seriale

The OA – tajemnicza fabuła, irytujący mistycyzm [recenzja]

Zwiastunem „The OA” sprzed kilku dni Netflix narobił wszystkim smaku na nowy i tajemniczy serial. Po seansie można stwierdzić, że wielu widzów smakiem się obejdzie, ale też wielu będzie pewnie zachwyconych. Wszystko zależy od stopnia naszej wrażliwości.

To już chyba moda, nowy trend. Jak grzyby po deszczu powstają seriale oparte na motywie zaginięcia, tyle że z odwróconym schematem. Otóż właściwa fabuła rozpoczyna się po odnalezieniu, po powrocie zaginionej osoby. Mieliśmy zatem „The Family„, „Thirteen”, ostatnio drugi sezon „The Missing”. A jak fascynującą historię można poprowadzić opierając się na schemacie zniknięcia i powrotu, dostaliśmy na przykładzie „Pokoju” Larry’ego Abrahamsona. Do tego grona dorzucamy zatem „The OA”. Na początku wszystko co musimy wiedzieć to fakt, że główna bohaterka o imieniu Prairie odnajduje się po siedmiu latach. Jest jedno ale – z zasady wszystkie wymienione produkcje nie wychodziły poza granicę realizmu. W „The OA” jest inaczej. Już na wstępie dostajemy informację, że Prairie przed zniknięciem była niewidoma. Powraca zaś z w pełni już sprawnym zmysłem wzroku. A zatem coś jest na rzeczy, będzie chyba inaczej, co zresztą sugerował tajemniczy trailer.

[quote align=’right’]Przez cały sezon, zachęceni pierwszym epizodem oglądamy nietypową historię, która w równym stopniu ciekawi, co drażni.

No i jest inaczej i to momentami nawet za bardzo. Jeśli niektórzy spodziewali się powtórki powiedzmy ze „Stranger Things” (zaginięcie, eksperymenty), będą mocno zawiedzeni. Seriale, mimo pewnych podobieństw fabularnych, różni bardzo wiele. Ten nowszy wychodzi dość często nawet poza rejony gatunku mystery, w stronę fantastyki egzaltowanej, wręcz poetyckiej, co nie każdemu przypadnie do gustu. Tak, kto spodziewał się tajemnicy, przygody, ekscytacji owszem, dostanie je, ale bardziej będzie to przede wszystkim przygoda duchowa. Co zresztą mocno zapowiada, mimo wszystko intrygująca forma tej produkcji.

Pierwszy epizod bardzo podnosi oczekiwania, ciekawie rozkładając akcenty fabularne i uderzając z pełną mocą momentem pokazania czołówki serialu – to naprawdę robi potężne wrażenie, szykując nas na opowieść nagle skręcającą w nieoczekiwanym kierunku. Tę opowieść śledzimy przez cały sezon, kiedy to Prairie (czy też jak bohaterka sama każe się nazywać już na początku serialu – OA) przekazuje ją piątce nietypowych słuchaczy. I tak, dostaniemy pełne wyjaśnienie tego, co działo się z bohaterką przez te siedem lat nieobecności. Chłonąc jej opowieść, oczy niejednokrotnie rozszerzą nam się ze zdumienia –  głównie z takiego powodu, że to co oglądamy jest owszem ciekawe i intrygujące, ale także momentami wręcz kuriozalne, balansujące na granicy śmieszności, pretensjonalne i mistyczne na siłę. Ale i z drugiej strony wyjątkowo świeże, wręcz unikalne na tle innych, nie wychodzących poza koleiny gatunkowych schematów seriali. To wszystko sprawia, że nie wiadomo z której strony „The OA” ugryźć, serial ma tyle samo zalet, co wad. Dlatego też, równie sprawiedliwa dla produkcji Netflixa może być ocena 30 % (po prostu słaby), jak i 80 % (znakomity). Zaiste – zadziwiający przypadek.

A zatem, serial odważny, idący trochę wbrew oczekiwaniom, wbrew przyzwyczajeniom widzów. Na pewno można w nim odnaleźć pokrewieństwa z „Sense8” (same kreacje i więzi między bohaterami), echa z filmu „Linia życia” (może także  z „Incepcji”) i duże podobieństwa z książkowym „Przejściem” Connnie Willis. Ktoś już się może domyślił, że skoro przywołuję te tytuły, będziemy mieli temat doświadczeń granicznych, temat życia po śmierci. I owszem, to ważna atrakcja fabularna serialu, ale mimo wszystko główną jego wartość widzę w samej formie, kiedy to twórcy z pietyzmem budują atmosferę tajemnicy oraz w interakcjach między bohaterami. Oprócz niełatwej we współżyciu Prairie to jej rodzice, to jej słuchacze i jeszcze pewna grupka, którą można wyłapać na trailerze. Oni wszyscy tworzą krąg ludzi połamanych życiowo, często nawet irytujących przez swe słabości, ale też przez to jakichś prawdziwszych – z pewnością nie jest to żadna cool ekipa. To ludzie potrzebujący wsparcia, pomocy, zrozumienia i Prairie (nawet jeśli wygląda to na trochę  sekciarski styl) coś takiego im daje, swoich trudnych słuchaczy obdarzając zaufaniem, swojego rodzaju opieką, powierzając tajemnice i szykując na zadziwiającą misję.

Przez cały sezon, zachęceni pierwszym epizodem oglądamy nietypową historię, która w równym stopniu ciekawi, co drażni. Jest tu też czarny charakter, którego rola w fabule jeszcze bardziej wzmaga negatywne odczucia – w jego przypadku kuriozum goni tu kuriozum. A jednak, nie można przestać oglądać, chcemy wiedzieć co wydarzy się dalej i dopiero finałowy epizod, zgrabnie spinający klamrą z pierwszym odcinkiem całą historię, udowadnia,  że twórcy mieli jednak pomysł na całość. Urywają oczywiście w najciekawszym momencie, pozostawiając widza z pytaniami i rozbudzonymi oczekiwaniami, na szczęście uciekając z serwowanych dotąd dziwacznych oczywistości we frapującą niejednoznaczność.  I dobrze, łatwo nie było, twórcom mimo wszystko należą się brawa za odwagę opowiedzenia bardzo nietypowej i to w kilku wymiarach historii. I nie ma co ukrywać, wiele osób będzie czekać na jej kontynuację.

 

Kategorie
seriale

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz