HBO
seriale

Bliskość

Czy czterdziestolatkowie mogą być szczęśliwi? Lata temu krążył wokół tego pytania Jerzy Gruza, tworząc w kultowym serialu jeden z najbardziej nośnych, męskich portretów Polaka okresu PRL-u. Nowa produkcja HBO – „Bliskość”, opowiada jakże pokrewną fabułę w sposób, do którego ta stacja zdążyła nas już dawno przyzwyczaić.

Alex jest aktorem. Przytył, wyłysiał, sam siebie określa mianem wieloryba i właśnie został eksmitowany z mieszkania. Tina sprzedaje dmuchane zamki, żyje od randki do randki i jest przerażona tym, że nie znajdzie już stałego partnera. Oboje lądują w domu małżeństwa, u którego wcale nie dzieje się lepiej. Brett, przyjaciel Alexa jeszcze z lat szkolnych to dźwiękowiec, którego zawodowa inwencja spotyka się z pogardą współpracowników. Michelle, jego żona i młodsza siostra Tiny spędza czas w domu z dwójką małych dzieci, rankami odmawia mężowi seksu, a w ciągu dnia ukradkiem, przy użyciu niezbędnych rekwizytów eksploruje swoją seksualność. Czy w ich życiu możliwa jest odmiana? Czy mogą być jeszcze cool? Czy rutyna – słowo klucz w przypadku tej fabuły – jest przekleństwem tych, których dopada smuga cienia?

Spokojnie, nowy komediodramat HBO raczej nie przypomina filmów Mike’a Leigh. Dobrym punktem odniesienia dla „Bliskości” jest inny, zakończony jakiś czas temu serial HBO, „Hung”.  Jakże podobna historia i ludzkie typy. Różnica jest taka, że „Hung” funkcjonował w otoczce skandalu wokół zawiązania fabuły: nauczyciel wychowania fizycznego i historii na skutek cięć budżetowych zmuszony był nagle do świadczenia seksualnych usług. I znowu brzmi to bardziej dramatycznie niż było pokazane na ekranie. „Bliskość” nie zaczyna się od podobnej fabularnej bomby. Jest proza życia. Łóżkowe problemy, zerwanie, eksmisja. Użalanie się nad sobą i wzajemne pocieszanie. Próby przezwyciężenia wspomnianej rutyny i czasem słodki smak zwycięstwa, trwający rzecz jasna tylko przez chwilę.

Na ekranie bryluje Steve Zissis w roli łysiejącego aktora świadomego własnego potencjału, który blokuje mu fizyczna powierzchowność. Znana z kilku ról kinowych Amanda Peet z werwą i jakimś rodzajem lubości wciela się w momentami żenującą, ale i budzącą odrobinę współczucia Tinę. W drugim odcinku swoje pięć minut mieli małżonkowie Brett i Michelle. Ich próba przełamania łóżkowej rutyny wypadła bardzo zabawnie. Z lekka żałośnie i jednocześnie prawdziwie, tak jak i cała reszta codziennych i niech będzie, że niecodziennych wydarzeń ukazanych w fabule. Czy będzie to serial o tym, że bezradnie szukamy tego, co tak naprawdę mamy? Kto tam wie, co przyjdzie do głowy scenarzystom? Na razie tytuł się sprawdza. Mam poczucie bliskości z bohaterami tego serialu. Oni nie są nawet fajni – w swoich codziennych potyczkach z życiem są po prostu zajebiści. Paradoks? Nie miałem wyjścia, musiałem tak o nich napisać. Pewnie dlatego, że sam jakiś czas temu przekroczyłem czterdziestkę.

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz