seriale

Narcos, sezon 3 – krajobraz po Escobarze (recenzja przedpremierowa, odcinki 1-5)

Czy po zamknięciu wątku Pablo Escobara, dalej można ekscytować się serialem Netflixa o kolumbijskich baronach narkotykowych? Okazuje się, że można, choć z pewnością nie w takim stopniu jak w poprzednich sezonach.

Ponowne wejście w historię walki amerykańskich agentów DEA z kolumbijskimi kartelami – w przypadku sezonu trzeciego jest to Cali po rozprawieniu się z Medelin – nie jest wcale proste. Co i rusz odczuwamy bowiem braki. Główny brak  jest oczywisty. Wraz z zabiciem Pablo Escobara zabrakło w serialu złoczyńcy o wyrazistej i fascynującej osobowości  – szefowie Cali pod tym względem mogą czyścić Pablo buty, również za sprawą znakomitej kreacji Wagnera Moury . To jednak nie wszystko. Z horyzontu zniknął całkowicie agent Murphy, pewnie oddelegowany do innych zadań, a może odtwarzający  jego rolę Boyd Holbrook miał po prostu inne zobowiązania. Ciężar fabuły skupia się zatem na agencie Peña, który z przejętą miną Pedro Pascala dźwiga na ekranie ów krzyż. Krzyż, bowiem kłody pod nogi rzucają mu nieustannie i zwierzchnicy i kolumbijscy sojusznicy, a także oczywiście bossowie z Cali – wszyscy razem w bardzo nietypowy sposób.

O co chodzi? O rzecz prozaiczną – szefowie kartelu, podobnie jak niegdyś Escobar, zamierzają złożyć broń, pójść na ugodę z rządem i po odsiedzeniu minimalnych wyroków, korzystać z uroków przestępczej emerytury. Wydaje się to być rozsądnym rozwiązaniem dla obu stron, bo przecież nie będzie rozlewu krwi, odtrąbić można będzie propagandowy sukces, duży problem z głowy. Jak jednak dobrze wiemy, w życiu nic nie jest proste. Na dodatek z ludźmi jest tak, że zwyczajnie są chciwi albo wręcz nienasyceni. Kartel z Cali ma pół roku na sfinalizowanie ugody. A w czasie tego półrocza, zamierza nachapać się za wszelkie czasy, sprzedać tyle kokainy, ile będzie w stanie. I ponownie na drodze do szczęścia kolumbijskich mafiosów stanie to, do czego mają takie umiłowanie – przerost formy nad treścią.

Prawdziwie barokowe życie było tym, co najbardziej fascynowało w opowieści o Escobarze – barok aż do przesady, barok aż do śmieszności, barok aż do zgrozy. W niniejszej odsłonie trochę brakuje tej poetyki, choć twórcy starają się nam uzmysławiać, że Cali miało ponoć jeszcze większe możliwości organizacyjne i  jeszcze większą pomysłowość w podporządkowywaniu rzeczywistości do własnych celów niż ich martwy rywal – widać to choćby w sekwencjach podkreślających inwigilacyjne możliwości na poziomie samego KGB. Jak walczyć z taką ośmiornicą? Cóż, czasami wystarczy wstrzymać się i spokojnie czekać, aż ośmiornica zacznie pożerać samą siebie. Czasami pomóc może jeszcze – jak to w życiu bywa – zwykły przypadek.

Tu zbliżamy się do konkluzji pierwszej połowy trzeciego sezonu „Narcos”. W tej walce, w tej wojnie, decydujący okazuje się czynnik ludzki. Ludzie, jak wiadomo mają swoje słabostki. Albo swoje wyznaczone cele. Kiedy zabrakło agenta Murphy’ego, który w poprzednich odsłonach reprezentował ów czynnik ludzki i o którego duszę toczyła się walka, tym razem niespodziewanie toczy się ona po przeciwnej stronie barykady. Okazuje się, że nie wszyscy są tu potworami bez sumienia, znajdziemy tu osoby po prostu uwikłane w mafijne układy, które natężenia gangsterskiego baroku nie będą w stanie wytrzymać. Dlatego też, dzięki postaciom ani nie agenta Peñii, ani jego sympatycznych podkomendnych, ale w osobie szefa monitoringu kartelu z Cali oraz pewnej wdowy otrzymujemy jakże pożądany balans, równowagę, która barokowość tej opowieści sprowadza na ziemię. Ów czynnik ludzki, który jest przede wszystkim pragnieniem zwyczajności (ale nie tylko), mającym moc burzenia wydawałoby się niepodważalnych struktur. To dzięki obrazowemu zderzeniu takich sił, takich pragnień, Narcos” wciąż trzyma poziom i wart jest oglądania.

Narcos, sezon 3. Twórcy: Carlo Bernard, Chris Brancato. Występują: Pedro Pascal, Damian Alcazar, Alberto Ammann. USA 2017 (Netflix). Ocena: 75%

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz