seriale

The Path: Sezon 2 – kompromisy w imię wiary [recenzja]

„The Path” to niewątpliwie jeden z najlepszych emitowanych obecnie seriali. Zbliżający się do finału drugi sezon dostarcza w jednakowym stopniu porządnych fabularnych emocji jak i intelektualnej rozrywki.

Scenariusz i aktorstwo – tym stoi, tym wybija się na serialowe wyżyny „The Path”. Daje się to odczuć szczególnie dzięki trójce głównych bohaterów, których odtwarzają Michelle Monaghan w roli boleśnie zderzającej się z rzeczywistością Sarah, Hugh Dancy jako gotowy ponieść każdą cenę w imię niezakłóconego trwania Meyerizmu Cal Roberts i Aaron Paul w roli zrywającego z kultem Eddiego. Zresztą samo to określenie – kult – wydaje się nie do końca pasować do wizerunku religijnego ugrupowania przedstawionego w „The Path”, choć kiedy serial startował wydawało się, że tego będzie dotyczył – opisu działań i mechanizmów charakteryzujących sekty. Nie jest to jednak wcale takie proste, ani jednowymiarowe. Twórcy mają znacznie większe ambicje i prezentując widzom mini traktat o mechanizmach funkcjonowania religii, wcale nie skupiają się jedynie na jej krytyce. Zaprawdę – potrafią zamieszać w scenariuszu i głowach odbiorców.

[quote align=’right’]Bo w pewnym momencie następuje w „The Path” rodzaj przełamania, rodzaj przewartościowania, szczególnie w aspekcie konfrontacji meyeristów ze zwykłym, nieprzyjaznym światem – to wszystko sprawia, że coraz częściej podczas oglądania serialu zaczynamy im machinalnie kibicować.

A wszystko przez katalizator zmian, czyli postać Eddiego. To on jest centralną postacią serialu i to jego kryzys wiary napędził w dużym stopniu fabułę. W drugim sezonie jest już odstępcą na całego, nie mieszka z rodziną tylko w wynajmowanym lokalu, pracuje na budowie, stara się żyć jak ludzie wokół niego, a w rzeczywistości przede wszystkim cierpi. U Meyeristów jego życie było poukładane – miał przede wszystkim kochającą rodzinę, miał wiarę w ideały Meyeristów (notabene te ideały to wcale ciekawy zlepek elementów przeróżnych wyznań). Wszystko rozsypało się nagle z powodu jednej wizji, w której Eddie zobaczył przywódcę ruchu ( a właściwie proroka) w niepokojącej scenie,  na dodatek w towarzystwie węża. Od tego momentu Eddie toczył w sobie wewnętrzną walkę, aż w końcu  przejrzał na oczy. Zobaczył prawdziwe oblicze Meyerizmu i po odejściu z ruchu określa je bez wahania jako stek bzdur.

Bzdury? Dlaczego zatem Eddie odczuwa samotność i udrękę, dlaczego nie może przystosować się do nowego rytmu po powrocie do normalnej rzeczywistości, w której powinien przecież czuć się wolny? Prawda jest taka, że wśród meyeristów miał poczucie bezpieczeństwa i poczucie sensu życia. Pomijając ewidentne pranie mózgu i radykalne metody wobec innych odstępców, członkowie ugrupowania mieli po prostu  cel  – nie tylko wspinanie się po kolejnych szczeblach religijnego wtajemniczenia na enigmatycznej Drabinie, ale też zwykłe naprawianie świata.

To w naprawianiu świata tak dobrze spełniała się, szczerze (ale i ślepo) wierząca w ideały Meyerizmu  Sarah, jawiąca sie w serialu jako postać w zasadzie pozytywna. Sarah cierpi nie mniej niż Eddiie, nie tylko z powodu  rozstania z mężem, ale też przez kolejne kompromisy, które musi podejmować na stanowisku Strażnika Światła piastowanego wspólnie z Calem. Kompromisy, które są ceną nie tylko objętego przez nią stanowiska, ale i samego funkcjonowania mechanizmów wiary . Aby wiara była silna, aby trwała i cementowała ruch, aby trzoda się nie rozpadła, czasem trzeba nagiąć zasady – tego doświadczył każdy religijny przywódca i tego doświadcza Sarah. Koszta takiego postępowania są dla obojga bohaterów coraz większe i rosną nieustannie. Najbardziej przekonuje się o tym Cal, który już niemal całkiem uległ ciemnej stronie mocy w imię szczytnych ideałów, wyrastając mimo psychopatycznych skłonności na tragiczną figurę całego show. A im więcej dowiadujemy się o jego niewesołej przeszłości, tym bardziej jesteśmy przekonani, że dla niego ścieżka wiedzie prosto w przepaść.

Oglądamy zatem dramat. Dramat postaw, dramat decyzji, dramat utkany z kilku wątków, dramat w którym biorą udział jeszcze inne postacie – tu szczególnie zwrócić uwagę trzeba na młodego  Hawka, który po miłosnych perypetiach i rozczarowaniu decyzją ojca,  całym sobą oddaje się wierze.  Jest w tym i straszny, i śmieszny, ale także konsekwentny i  w efekcie daje swej matce nadzieję na lepsze jutro. To właśnie przy wątku Hawka oraz przy postaci Eddiego zaczyna się igranie twórców z przekonaniami i przyzwyczajeniami odbiorców.

Bo w pewnym momencie następuje w „The Path” rodzaj przełamania, rodzaj przewartościowania, szczególnie w aspekcie konfrontacji Meyeristów ze zwykłym, nieprzyjaznym światem – to wszystko sprawia, że coraz częściej podczas oglądania serialu zaczynamy im machinalnie kibicować, szczególnie kiedy wszyscy spoza ich kręgu wpisują Meyeristów w nie do końca sprawiedliwy stereotyp. Tak, to miejsce w którym pierze się mózgi , ale przecież wszyscy mają tu takie dobre intencje… no i jeszcze ten biedny Eddie, który zupełnie niespodziewanie dla siebie i dla widzów, ze wszystkimi swoimi wątpliwościami i dziwnymi wizjami, wyrasta na Wybrańca. Jego dramatyczna konfrontacja z umierającym prorokiem, który zamiast kroczyć po Drabinie w stronę Światła zalicza bardzo realny upadek ma w sobie biblijne niemal podłoże, wiodąc Eddiego wraz z największymi idealistami spośród Meyeristów w stronę bardzo zaskakującej konkluzji.

W każdym razie, Meyeriści mają problem. Dobiera się do nich IRS, dobiera się FBI, dobiera racjonalny świat i wszyscy patrzą złym okiem. Tak, mają do tego prawo. I tak, w pierwszym sezonie byliśmy niemal zmuszeni, by z potępieniem przyglądać się ruchowi Meyerizmu, ale w drugiej odsłonie nie jest to już takie oczywiste. Niebezpieczeństwa wiary jak najbardziej wciąż są widoczne, ale też wychodzą na jaw jej dobrodziejstwa. Z tego zestawienia rodzą się konflikty i rodzą się kompromisy na które muszą iść bohaterowie, kompromisy szczególnie bolesne dla tych postaci, dla których życie duchowe jest stokroć ważniejsze od fizycznego. W tle są trupy proroków, grzechy idealistów, udręka wątpiących i wierzących, składające się na wyjątkowej urody thriller, którego głównym paliwem jest ludzka niedoskonałość, ale też z czystą premedytacją wpisana w tę opowieść solidna dawka mistycyzmu. I z tej układanki wyszedł po prostu fascynujący serial.

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz