesięć lat.

Jednym z pomysłów na oswajanie rozwodu przez Murray’a, była dopisana przez niego do scenariusza scena, w której Phil czyta śpiącej ukochanej. Według aktora dokładnie tak wyglądała jego noc poślubna. Żona upiła się, a on czytał jej poezję.

Ukochana granego przez Murray’a bohatera ma na imię Rita. Dwadzieścia lat później w filmie science fiction z Tomem Cruisem „Na skraju jutra” scenarzyści dali głównej bohaterce na imię Rita. Był to ukłon w stronę „Dnia…”, bowiem „Na skraju jutra” oparte było na tym samym pomyśle. Ostatnio do kin trafił „Happy Death Day” także oparty na podobnej idei.

„Dzień świstaka” uznawany jest za dobro narodowe i jest wciągnięty na listę filmowych zabytków. Zaś miasteczko Punxsutawney stało się dzięki filmowi popularnym punktem turystycznym. Co jest o tyle zabawne, że „Dzień świstaka” nakręcono w legendarnym Woodstock, a ekipa nigdy nie zawitała do Punxsutawney.

Kategorie
felietony
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz