seriale

Black Lightning S01E01-02 – Przeciętny serial superbohaterski [recenzja]

DC nie ma szczęścia do ekranizacji, ani na dużym, ani na małym ekranie. W tym drugim przypadku zdarzają się wprawdzie produkcje niezłe, ale tylko tyle. Tymczasem debiutujący „Black Lightning” nie osiąga nawet tego w pilocie. Choć w drugim odcinku już się odrobinę rozkręca.

W „Black Lightning” próbowano połączyć poetykę „Luke’a Cage’a” z wykonaniem na modłę „Arrow” czy „Flash”, dosyć popularnych tasiemców superbohaterskich bazujących na komiksach DC właśnie. Niestety, budżetowy charakter i ewidentny brak przekonania twórców do wizji zaowocował niespójną produkcją, która próbuje być intrygująca, ale jej nie wychodzi. Przynajmniej w dwóch pierwszych epizodach.

Jefferson Pierce jest dyrektorem szkoły zdominowanej przez czarnoskórych. Radzi sobie całkiem nieźle z dawaniem przykładu i utrzymywaniem bezpieczeństwa w placówce. Jego córka pracuje tu nawet jako nauczycielka. Wskutek niefortunnego zbiegu okoliczności, Pierce musi jednak wrócić na ścieżkę, którą niegdyś porzucił. Znów przywdziewa kostium Black Lightninga, którym niegdyś był.

Na chwilę obecną to dosyć typowa superbohaterska historyjka trzymająca się ulicy i pseudo-gangsterskich klimatów. Próbuje też budować całkiem ciekawe społeczne tło, choć robi to z wdziękiem buldożera i bez szczególnego polotu. Najlepsze wrażenie robi wątek ulicznego gangu, ale został szybko ucięty i zastąpiony porachunkami z przeszłości Pierce’a.

„Black Lightning” to także jeden z tych seriali, które wychodzą w formacie o kilka minut za krótkim. Niektórym scenom zwyczajnie brakuje dobrego rozwinięcia lub wstępu, przez co produkcja wygląda na bardzo niechlujnie pociętą. Boli to tym bardziej, że niektóre sekwencje wyglądają naprawdę świetnie, dobrze zgrywają się z muzyką i chwilami nawet sprawnie budują klimat ulicznego dramatu kryminalnego, gdzie przestępczość wchodzi z butami w życie rodzinne. Co więcej, w którymś momencie co intymniejsze, bardziej obyczajowe fragmenty zaczynają robić naprawdę dobre wrażenie, tylko niepotrzebnie przecinane są wejściami przebierańca ciskającego piorunami. Twórcy musieli zdawać sobie z tego sprawę, bo przynajmniej w dwóch pierwszych odcinkach akcji jest niewiele.

Główny bohater nie jest też jakoś szczególnie intrygujący. Może gdyby nie miał bezpośredniej konkurencji w postaci Luke’a Cage’a wypadałby odrobinę lepiej. Do tego dochodzi kostium, który wygląda znośnie, dopóki nie zostaje podłączony do efektów specjalnych – wtedy przypomina plastikową zrzynkę z pancerza zastosowanego w „Spawnie” z 1997.

Dialogi bywają niezłe, kiedy scenarzyści się zapominają i nie wstawiają głodnych kawałków rodem z podręcznikowej ekspozycji historii superbohaterskiej. Ale na takie atrakcje trzeba zawsze chwilę poczekać.

Przy tym wszystkim „Black Lightning” nie jest serialem tak całkiem złym. Ma zrywy, podczas których ogląda się go całkiem przyjemnie, chwilami łapie niezły rytm narracji. Trzeba odrobiny dobrej woli, żeby dać mu szansę i nie nastawiać się na cuda. Miłośnicy „Arrow” mogą spróbować, jeśli nie będą za dużo oczekiwać.

Serial zadebiutuje w USA 16 stycznia, a w Polsce na platformie Netflix 23 stycznia.

Black Lightning, reż. Mara Brock Akil, Salim Akil, wyst. Cress Williams, China Anne McClain, Nafessa Williams, Christine Adams. The CW.
4.5
Black Lightning, reż. Mara Brock Akil, Salim Akil, wyst. Cress Williams, China Anne McClain, Nafessa Williams, Christine Adams. The CW.
Kategorie
seriale
Hubert Sosnowski

Rocznik 1991, zodiakalny bliźniak, który potrafi płynnie przejść od słodkiego lenistwa do nadaktywności – i z powrotem. Z tego tytułu znajduje czas zarówno, na wycieczki w świat filmów, książek, komiksów, gier, larpów i muzyki, rozmaitych hobby, a czasem nawet w otchłań studiów. Publikował, w „Science Fiction Fantasy i Horror”, „LiteRacjach” oraz w portalach internetowych – GRY-Online, Kawernie, Szortalu, Onecie. Od 2014 regularnie pisuje do Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz