seriale

Legion 01×01 – psychodeliczni X-Men [recenzja]

Podczas gdy telewizyjne uniwersum DC grzęźnie w siermiężnej poczciwości, rozwój marvelowskich fabuł na małym ekranie podąża coraz bardziej nietypowymi ścieżkami. „Legion” jest tego najlepszym przykładem.

Wydawałoby się, że po kolejnych produkcjach Netflixa poświęconych marvelowskim bohaterom, trudno będzie widzów czymkolwiek zaskoczyć w tej dziedzinie. A jednak – pojawiające się od jakiegoś czasu w sieci  teasery i trailery nadchodzącego „Legionu”, wyraźnie wskazywały, że czeka nas nowa jakość w opowieściach o supeherosach. Pilot nowego serialu stacji FX wybitnie potwierdza te przypuszczenia. „Legion” to mocno odjechane superhero, znakomicie wykorzystujące potencjał kryjący się w tych mniej rozpoznawalnych, komiksowych  pierwowzorach.

[quote align=’right’]”Legion” to mocno odjechane superhero, znakomicie wykorzystujące potencjał kryjący się w tych mniej rozpoznawalnych, komiksowych  pierwowzorach.

Z tej ekranizacji powinien być usatysfakcjonowany chocby Grant Morrison, brytyjski scenarzysta słynący z psychodeliczno-surrealistycznych fabuł, które w jego wykonaniu przeniosły przygody superbohaterów w całkiem nowy wymiar („Doom Patrol” przykładowo). I dokładnie tego chyba wszyscy się spodziewali, bo przecież za „Legionem” stoi nie kto inny, jak Noah Hawley, twórca serialowego „Fargo”. Kiedy jakiś czas temu widzowie zastanawiali się nad sensem przenoszenia filmu braci Coen do telewizyjnego formatu, to własnie Hawley rozwiał wszelkie wątpliwości, czyniąc z „Fargo” prawdziwą perełkę małego ekranu,  niepozbawioną przy tym ducha twórczości Coenów. No i jeszcze ten cały kosmiczny wątek w drugim sezonie, za który „Fargo” można było wręcz pokochać. Co zaś czeka nas w pilocie „Legionu”? Dużo dobrej muzyki na czele z nawiązaniami do Pink Floyd, atmosfera i zagrywki rodem z filmów Davida Lyncha, bollywoodzki taniec i formalne szaleństwo łączące symetryczny ascetyzm z momentami wybuchowej, wizualnej ekspresji. A już najbardziej wybuchowa jest finałowa sekwencja, trochę bliższa macierzystemu gatunkowi, przy której ręce same składają się do oklasków. Słowem – jest pięknie.

Dobrze, ale o czym jest w ogóle „Legion”? Jeśli tytuł ma oznaczać dokładnie to, co w komiksach, to musi być to przyszły pseudonim Davida Hallera, bardziej znanego fanom jako syn Charlesa Xaviera (czyli Profesora X), słynnego duchowego przywódcy mutantów.  David, od dzieciństwa mający psychiczne problemy i zdiagnozowany ostatecznie jako schizofrenik, już jako dorosły człowiek przebywa w szpitalu psychiatrycznym. Aby nie słyszeć w swej głowie głosów bierze regularnie leki i jako tako funkcjonuje. Rzecz w tym, że nie tylko słyszy w swojej głowie głosy – wiele wskazuje na to, że posiada potężne moce na czele z telepatią i telekinezą i nie trzeba długo czekać, by doświadczyć ich manifestacji. Nietypowy jest za to sam ich katalizator, czyli rozkwitające między Davidem, a inną pacjentką uczucie. Pacjentką, która notabene nazywa się całkiem wdzięcznie – Sydney Barrett (kolejne nawiązanie do Pink Floyd) i  również może poszczycić się imponującą mocą. Co z tego wyniknie? Coś w rodzaju  zakręconej, superbohaterskiej „Ummagummy”.

Pilot „Legionu” zapewne nie przemówi do części fanów marvelowskich historii. Właściwie, gdyby nie te wszystkie informacje osadzające serial w uniwersum Domu Pomysłów, to podczas seansu pewnie byśmy na to nie zwrócili uwagi – „Legion” bardziej wygląda na autonomiczne, formalnie odjechane science-fiction.  I chyba, nie nastawiając się na zbyt wiele oczywistych, superbohaterskich wstawek, z początku lepiej tak ów serial traktować. Ale przecież hype ma swoje prawa,  choć w tym akurat przypadku duże jest prawdopodobieństwo, że wielu fanów odbije się od takiej wersji przygód X-Men. Na szczęście, z całą pewnością znajdą się tacy, dla których oglądanie „Legionu” to będzie sama radość. Wspólnie z koncertowo zagranym przez Dana Stevensa Davidem Hallerem doświadczamy tu dogłębnie wsysającej, nielinearnej, nie pozbawionej czarnego humoru, wyjątkowej w swoim rodzaju wizji, w której przez długi czas nie wiadomo co jest realne, a co nie. A zatem, witajcie w superbohaterskim domu wariatów – w wielu momentach poczujecie się w nim podobnie jak Alicja w Karinie Czarów. I być może to najlepszy ze sposobów, by pomóc nam zrozumieć odczucia mutanta, próbującego przetrwać w ludzkim świecie.

Serial „Legion” będzie można oglądać w Polsce na kanale Fox od 9 lutego.

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz