seriale

Kroniki Times Square – nie całkiem arcydzieło [recenzja]

Kiedy za serial zabiera się duet David Simon i George Pelecanos, oczekiwania są wysokie. Jeśli do tego dodamy tematykę – burzliwe losy nowojorskiego Times Square, poprzeczka ustawia się niebywale wysoko. Nic zatem dziwnego, że po „Kronikach Times Square” spodziewano się tego co najlepsze w telewizji. A czy dostaliśmy to co najlepsze?

Zanim do odpowiedzi dojedziemy, wyjaśnijmy sobie kilka rzeczy. David Simon jest twórcą jednego z najważniejszych policyjnych seriali w historii tego gatunku – „The Wire”. Napisał także jeden z najlepszych współczesnych miniseriali HBO „Show Me a Hero”.  Pelecanos z kolei to jeden z najlepszych współczesnych autorów kryminałów, który od lat udanie pracuje dla telewizji (m.in. „The Wire” właśnie). Do tego duetu doszedł także Richard Price – także wybitny pisarz (legendarne w Stanach „The Wanderers” – opowiadające o dojrzewaniu w ulicznych gangach w Nowym Jorku lat 60.). Każdy z tych panów to mistrz swojego gatunku, każdy ma dryg i talent do snucia opowieści o prostych ludziach umoczonych w brudne sprawy i wreszcie, każdy jest znakomitym obserwatorem zmian społecznych jakie zachodziły w Stanach w drugiej połowie XX wieku.

Kiedy zatem taka trójka siada do napisania serialu, który opowiadać ma o pokręconych losach Times Square i tego jak centrum Nowego Jorku stało się wylęgarnią pornografii, prostytucji i narkotyków, należy spodziewać się arcydzieła. Ale spodziewać się, a otrzymać to dwie, zupełnie inne sprawy.

Pierwsza czerwona lampka zapala się już przy samym otwarciu, kiedy twórcy „Kronik…” dokonują małego, niezauważalnego dla przeciętnego widza plagiatu. Oto widzimy alfonsa, który namawia dziewczynę na pracę. Niby nic. Scenka rodzajowa jakich wiele. Problem polega na tym, że wygląda ona identycznie jak scena namawiania nastolatki na płatny seks z „Dzieci Times Square” – zapomnianego dziś, małego arcydzieła telewizyjnego zrealizowanego w 1986 roku przez Curtisa Hansona. Film zmarłego przed rokiem twórcy „Tajemnic Los Angeles” zrealizowany był na zamówienie stacji ABC i opowiadał o dzieciach wciąganych w narkobiznes. Jak na swoje lata był to film niebywale odważny (pokazana śmierć dziecka) i choć oczywiście nie uniknął kilku uproszczeń, to wciąż pozostaje kawałkiem mocnej opowieści o mrocznej stronie serca Nowego Jorku.

„Dzieci…” z racji ograniczeń czasowych (trwają raptem 90 minut), koncentrowały się na losach chłopca, który uciekł z domu i trafił do gangu dilerów. „Kroniki…” to projekt o gigantycznym rozmachu, który ma pokazać jak doszło do tego, że słynna 42 Ulica stała się mekką seksu i narkotyków.

Trzeba przyznać od razu – rozmach bije po oczach. Simon i reszta drobiazgowo rekonstruują na potrzeby serialu dawny Nowy Jork. I tak znów Wielkie Jabłko wygląda na brudną, parszywą metropolię. Pełno tu graffiti, tandetnych kin, mrocznych zaułków i podejrzanych typów. W tle gra rockowa muzyka, która powoli zamienia się w punk rocka, a prawo zdaje się być ostatnią rzeczą o której pamiętają mieszkańcy.

Bohaterami „Kronik…” są bracia bliźniacy (James Franco), z których jeden prowadzi bar, a drugi gra na wyścigach i zaciąga długi u mafii. Poza nimi poznajemy miłą prostytutkę, studentkę, która szybko pokazuje biust, mafiozów, alfonsów i sprzedajnych gliniarzy.

Zestaw fajny, menażeria jak najbardziej kolorowa. Problem zaczyna się w chwili, gdy zaczynamy naszych bohaterów poznawać. Okazuje się bowiem, że nawet tak wybitnym osobowościom jakimi są twórcy „Kronik…” zdarza się napisać postaci sztampowe do bólu zębów trzonowych.

Zatem – prostytutka okazuje się mieć dziecko. Pan z mafii czuć biznes w innym miejscu niż zdaje się to jego szefom. Studentkę kręci seks i amfa. Policjanci chcą sobie poruchać a bracia zbudowani są na tak oczywistych skrajnościach, że w zasadzie nie muszą się odzywać, żeby domyślić się co powiedzą. Ci bohaterowie będą budować porno imperium Times Square i od nich zaczynać mają się wszystkie przemiany jakie nastąpią w tym miejscu.  

Problem polega na tym, że już to widzieliśmy. Simon tym razem nie miał żadnego pomysłu na opowieść, więc snuje ją po Bożemu. Od początku, wedle obyczajowo-gangsterskiej sztancy, którą pogrobowcy Scorsese przerobili na setną stronę. Czy to źle? Od strony wykonawczej – broń Boże. „Kroniki…” wyglądają imponująco. Z tym że w zasadzie nie musimy niczego o Times Square wiedzieć, żeby z miejsca odgadnąć jak będzie rozwijał się serial. I to boli. Simon bowiem, nawet jeśli pisał postaci przewidywalne, to zawsze potrafił uczynić ja na tyle interesującymi, że mamy ochotę poznawać ich losy, mimo że wiemy jak skończą. Tu tego efektu nie ma. Żaden z bohaterów nie intryguje na tyle, aby być go ciekawym. A biusty, które tu pokazują niemal wszystkie aktorki nie przykuwają uwagi, bo w końcu piersi stały się już elementem każdego serialu HBO.

Czy zatem „Kroniki…” to serial nieudany? Nie. Ale biorąc pod uwagę nazwiska jakie są zaangażowane w jego produkcję, trudno uznać go za coś więcej od bardzo dobrze zrealizowanego średniaka. Nic nie zapowiada tu serialu na miarę „Berlin Alexanderplatz” a gdzieś przynajmniej ja, miałem takie oczekiwania. Że „Kroniki…” będąc opowieścią o narodzinach porno biznesu na Times Square, będą serialem o końcu lat 70. Nie są. To jednak kroniki życia kilku ludzi szukających przepisu na biznes.  Szkoda.  

Kroniki Times Square (The Deuce). Twórca: David Simon, George Pelecanos. Obsada: James Franco, Maggie Gyllenhaal, Stephen Gevedon i inni. USA 2017 (HBO). Ocena: 65 %

Kategorie
seriale
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz