SyFy
seriale

The Expanse 02×01/02 – jeszcze lepsza space opera [recenzja]

Dobrych seriali science fiction nigdy dość. Zwłaszcza teraz, kiedy w gatunku już od dłuższego czasu panuje posucha. Szczęśliwie w zeszłym roku stacja SyFy przypomniała sobie o fanach space oper, fundując nam przyjemną przejażdżkę po wykreowanym przez Jamesa S.A. Coreya uniwersum. Teraz „The Expanse” wraca na ekrany naszych telewizorów, stawiając poprzeczkę jeszcze wyżej.

[quote align=right]Świetnie zrealizowane, logicznie spójne science fiction o olbrzymim rozmachu, tym ciekawsze, im bliżej temperatura wydarzeń sięga granicy wrzenia.

Pierwszy sezon „The Expanse” miał wszystko co potrzeba, by za kilka lat ubiegać się o status serialu kultowego: różnorodnych i skomplikowanych bohaterów, interesującą, wiarygodną wizję świata przyszłości na krawędzi konfliktu, ze świetnie nakreśloną mapą politycznych spisków i zdrad, a przede wszystkim inteligentny scenariusz, nieustannie żonglujący między kosmicznym show z olbrzymim rozmachem, a pełnym napięcia thrillerem z klimatem z pogranicza „Obcego”. Za tym wszystkim szły nienaganna realizacja i przyzwoite aktorstwo, nic więc dziwnego, że nawet jeśli całość wystartowała dość drętwo, po zakończeniu pierwszej serii stało się jasne, że sztandarowa produkcja stacji SyFy z powodzeniem przygarnęła pod swe skrzydła osieroconych po „Battlestar Galactica” fanów wielkich space oper, zyskując wręcz przydomek „Gry o tron” w kosmosie. Pierwszy sezon zakończył się również tak paskudnym cliffhangerem, że nie do wyobrażenia stała się sytuacja w której serial nie dostałby kontynuacji. Tak też się stało i w końcu, 1 lutego SyFy uraczyła nas podwójnym epizodem na start sezonu numer dwa. I teraz wiemy już, że to, co widzieliśmy przeszło rok temu, było ledwie nakreśleniem uniwersum, w którym na poważnie zaczyna coś się dziać.

Wydarzenia jakie serwują nam twórcy na w drugim sezonie startują krótko po finale z zeszłego roku – po dramatycznej ucieczce ze stacji Eros na „Rocinante”, Holden, Nagata, Amos i Alex zawiązują dość kruche porozumienie z detektywem Joe Millerem, mając na celu dopadnięcie osób odpowiedzialnych za szereg obrzydlistw jakie przyszło im oglądać. W tym samym czasie, otwarty konflikt między Ziemią i Marsem staje się coraz bardziej realny – stawka rośnie, wszyscy knują na coraz to większą skalę, a nad całością wisi groźba w postaci agresywnej protomolekuły – tajemniczego organizmu, którego atak na Erosie mógł być celowym działaniem któregoś ze stronnictw. Słowem, drugi sezon „The Expanse” już od pierwszych scen wywołuje wrażenie jeszcze większej skali wydarzeń. Wszystko dzieje się szybciej i bardziej zdecydowanie – tu warto zauważyć, że przy całej tej podkręconej dynamice „The Expanse” nadal pozostaje serialem wymagającym nieco skupienia, by w mnogości wątków i wzajemnych zależności się nie pogubić, stąd powtórka wydarzeń sprzed roku wydaje się być dobrym rozwiązaniem.

Drugi sezon produkcji SyFy funduje nam również powrót wszystkich bohaterów znanych z poprzednika – przy czym o ile lubić można w zasadzie wszystkich, tak zdecydowanym zwycięzcą pilotażowych odcinków jest Miller. Konia z rzędem temu, kto oglądając przez pierwsze odcinki paradującego po stacji kosmicznej w cokolwiek śmiesznym kapeluszu Toma Jane’a, spodziewał się jak dobrze będzie można tę postać rozwinąć. Joe Miller w zeszłorocznym finale po raz kolejny stracił coś, o co walczył – i Jane znakomicie oddaje cynizm napędzanej teraz już tylko żądzą zemsty postaci. Zapowiada się więc na to, że przymierze z resztą załogi „Rocinante” do łatwych należeć nie będzie.

Podsumowując, tegoroczna powtórka z „The Expanse” nie zawodzi. Dwugodzinny wstęp do drugiego sezonu to nadal to samo, co fani pokochali w sezonie pierwszym – świetnie zrealizowane, logicznie spójne science fiction o olbrzymim rozmachu, tym ciekawsze, im bliżej temperatura wydarzeń sięga granicy wrzenia. Rzecz zdecydowanie godna polecenia.

Kategorie
seriale
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz