SyFy
seriale

Dwanaście małp

Telewizyjni twórcy zaczynają coraz śmielej sięgać po kinowe fabuły. Rewelacją poprzedniego sezonu był serial „Fargo” na motywach świetnego filmu braci Coen. Na premierę czeka trzeci już sezon „Bates Motel”, czyli prequel „Psychozy” Alfreda Hitchcocka, a w ostatni weekend w USA zadebiutowało „12 Monkeys” na podstawie kultowego obrazu Terry’ego Gilliama. 

Pierwszy epizod nowego serialu SyFy powtarza większość wątków z kinowej wersji,  nieznacznie je modyfikując. Postacie noszą te same nazwiska, zmienia sie jedynie imię kobiecej bohaterki, na bardziej nośne w kontekście historii – Cassandra. „12 monkeys” to opowieść o przybyszu z przyszłości, który zostaje wysłany w podróż w czasie do naszej teraźniejszości, by zapobiec spowodowanej rozprzestrzenieniem się śmiertelnego wirusa zagładzie. W filmie grał go Bruce Willis, tworząc wówczas jedną z bardziej zaskakujących ról w karierze. W serialu James Cole w wykonaniu Aarona Stanforda został namalowany odmienną kreską. Nie ma w jego roli tego stopnia zagubienia i osaczenia, które otaczały postać kinową. To prowadzi do głównej różnicy, której możemy spodziewać się między filmem, a serialem. Mimo, ze obraz Gilliama był historią sci-fi pełną gębą, to jednocześnie pojawiały się w nim inne interpretacyjne tropy, wynoszące film nad gatunkowy poziom. Do końca nie byliśmy pewni, czy wydarzenia nie są jedynie majakami paranoicznego bohatera, w czym utwierdzała choćby hitchcockowska otoczka wokół „Dwunastu małp” (ciekawe, czy serialowa Cassandra Railly zmieni kolor włosów, jak to było w przypadku Madeleine Stowe?). James Cole na razie nie trafił do ośrodka dla psychicznie chorych, jest znacznie bardziej zdecydowanym i zmotywowanym bohaterem, a nawet kimś więcej – zostaje nam to ujawnione juz w pierwszym epizodzie serialu. Wygląda na to, że dostaniemy więcej science-fiction, co już zasygnalizowały obrazujące paradoksy czasowe sceny z zegarkiem doktor Cassandry Railly. Cieszy też fakt pojawienia się odpowiednika postaci, którą zagrał w filmie (nominowany wówczas do Oscara) Brad Pitt. Pytanie, czy na razie wspomniana jedynie Armia Dwunastu Małp odegra tą samą rolę co w filmie,  pozostaje otwarte.

Kinowe i niestarzejące się dzieło Gilliama posiada chyba najbardziej zwartą fabularnie strukturę w filmowym dorobku reżysera. Było tam nieco mniej typowych dla tego twórcy inscenizacyjnych szaleństw, a sztafaż science-fiction pozwolił na stworzenie fatalistycznej historii o wątpiącej w naturę rzeczywistości jednostce, która stawała w obronie w jej oczach najlepszego – mimo wszystko – ze światów. Serialowe „Dwanaście małp” z pewnością mocno rozbuduje tę, podobnie jak „Terminator” kanoniczną opowieść o  pętli czasowej. Początek serialu jest obiecujący, w założeniu oferując szereg fabularnych twistów, które zawsze oferuje zabawa w skakanie w czasie. Oby twórcy w całej gamie scenariuszowych możliwości sami się nie zapętlili i dali nam historię, która nie tylko będzie emocjonować, ale tak jak budzący niepokój (i ból głowy!) pierwowzór skłoni do odrobiny refleksji – czy to nad niebezpieczeństwami świata, czy nad samą jego skomplikowaną strukturą.

Kategorie
seriale

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz