seriale

Stranger Things 2 – wracamy na stare śmieci [recenzja]

Pierwszy sezon serialu braci Duffer wziął fanów przez zaskoczenie. Ilość nawiązań, hołdów i mrugnięć okiem do widzów przytłaczała, a doprawiona soczystym klimatem historia zawładnęła ich sercami. Po tak kolosalnym sukcesie, ciąg dalszy miał nie lada zadanie, by nie tyle zawieszoną wysoko poprzeczkę przeskoczyć, ale przynajmniej jej dorównać.

Należę do tego grona odbiorców, którzy wieści o planowanym drugim sezonie show przyjęli raczej chłodno. Niezależnie od tego ile pomysłów i materiału bracia Duffer rzeczywiście mieli, dopisywanie kolejnych wersetów do historii cokolwiek kompletnej, z reguły nie kończy się najlepiej. Można kłócić się co do otwartego zakończenia „Stranger Things” i oczywistych planach na część dalszą – ja jednak będą obstawał przy swoim: lepszy niedosyt i możliwość dopowiedzenia sobie reszty historii według własnego widzimisię, niż dokładane cegiełka po cegiełce elementy łopatologii. Drugi sezon nie miał szans ugrać czegokolwiek na samej nostalgii – tu scenarzyści musieli położyć już solidne fundamenty pod intrygę na większą skalę. To się udało, choć nie bez drobnych potknięć.

Akcja „Stranger Things 2” startuje niemal rok po wydarzeniach z pierwszego sezonu. Mimo usilnie zachowywanych przez znanych już bohaterów pozorów normalności, historia w jakiej uczestniczyli wciąż kładzie się cieniem na ich codziennym życiu. Co gorsza, wielkimi krokami zbliża się rocznica – a im bliżej doń, tym częściej porwany swego czasu do odwróconego świata Will wykazuje oznaki tego, że nie w pełni udało mu się do znanej nam rzeczywistości wrócić. Już wkrótce okaże się, że niepokojące wizje to nie tylko trauma po dramatycznej wycieczce do krainy chaosu, a zapowiedź nadciągającej burzy – z rodzaju takich, które po sobie zostawiają ledwie zgliszcza.

Bracia Duffer nie kombinują przesadnie z pomysłem na kręgosłup fabuły serialu i miast wprowadzać rewolucję, trzymają się starej jak świat hollywoodzkiej zasady: „więcej, szybciej, lepiej”, konsekwentnie rozbudowują to, w czym przeszło rok temu większość z nas zdążyła się zakochać. Już prolog pierwszego odcinka drugiej odsłony przygód zespołu naszych herosów z nową, obdarzoną parapsychicznymi zdolnościami bohaterką wyraźnie mówi, że tym razem perspektywa będzie nieco szersza. I tak w istocie jest, choć następujące później, pierwsze rozdziały opowieści mogą wydawać się nieco zwodnicze. Scenariusz „Stranger Things 2” rozkręca się powoli, zaczynając od wątków obyczajowych, by z biegiem czasu dopiero nieco zwiększyć tempo i wprowadzić więcej elementów horroru i science fiction. Zabieg to niewątpliwie udany, bo mamy szansę ponownie zajrzeć do życia powracających na ekrany, wciąż świetnych postaci, a wprowadzone „elementy zakłócające” w osobach nowych bohaterów i rozbudowaniu historii kilkoro z tych starych, odpowiednio dynamizują te obszary, które wydawać by się mogły zbyt statyczne. Nie ma co ukrywać – o odwróconym świecie wiemy już na tyle dużo, że o „efekt wow” będzie niezwykle trudno, ciężar całości spoczywa więc głównie na barkach postaci i ich nieuniknionej ewolucji.

W taki sposób, obok czwórki dziecięcych bohaterów, na pierwszy plan wysuwa się sierżant Jim Hopper z diablo traumatyczną, ale i intrygującą przeszłością, a obok niego wcale-nie-tak-schematyczna postać doktora (a wraz z nim całego garnituru poważnych panów z rządowej agencji) i finalnie nowy obiekt zainteresowań Joyce (Winona Ryder), wzbudzający sympatię od pierwszych sekund Bob . W mojej opinii, przy całej sympatii dla dzieciaków, to właśnie tymi rolami nowe „Stranger Things” stoi. Jedyny fabularny zgrzyt dotyczy samego zakończenia – w którym, mimo niewątpliwej jego epickości, wszystko potoczyło się nieco zbyt szybko i w efekcie zabrakło dramaturgii, jaką cechowały się ostatnie epizody sezonu pierwszego.

Obok samej fabuły, niewiele zmieniło się też w „Stranger Things” jeśli chodzi o stylistykę – to nadal w wielkiej mierze inspirowany popkulturą przełomu lat ’80 i ’90 hołd złożony nieśmiertelnym klasykom tamtych czasów. Ilość nawiązań i smaczków które jeszcze przez długie tygodnie będą zapewne łowione przez entuzjastów gatunku, znów jest olbrzymia. Figurki, plakaty, rozwiązania fabularne, w przypadku przynajmniej kilku scen nie pozostawiająca wątpliwości co do nawiązań do dzieł kultowych, praca kamery – to wszystko melduje się na miejscu i pod tym względem, serial braci Duffer odrabia pracę domową na piątkę.

Trafiłem w sieci na bardzo ciekawe w mojej opinii porównanie: jeżeli pierwszy sezon „Stranger Things” miałby być „Obcym”, to drugi jest dokładnie „Decydującym starciem”. Ciężko o lepszą analogię – mimo zauważalnie wyższego tempa, serial braci Duffer w swojej drugiej odsłonie ni cholery nie potrafi wywołać opadu szczęki ani zaskoczyć jak poprzednik. Wciąż jednak bezbłędnie wykorzystuje te zalety oryginału, które sprawiały że przez 8-9 godzin seansu odklejenie się od telewizora wymagało siły woli porównywalnej z wymaganą do rzucenia papierosów. Jedyna wątpliwość jaka nasuwa mi się na zakończenie, to kwestia tego, czy przyjęta przez braci Duffer formuła będzie w stanie w przyszłych latach pozostać równie atrakcyjną – co się bowiem stało z „Obcym”, wszyscy mieliśmy nieszczęście widzieć.

Stranger Things 2. Twórcy: Matt Duffer, Ross Duffer. Obsada: Winona Ryder, David Harbour, Millie Bobby Brown, Finn Wolfhard i inni USA, 2017. (Netflix)
8
Stranger Things 2. Twórcy: Matt Duffer, Ross Duffer. Obsada: Winona Ryder, David Harbour, Millie Bobby Brown, Finn Wolfhard i inni USA, 2017. (Netflix)
Kategorie
seriale
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.
Komentarz
  • Odrodzenie, tom 1: Jesteś wśród przyjaciół – Druga szansa nie zawsze jest błogosławieństwem [recenzja] – Dzika Banda
    3 listopada 2017 at 13:06
    Skomentuj

    […] Stranger Things 2 – wracamy na stare śmieci [recenzja] Czytaj więcej […]

  • Dodaj komentarz