seriale

Miasteczko Twin Peaks sezon 3 – w poszukiwaniu agenta Coopera [recenzja]

David Lynch powrócił do Twin Peaks. I jest to powrót zaskakująco udany. Cztery odcinki serialu dostępne na platformie HBO GO udowadniają, że powroty do legendarnych tytułów nie zawsze muszą być skazane na porażkę. Ale trzeba mieć na powrót pomysł. Lynch i Frost go mieli.

Nie będę oryginalny. Bałem się trzeciego sezonu „Miasteczka Twin Peaks”. I nawet nie chodziło o to, że minęło ćwierć wieku, że „Miasteczko…” to serial młodości, że rewolucja itp. Powód był banalny. Otóż od chwili, gdy obejrzałem nowe „Z archiwum X”, przestałem wierzyć, że taki powrót może się udać. Serial Chrisa Cartera obok „Oz”, „Rodziny Soprano” czy właśnie „Twin Peaks” był częścią serialowej rewolucji – a to co zrobiono z sezonem specjalnym, potwierdzało stare powiedzenie, że dwa razy do tej samej rzeki wejść się nie da. Oglądając nowe odcinki „Z archiwum X” krwawiło mi serce, a na powtórkę takiego stanu rzeczy ochoty nie miałem. Więc „Twin Peaks” traktowałem ostrożnie. A potem nadszedł dzień premiery.

Co mógł zrobić Lynch? Mógł pójść w manieryczną stronę filmowego bełkotu, którą zaproponował w „Inland Empire”. Mógł powielić wszystkie stare pomysły tworząc odgrzewany filmowy kotlet. Mógł też stworzyć serial, który podejmuje wątki, które nagle przerwały producenckie nożyce w roku 1991 roku. To byłaby opcja najlepsza. Ale też i najbardziej ryzykowna. I co? I właśnie na nią zdecydował się Lynch.

Nowe „Twin Peaks” zaczyna się dwadzieścia pięć lat po wydarzeniach kończących sezon drugi. Dobry Dale Cooper tkwi uwięziony w Czarnej Chacie, przed naszymi oczyma zaś z mozaiki pozornie niepasujących elementów Lynch układa kolejny rozdział opowieści.

Ponieważ minęło ćwierć wieku, a starzy bohaterowie porozjeżdżali się po Stanach, narracja rzuca widza, a to do Twin Peaks, a to Nowego Jorku czy jakiejś zapomnianej przez Boga mieściny w Colorado. W pilotowych odcinkach Lynch z Frostem szarżują scenariuszowo i składają opowieść ze skrajnie wydawałoby się niepasujących do siebie elementów. Ale im dalej w las, przepraszam serial, tym opowieść staje się bardziej przejrzysta a to co widzimy zaczyna przypominać logiczny ciąg przyczynowo-skutkowy. Ale żeby elementy wskoczyły na swoje miejsce, opowieść musi się zamknąć, czyli wszystkie sceny wizyjne z finału drugiego sezonu znaleźć wytłumaczenie (nawet jeśli pozorne) a większość postaci przedstawiona na nowo.

Bo nie wszyscy nasi bohaterowie są tym, kim byli. Bobby dla przykładu został policjantem. James po latach powrócił do miasta, jako wyciszony były motocyklista. Doktor Jacoby wykonuje bardzo dziwną pracę a Dale… No właśnie… Dale Cooper. Dobry Dale dowiaduje się, że może opuścić Czarną Chatę, ale najpierw musi trafić do niej Zły Dale. Ten, który uciekł w finale drugiego sezonu i który w lustrzanym odbiciu ukazał twarz demonicznej istoty – Boba. Zły Dale podróżuje przez Stany, wyglądem przypomina odrobinę chudszą wersję Michaela Madsena i morduje. Jakby tego było mało – pojawia się trzeci Dale, fajtłapowaty urzędnik, miłośnik ciemnoskórych prostytutek.

Nie martwicie się, jeśli gubicie się w tym opisie. Z początku nowe „Twin Peaks” może sprawić wrażenie chaotycznego zlepku pomysłów, ale to wrażenie szybko mija. Lynch z Frostem zaś opowiadają tu zwartą i zamkniętą historię – powrotu Dobrego Dale’a do naszego świata. Każdy kolejny odcinek zaś wyjaśnia dawne zagadki i dodaje nowe interpretacyjne tropy.

Oczywiście – ci, którzy nie akceptowali w starej serii całej metafizyki, kosmicznych motywów, gnozy i zabaw z zwielokrotnionymi rzeczywistościami, mogą nowym „Twin Peaks” poczuć się zawiedzeni. Lynch i Frost nie próbują nawet sekundę udawać, że interesuje ich coś innego, poza totalnie odjechaną zabawą. Z każdą kolejną sekundą projekcji mnożą dziwactwa. A to wprowadzając tajemniczy portal i jego strażników, a to wysyłając Dobrego Dale’a w kosmos (dosłownie). Ale za tymi zabawami idzie jednak coś więcej. Są częścią opowieści. Tym czego zabrakło w manierycznym „Inland Empire” – ostatnim kinowym filmie Lyncha, gdzie wizyjna strona wzięła górę nad wszystkim innym. Tu tak nie jest. Chociaż widz, który nigdy „Twin Peaks” nie oglądał poczuje się zagubiony. Sezon trzeci to zabawa dla tych, którzy znają historię, bowiem Frost i Lynch nie biorą jeńców, a kontynuują opowieść, którą im przerwano.

Co warto na pewno dodać – robią to w tym samym stylu, który uczynił z oryginalnego „Twin Peaks” legendę. Mamy tu zatem przerysowane postaci (syn Lucy Moran, który wygląda jak Marlon Brando), dialogi rodem z telenoweli (sekwencja z króliczkiem) i niepokojącą atmosferę rodem z koszmarnego snu.

Nie mam pojęcia jak wyglądałoby „Twin Peaks” gdyby Lynch mógł nakręcić trzeci sezon w roku 1991. Nie dowiemy się zapewne nigdy, jaką historię chciał dopowiedzieć i dokąd miała ona nas zaprowadzić. Ale może to dobrze. Ćwierć wieku później otrzymaliśmy serial, który udowadnia, że Lynch kiedyś, dawno temu był wybitnym reżyserem i potrafił jak mało kto panować nad filmową dziwnością. Dziwne to, ale piękne. I dobrze, że będzie miało osiemnaście odcinków.

Miasteczko Twin Peaks Sezon 3. Twórcy: David Lynch, Mark Frost. Obsada: Kyle MacLachlan, Sheryl Lee, Ray Wise i inni. Showtime 2017 (HBO). Oecna: 85%

Kategorie
seriale
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).
2 komentarze
  • Aberracjusz
    13 czerwca 2017 at 00:36
    Skomentuj

    Jako fan Lyncha, w tym oczywiście starego Twin Peaks, po obejrzeniu 6. odcinków 3. serii powiem krótko – to niestety nie to. Nie warto doszukiwać się głębi tam, gdzie jej zwyczajnie nie ma. Stary mistrz parodiuje samego siebie – dla jednych niech to będzie wyraz jego dystansu, zabawy konwencjami itd. Dla mnie to droga donikąd, albo raczej – do kolejnych i kolejnych serii, które zabiły już wiele znakomitych historii. Szacunek za próbę powrotu do świata TP – niestety nieudaną i zwyczajnie niepotrzebną.

  • DuckTales – Dzioby w górę! [recenzja] – Dzika Banda
    16 sierpnia 2017 at 14:16
    Skomentuj

    […] – sentymentalne powroty seriali z lat 90′ kończą się różnie. Z archiwum X zawiodło. Twin Peaks podzieliło widzów. Z tym większym napięciem czekaliśmy na powrót prawdziwego króla nostalgii. Na nowe Kacze […]

  • Dodaj komentarz