seriale

Six 01×01 – z życia komandosów [recenzja]

„Six” wygląda na ciekawą alternatywę dla „Homeland”. Po pierwszym epizodzie można już wyrokować, że opowieść o grupce komandosów z tytułowej jednostki specjalnej Navy Seal oferuje coś więcej, oprócz napakowanej efektowną akcją rozrywki.

Początkiem serialu powinni być  usatysfakcjonowani zarówno zwolennicy „Szeregowca Ryana”, jak i serialu Cinemax „Kontra”. Dostajemy widowiskową, wojenną potyczkę i świetnie współpracujących ze sobą żołnierzy podczas misji w Afganistanie. Jednak już za niedługo pojawią się pierwsze sygnały co do konfliktów rysujących się między bohaterami. Komandosi urządzają zasadzkę na enigmatycznego Muttaqiego, nieuchwytnego sprawcę wielu zamachów. Pokłosiem tej akcji będzie podjęcie trudnej decyzji przez dowódcę oddziału, która położy się cieniem na towarzyszach broni. Podejmie ją w chwili, kiedy nie ma czasu na rozstrząsanie dylematów, a pełna świadomość co do konsekwencji, jakimi może skutkować dokonanie nieodwracalnego wyboru, pojawia się dopiero po powrocie z misji specjalnej. Cóż, to wszystko jest wliczone w żołnierski fach. I dlatego dwa lata później widzimy niektórych bohaterów w nowych dla nich rolach.

[quote align=’right’]Twórcy „Six”mocno inspirowali się współczesnymi wojennymi i wywiadowczymi działaniami, co powinno przełożyć się na obiecujący rys geopolityczny – stąd zresztą porównanie do „Homeland”

Niby niewiele się zmieniło, Six nadal działa, ale były już dowódca komandosów, czyli grany przez Waltona Gogginsa Rip pracuje teraz w prywatnej firmie. Z kolei Ricky Ortiz zwany przez kolegów Buddą, musi myśleć o przyszłości rodziny, nastoletniej córki w szczególności i skrycie planuje rychłe odejście z oddziału. Inni również mają swoje mniejsze lub większe problemy, przede wszystkim rodzinne, przez co każdorazowa misja może wydawać się ucieczką od życiowych niedogodności. Do grupy Six dołącza przy tym świeży nabytek i wszystko wskazuje na to, że trafi mu się przyspieszony bojowy chrzest. Co się stało, co zaszło? Najlepszą podpowiedzią jest tu czytelny fabularnie plakat nowej produkcji.

Dostajemy zatem w serialu stacji History (tej od „Wikingów”) obiecujące połączenie warstwy obyczajowej z wojenną. Widać tu dużą dbałość o realia życia żołnierzy i to nie tylko w warunkach bojowych, idzie więc za tym także wiarygodność postaw poszczególnych bohaterów. Z wypowiedzi twórców wiadomo, że mocno inspirowali się współczesnymi wojennymi i wywiadowczymi działaniami, co powinno przełożyć się na obiecujący rys geopolityczny – stąd zresztą porównanie „Six” do „Homeland”. Różnica jest taka, że dostaniemy tu bohaterów którzy w rzeczywistości są na pierwszej linii działań, z reguły biorąc udział w finalnym akcie wywiadowczych rozgrywek – trochę to bliższe prawdy niż niesamowite, bondowskie momentami wyczyny wybitnie przecież antybondowskiej Carrie Mathison. Pytanie, czy równie angażujące widza? Bowiem w „Homeland”, w przemyślany sposób budując tło fabularnych wydarzeń, udało się uwiarygodnić indywidualne perypetie bohaterki w trudnych czasach erupcji światowego terroryzmu. „Six”, który chyba ma ambicje być bliższym rzeczywistości, poprzez skupienie się na bohaterze zbiorowym, paradoksalnie może emocjonować nie tak mocno jak „Homeland”. Jednak aby to jednoznacznie ocenić, potrzeba przynajmniej kilku odcinków. Pierwszy był po prostu dobry, a chciałoby się, żeby wciskał w fotel.

Pierwszy odcinek serialu Six obejrzeć będzie można w piątek, 20 stycznia o godz. 20.10 w HBO. Premierowy odcinek dostępny będzie już 19 stycznia, dzień po amerykańskiej premierze, w serwisie internetowym HBO GO.

Kategorie
seriale

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz