seriale

Chance – Hugh Laurie w medycznym noir [recenzja]

Hugh Laurie powraca do roli lekarza. I ponownie nazwisko jego bohatera pojawia  się w tytule serialu. Doktor Eldon Chance, mimo kilku cech wspólnych z kultową już postacią House’a, to niemal krańcowo odmienna kreacja.

Słysząc informację, że brytyjski aktor znowu wcieli się w nowym serialu w rolę lekarza, mimowolnie się krzywimy –  bo przecież nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. Jednak po „Dr Housie” aktor wcale nie próżnował, oprócz muzykowania dalej starannie wybierając filmowe role. Na szczególną uwagę zasługuje ta z „Nocnego recepcjonisty„, w którym grał przecież typa określanego mianem najgorszego człowieka na świecie. Z pewnością wiadomym było dla aktora, że zagranie w „Chance” wywoła różnorakie komentarze, ale widać nowa postać wyciszonego neuropsychiatry zapowiadała się bardzo obiecująco i dzięki temu możemy oglądać Laurie w pomysłowo skrojonym thrillerze, będącym dodatkowo intrygującą wariacją motywów czarnego kryminału.

[quote align=’right’]Za „Chance’m” w roli producenta i reżysera pilota stoi bowiem Lenny Abrahamson, twórca pamiętnego „Pokoju”, który z pozornie schematycznej fabuły jest w stanie wykrzesać coś świeżego, coś co ma także drugie dno.

Bardzo intrygujący początek wcale nie zapowiada, że będziemy mieli do czynienia z jednowątkową, na poły kryminalną historią. Oto dostajemy krótkie historie boleśnie doświadczonych przez życie ludzi, opisywane w tle głosem tytułowego bohatera, bez śladów emocji, ot opis przypadku i diagnoza. Przypadki te rzeczywiście mogą nasunąć skojarzenia z czasami niewyobrażalnymi wręcz sprawami z „Doktora House’a”, mają jednak pewną cechę wspólne. Życie każdej z opisywanych osób całkowicie się odmieniło – na gorsze – a to przykładowo po brutalnym pobiciu, a to po będącym zbiegiem nieszczęśliwych okoliczności wypadku. Pacjenci Chance’a to zatem ludzie życiowo połamani, niekiedy nawet nie potrafiący dalej przedłużać swego cierpienia, bardzo często przez nierozumiejących prawdziwych przyczyn takiego zachowania obcych, zawczasu skazani (także sądownie) na ostracyzm. Chance oferuje im pomoc psychoterapeutyczną, nadmiernie się nie angażując, dopóki do jego gabinetu nie trafia pewna atrakcyjna kobieta.

Tak, ci z nas, którzy kochają czarne kryminały, pewnie już zwietrzyli pismo nosem. Doktor Chance trafia na swoją pierwszą femme fatale w osobie maltretowanej przez męża policjanta, wrażliwej Jacklyn Blackstone. Objawem traumy  u tej delikatnej kobiety jest dodatkowo wykształcenie drugiej osobowości (ponętnej Jackie Black), której urokowi , jak możemy się spodziewać, Chance musi ulec.

Mamy zatem ciekawą wariację stylu noir, prywatnego detektywa zamienionego na lekarza, ale to wciąż nie wszystko. Za „Chance’m” w roli producenta i reżysera pilota stoi bowiem Lenny Abrahamson, twórca pamiętnego „Pokoju„, który z pozornie schematycznej fabuły jest w stanie wykrzesać coś świeżego, coś co ma także drugie dno. W serialu najciekawszą postacią staje się nie tytułowy lekarz, nie fascynująca femme fatale, tylko jakby wyciągnięty z innej bajki, potężnej postury weteran wojskowy przedstawiający się krótko jako „D” (znakomity w tej roli Ethan Suplee), obecnie zajmujący się dorywczo konserwacją mebli w sklepie z antykami. To za jego sprawą ów thriller dostaje skrzydeł, wiodąc nas w niespodziewane, fabularne zakręty. Między D, a Chance’m nawiązuje się bowiem szczególna więź – dzięki weteranowi główny bohater zacznie popełniać w swoim życiu takie czyny, o które by siebie nawet nie podejrzewał lub po prostu głęboko w sobie chował takie pragnienia.

W serialu naprawdę udało się tchnąć nowe życie w wyeksploatowany już wydawałoby się doszczętnie gatunek noir. „Chance’a” rzeczywiście pod tym względem można porównać z „Dr. Housem”, który stanowił przecież nową jakość wśród seriali medycznych. Poza tym, z nowej produkcji z Hugh Laurie bije świadomość potencjału fabularnego konceptu, uderza inteligencja w prowadzeniu wątków i postaci, cieszy odwrócenie niektórych ról oraz  sama warstwa psychologiczna, wyniesiona tu może nie na wyższy, ale niespodziewany i odmienny niż byśmy mogli się spodziewać poziom. Krótko mówiąc – „Chance” to jeden z najciekawszych, tegorocznych seriali.

 

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz