seriale

Dobre zachowanie – grzecznym widzom ku przestrodze [recenzja]

„Dobre zachowanie” bardzo dużo łączy z „Better Call Saul” – w obu serialach ich główni bohaterowie z prawdziwą pasją oddają się temu, co wychodzi im w życiu najlepiej. Problem w tym, że najlepsi są w uprawianiu przestępczego procederu.

Saul Goodman okazał się na tyle ciekawą postacią w „Breaking Bad”, że postanowiono stworzyć oddzielną opowieść o jego losach. Dzięki temu Bob Odenkirk mógł w pełni rozbłysnąć w roli sympatycznego oszusta, oddając wszelkie niuanse złożonej osobowości swej postaci. Co prawda Michelle Dockery w „Dobrym zachowaniu” stworzyła zupełnie nową kreację, ale poprzez kontrast z jej rolą księżnej Mary z „Downton Abbey”, to właśnie w nowym serialu brytyjska aktorka rozkwita pełnią talentu. Wygląda na to, że postać złodziejki Letty może być ukoronowaniem kariery Michelle Dockery – to jedna z najciekawszych, najlepiej zagranych kobiecych bohaterek ostatnich lat.

[quote align=’right’]Fabuła „Dobrego zachowania” podąża zupełnie nieprzewidywalnymi torami, łącząc – podobnie jak w pokrewnym „Better Call Saul” i „Dexterze” – wątki kryminalne z familijnymi, czy raczej, by być bardziej precyzyjnym, traumatyczno-familijnymi.

Letty, trzydziestokilkuletnia kobieta po przejściach, nie ma lekko. Z pojawiających się w kolejnych odcinkach informacji dowiadujemy się, że przesiedziała sporo czasu w więzieniu, a w międzyczasie odebrano jej opiekę nad ukochanym synem, pozostającym odtąd pod opieką babci. Aby nie wrócić za kratki, Letty musi cyklicznie meldować się u kuratora i mieć stałą pracę. Niestety – stała praca mierzi ją równie mocno, co przestrzeganie powszechnie uznawanych zasad. Pełnię życia odczuwa dopiero podczas dokonywania oszustw – tych małych i tych trochę większych, a my  z rozdziawioną buzią wpatrujemy się wówczas, jak bohaterka perfekcyjnie manipuluje otoczeniem, jak po prostu zmienia się w prawdziwą artystkę. Bo poza tymi chwilami to zwykła, sfrustrowana kobieta, której – rzecz jasna po części na własne życzenie – życie bardzo mocno dopiekło. Letty balansuje na cienkiej granicy załamania nerwowego, nie stroni od używek, a gdy tylko próbuje wrócić do normalnego życia okazuje się, że społeczeństwo wcale nie jest skore do witania jej z otwartymi ramionami. I nagle wszystko w jej życiu się zmienia, kiedy los styka ją całkiem przypadkowo z… zawodowym zabójcą, którego notabene trapią podobne do doświadczanych przez Letty, życiowe problemy.

Może nie jest to szczególnie oryginalny punkt wyjściowy, ale twórcy wyciskają z tego wątku wszystko co najlepsze. Dzięki temu fabuła „Dobrego zachowania” podąża zupełnie nieprzewidywalnymi torami, łącząc – podobnie jak w pokrewnym „Better Call Saul” i „Dexterze” – wątki kryminalne z familijnymi, czy raczej, by być bardziej precyzyjnym, traumatyczno-familijnymi. W rezultacie dostajemy całkiem przekonującą, sensacyjno-obyczajową psychodramę, w której chcąc nie chcąc, przychodzi nam kibicować połamanej życiowo parze złodziejki i zabójcy. To bardzo stymulujący dla oka i umysłu rodzaj filmowej manipulacji, rodzący poczucie więzi z dwójką bohaterów, więzi która w innych warunkach nie miałaby przecież racji bytu. Ta historia w prosty sposób prowokuje bowiem do refleksji nad własnym zachowaniem, własnym poczuciem wartości i przede wszystkim tak charakterystycznym dla rodzaju ludzkiego, wydawaniem kategorycznych sądów.

Dziwka i złodziejka, bezwzględny drań i morderca – okazuje się, że pod tymi jednoznacznymi określeniami kryją się ludzie z mocno skomplikowaną, życiową historią. Przecież musiało istnieć coś, co zepchnęło bohaterów na taką, a nie inną drogę. Dlatego też, wraz z potępieniem niecnych czynów (ale czy też nie ze skrywana zazdrością wobec tych, którzy potrafią być tak uwodząco źli i niegrzeczni?) powinna iść również refleksja. I taką właśnie rodzi bardzo celnie zatytułowane „Dobre zachowanie”.

Michelle Dockery – która bez dwóch zdań rządzi w tym serialu w fantastycznej roli Letty – swoją kreacją rzuca nam wyzwanie. Złodziejka, oszustka, naciągaczka? Ale przecież  w innych momentach także kochająca matka i przyzwoity, postępujący zgodnie z kodeksem moralnym człowiek. Doherty, ze swą charakterystyczną twarzą (jak to dobrze, że nie typowo hollywoodzką) pokazuje nam skomplikowane oblicze prostolinijnej w obyciu Letty, oblicze którego nie da się zamknąć w jednoznacznym stereotypie. I nie chodzi tu bynajmniej  o utarte (choć ładnie pasujące do fabuły) „kobieta zmienną jest”, a bardziej o całkiem dosłowne dla bohaterki serialu reperkusje biblijnego „kto z was jest bez grzechu, niech pierwszy rzuci kamieniem”. Dosłowne – bo słowa potrafią czasem boleć bardziej niż fizyczne ciosy, szczególnie w wykonaniu tych, którzy tak pewni są swoich racji. Bo przecież można, bo przecież to oni byli grzeczni, bo przecież Letty na to sobie zasłużyła. Ferowanie wyroków zawsze przychodzi z łatwością. Pełne zrozumienie motywów postępowania potępianej osoby, to już wyższa sztuka.

 

Kategorie
seriale

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz