ABC
seriale

American Crime

Kryminały coraz częściej wchodzą w rolę obyczajowego dramatu. Fala, która rozlała się ze Skandynawii zbiera żniwo również w serialowym świecie. Z Wielkiej Brytanii mieliśmy bardzo dobre „Broadchurch” i „The Missing”. Amerykanie też nie próżnują, po niezłym „The Divide” proponują produkcję o mocno brzmiącym tytule: „American Crime”.

Twórcy zza wielkiej wody po raz kolejny śmiało wykorzystują potencjał kryjący się w narodowym tyglu Ameryki. Wymienione wyżej „The Divide” oprócz wątków kryminalnych oferowało ciekawe spojrzenie na skomplikowane mechanizmy rasowych uwarunkowań i uprzedzeń. Polityczna poprawność została tu z gracją wymanewrowana i dzięki temu dostaliśmy uczciwą wizję multikulturowej Ameryki , gdzie każda ze stron konfliktu została opisana bez upiększeń. To sygnał, że przynajmniej twórcza część USA normalnieje i stara się zachować wiarygodność w ramach obserwacji społecznej. Nikt nie był tu ani gloryfikowany, ani stronniczo potraktowany. W „American Crime” na tle prezentowanej fabuły najważniejszy może okazać się sam tytuł, a jego symboliczne znaczenie będzie odnosić się zapewne do czegoś więcej niż sama zagadka zbrodni, istotny okaże się jej społeczny wymiar. Podkreślam, świadczy to o dojrzałości artystów, ale bynajmniej nie o dojrzałości wykreowanych bohaterów, którzy miotają się na ekranie uwiezieni w sieci własnych przekonań i uprzedzeń.

Niemal przez cały pierwszy odcinek nie oglądamy niczego nowego, zawiązanie fabuły kojarzy z szeregiem stereotypowych, kryminalnych produkcji. We własnym domu zostaje zaatakowane młode, białe małżeństwo. Mąż zostaje zamordowany, żona pobita i zgwałcona i w stanie krytycznym znajduje się w szpitalu. Na scenie pojawiają się rodzice obojga i z biegiem czasu okazuje się, że każde z nich ma własną wersję tragicznych wydarzeń i przede wszystkim ich późniejszych konsekwencji. Jednak to nie wszystko. Organa władzy bardzo szybko znajdują zamieszanych w sprawę podejrzanych, będących przedstawicielami kolorowej Ameryki i przy okazji również obserwujemy poczynania bliskich im osób (tu wyróżnia się Benito Martinez w roli – rzecz prawie nie do uwierzenia – uczciwego Meksykanina). Nagle wychodzimy poza ramy kryminału, poza zwykłe policyjne śledztwo, a kolejne sygnały od twórców wskazują, że stopień skomplikowania wydawałoby się zwykłej, wystarczającej na jeden odcinek fabuły będzie się tylko pogłębiał. W pozornie stereotypowym ciągu wydarzeń, który wiódł nas do przewidywalnego finału następuje kilka przełomowych momentów i pojawiają się nowe, niespodziewane wątki, dotyczące zarówno kręgu osób skupionych wokół ofiar, jak i podejrzanych. Nikt tu nie jest potraktowany ulgowo, przykładowo rodzice zamordowanego mężczyzny – w tych rolach bardzo dobrzy Timothy Hutton i Felicity Huffman – zamiast budzić współczucie, głównie irytują. Oglądamy po prostu zwykłych ludzi, grupę osób dotkniętych i powiązanych konsekwencjami tragicznego wydarzenia, które zmieni życie każdego z nich. I to jest właśnie w tym najsmutniejsze i jednocześnie najciekawsze.

Kategorie
seriale

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore'a. Pisał artykuły do "Nowej Fantastyki", jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz