seriale

DuckTales – Dzioby w górę! [recenzja]

Jak pokazuje praktyka – sentymentalne powroty seriali z lat 90′ kończą się różnie. Z archiwum X zawiodło. Twin Peaks podzieliło widzów. Z tym większym napięciem czekaliśmy na powrót prawdziwego króla nostalgii. Na nowe Kacze Opowieści. Odcinek pilotażowy rozwiewa wątpliwości. Sknerus rządzi.

Ciężko jest dorównać magii i urokowi oryginału. Zwłaszcza, jeśli pamięta o nim kilka pokoleń fanów z rzędu, a popularność została przypieczętowana piosenką, której wyegzorcyzmowanie z głowy graniczy z cudem. Istnieje jednak sposób. Można, dla przykładu, zobaczyć, co nie działało w pierwowzorze, co się zestarzało, zastąpić to kilkoma lepszymi rozwiązaniami oraz zaczerpnąć z pokrewnych źródeł zamiast bezkrytycznie małpować materiał wyjściowy.

Tak też zrobiono z nowymi Kaczymi Opowieściami. Twórcy zatrzymali cały przygodowy czar oryginału, jednak usprawnili wszystko to, co zostało nadgryzione zębem czasu. Pierwowzór był świetny, ale nie wolny od błędów konstrukcyjnych.

Już w pierwszych scenach możemy zauważyć najważniejszy krok naprzód. Dostaliśmy pełnokrwiste, żywe postacie z dobrze napisanymi osobowościami zamiast odmiennie pokolorowanego bohatera zbiorowego robiącego za tło dla Sknerusa. W dwóch dwudziestominutowych odcinkach każde z nich dostaje przysłowiowe pięć minut i wykorzystuje je w pełni, by zapaść nam w pamięć.

Gwarantuję, że już nie pomylicie siostrzeńców Donalda, co w oryginale – i wielu komiksach – nie było takie oczywiste. Każdemu z nich dopisano wyraźnie odmienny temperament oraz pragnienia, które generują sporą dynamikę. Co ważniejsze – pięknie współgrają z tonem humoru narzuconym przez serial. Nie tylko oni.

Starsi widzowie pamiętają zapewne drażniącego różowego cukiereczka, który plątał się Sknerusowi i siostrzeńcom pod nogami. Nazywała się Tasia i irytowała większość widzów, niezależnie od wieku. Nie tym razem. Młoda kaczuszka w nowej odsłonie to jedna z bardziej zakręconych postaci w serialu, którą scenarzyści dopasowali do historii jak idealnie wycięty puzel. Nowe życie tchnięto też w Donalda, który zapowiada się na jedną z najbardziej rozbudowanych postaci serialu, nawet jeśli teraz nie dostaje szalenie dużo czas antenowego. Najprawdopodobniej ulepiono go z bardzo różnych interpretacji, jakie powstały na przestrzeni lat. Sknerus to z kolei samograj, którego zręcznie odkurzono i przypudrowano. Ma trochę więcej pazura niż przy ostatnim podejściu.

Materiał pilotażowy zwiastuje, że i scenariusze potraktowano z większą pieczołowitością. Są mniej pretekstowe. Skonstruowano je jak komediowo-przygodowe żylety, które pozwalają na zgrabne połączenie spektakularnych akcji rodem z Indiany Jonesa na LSD, żartów sytuacyjnych, słownych i współczesnej satyry. Tej ostatniej jest na szczęście na tyle mało, że za miesiąc serial pozostanie aktualny. 

Epizodyczną konstrukcję najprawdopodobniej zastąpi ciągła, konsekwentnie prowadzona. Już drugi odcinek zostawia nas z dosyć intrygującym cliffhangerem, o którym widzowie teoretyzowali w paru miejscach sieci. Możemy więc spodziewać się bardziej złożonych historii, podczas których bohaterowie będą mogli naprawdę ewoluować.

W całej tej galopadzie nie zagubiła się też dusza i uczucia, jakie towarzyszyły poprzednim spotkaniom z rodziną Donalda i Sknerusa. To wciąż opowieść, w której humor – celny i często bezwzględny, bliższy żartom Carla Barksa i Dona Rosy – nie przesłania ciepła, sympatii i innych emocji, jakim darzą się bohaterowie. 

Jeśli mamy w pamięci pieczołowicie narysowane oryginalne Kacze Opowieści, prostsza kreska z rebootu może wywołać u wielu szok tlenowy. Pewnie, to już nie jest to, co pieczołowite, ręcznie dziobane kadry sprzed blisko trzydziestu lat, ale uspokajam – kanciasto rysowani bohaterowie ożywają puszczeni w ruch – i robią to z niemałym charakterem. Za prostszymi tłami i sylwetkami wciąż kryje się duch wielkiej przygody, trzeba się tylko przyzwyczaić do zmiany.

Udźwiękowienie to perełka. Utwory lecące w tle pozytywnie podbijają nastrój, a głosy dobrano perfekcyjnie. David Tennant (znany też jako Killgrave, zmora pewnej pani detektyw) godnie zastępuje Alana Younga. Głos nowego aktora zapewnia jakąś ciągłość w charakterze postaci, to wciąż ten śmiały, skąpy Szkot, który za skarbem ruszy na koniec świata, ale w ostatecznym rozrachunku nie zapomina o tym, co naprawdę ważne. Kate Micucci błyszczy jako nadaktywna Tasia, ale pozostali niewiele jej ustępują. Pytaniem otwartym pozostaje, czy polski dubbing dorówna oryginałowi, ale na odpowiedź przyjdzie nam chwilę poczekać.

To już nieco inny serial niż dobranocka, która bawiła kilka pokoleń. Pierwowzór traktuje z szacunkiem, ale popycha go do przodu, przeobraża w pełnoprawną, nowoczesną produkcję, opowiadającą historię od początku, po swojemu. Tak, by kaczki wkroczyły w nową epokę dziarsko i przytupem. Całkiem możliwe, że jesteśmy świadkami narodzin jednego z najlepszych seriali, jakie kiedykolwiek upichcono w tajnych laboratoriach Disneya. A nowe wydanie piekielnej melodyjki z czołówki zostanie z Wami na długo.

DuckTales, reż. Matt Youngberg, Francisco Angones, wyk. David Tennant, Kate Micucci, Tony Anselmo, Disney XD 2017
Ocena; 100%

Kategorie
seriale
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Komentarz
  • N.
    17 sierpnia 2017 at 00:00
    Skomentuj

    Bardzo sprawnie napisany i trafny tekst! Więcej takich poproszę 🙂

  • Dodaj komentarz