seriale

Designated Survivor – remedium na Trumpa, Clinton i Underwooda [recenzja]

To jeszcze robi się takie seriale? Z bohaterem jak do rany przyłóż, szlachetnym, uczciwym, przejmującym się wszystkim i wszystkimi? Czy ktoś taki może pełnić rolę prezydenta USA? To chyba jakaś bajka!

„Designated Survivor” paradoksalnie trafił w swój czas. W zakończonej raczej nieoczekiwanym rozstrzygnięciem kampanii prezydenckiej W USA, kandydaci obu stron wylewali na siebie kubły pomyj, ujawniali nawzajem własne brudy i słabości, ktoś nawet określił wybór między Trumpem a Clinton jako wybór między dżumą i cholerą. Odtrutką na tę podłą rzeczywistość jest nowy serial stacji ABC, odtrutką notabene spreparowaną w sposób przewrotny, bo rozpoczynający się od wielkiej, narodowej tragedii.

Oto w zamachu podczas przemówienia prezydenta na Kapitolu ginie on sam, przedstawiciele rządu i niemal wszyscy członkowie kongresu. Słowem tragedia, która powinna sparaliżować cały kraj i mieć światowe reperkusje. Prezydentem z automatu zostaje sekretarz do spraw urbanizacji, który przed uroczystością załapał się na funkcję tytułowego „wyznaczonego ocalałego”, czyli osoby, która w razie takich okoliczności przejmuje stery w państwie.  Tom Kirkman  wygląda na poczciwca, coś jak zupełne przeciwieństwo Franka Underwooda z „House of Cards„. To facet z kodeksem moralnym, któremu przyszło rządzić mocarstwem światowym, a bezlitośni scenarzyści wykorzystując ów fakt, będą mu z premedytacją  rzucać różne kłody pod nogi.

[quote align=’right’]W roli prezydenta obsadzono Keifera Sutherlanda i jest to na pewno symboliczne nawiązanie do jego dawnych występów w roli Jacka Bauera w serialu „24 godziny”.

Trzeba przyznać, że to świetny punkt wyjściowy, coś jak odwrócenie modnego ostatnio konceptu antybohater kontra świat – tutaj mamy bohatera w stylu Michała Wołodyjowskiego kontra wszystko co złe . Niestety twórcy pchają się prosto w koleiny politycznej poprawności i zamiast postawić świeżo upieczonego prezydenta przed jakimiś niespotykanymi problemami, trzymają się przewidywalnej i bezpiecznej fabuły, jakby nie chcieli nikogo specjalnie urazić. Ucinają w swej opowieści wszelkie oznaki narastającego chaosu, który mógłby objąć kraj po tragedii oraz wymazują wszelkie oznaki traumy, bo w USA chyba nie ma na nią miejsca. Na szczęście znacznie ciekawszy jest wątek śledztwa w sprawie zamachu prowadzony przez ambitna agentkę FBI – pewne wskazówki sugerują, że może to być wewnętrzna robota, a jeśli tak, to wówczas mogłoby się zrobić naprawdę ciekawie.

Na razie nowy prezydent rządzi i nawet mu dobrze to idzie, kiedy trzeba potrafi być stanowczy, ale jego rozterki moralne momentami rozbawiają (wszystko przez Franka Underwooda, dzięki któremu wiemy, że na tym stanowisku nie ma miejsca na takowe). W roli prezydenta obsadzono Keifera Sutherlanda i jest to na pewno symboliczne nawiązanie do jego dawnych występów w roli Jacka Bauera w serialu „24 godziny”. Podświadomie bowiem czujemy, że mimo naszych wątpliwości, to właściwy człowiek na właściwym miejscu. Prezydent (złudnych) marzeń  – no bo był kiedyś Jackiem Baurem, na pewno nie jest świnią, dobrze mi idzie to rządzenie i choć przed nim jeszcze zapewne niejedno wyzwanie, to przecież wiemy, że będzie w stanie im podołać.

Cóż, taka formuła. Trochę pocieszycielska bajka, pełna patosu, wielkich haseł i wielkich przemów. Obawiam się, że na dłuższą metę może być to nie do zniesienia, ale na razie widzom się podoba, serial zbiera dobre oceny. Przydałby się prezydentowi Kirkmanowi jeszcze jakiś bardziej widoczny, diaboliczny przeciwnik, indywidualny bądź zbiorowy, który uosabiałby roszczenia podłej strony świata i brudnej polityki. Po pierwszych odcinkach serial broni się na pewno konceptem (dla nas, Polaków, znajomym niestety) i mimo  przeciętnie prowadzonej fabuły można go określić mianem niezłego i ciekawego. Dlaczego?  Jest niezły (albo takie mamy wrażenie ze względu na opisane powyżej okoliczności), bo po prostu jest inny od tego, co się teraz najlepiej w serialowym świecie sprzedaje, tyle że to wciąż za mało. Czyżby wracał czas bajek z morałem?

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz