seriale

Altered Carbon – cyberpunkowe noir od Netflixa [recenzja]

Recenzja przedpremierowa.

Otwierający cykl przygód Takeshiego Kovacsa, obsypany swego czasu nagrodami „Modyfikowany węgiel” Richarda Morgana, to powieść już kultowa i mająca całkiem spory potencjał ekranowy – kwestią czasu było więc, kiedy powstanie jej adaptacja. A któż mógł zabrać się za nią lepiej, niż specjalizujący się w wysokobudżetowych serialach amerykański gigant rynku VOD?

Przyszłość. Ludzkość opanowała inne planety, a dzięki rewolucyjnej technologii magazynujących ludzką świadomość, obowiązkowo wszczepianych stosów korowych pojęcie śmierci odeszło niemal w zapomnienie. To jednak tyle, jeśli chodzi o marzenia związane z utopijną rzeczywistością. Człowiek nie zmienił się bowiem ani trochę, pomiędzy czas i przestrzeń przenosząc naręcze swych największych wad i słabości. Jako słowo się już na wstępie rzekło, „Altered Carbon” przedstawia nam losy Takeshiego Kovacsa – wysoce wyspecjalizowanego zabójcy, speca od brudnej roboty i byłego członka Korpusu Emisariuszy, elitarnej jednostki bojowej, mającej zaprowadzać prawo i porządek trzęsącego ludzkością Protektoratu tam, gdzie żadna inna jednostka nie byłaby w stanie się tego podjąć. Emisariusze korzystają z dobrodziejstw technologii, zmieniając cielesne powłoki jak rękawiczki i adaptując się w mgnieniu oka do nowych warunków. Problem z ich pracą jest taki, że przy jej okazji mogą narobić sobie całkiem sporo nieprzyjaciół – i to właśnie dzięki nim, nasz bohater umiera, a następnie zostaje przetransferowany na Ziemię, gdzie nie do końca dobrowolnie przyjdzie mu się zająć sprawą morderstwa wysoko postawionego członka lokalnej społeczności. A to dopiero początek problemów, bo Kovacs to jeden z tych charakterów, których demony przeszłości nie opuszczają nawet na krok.

Fani powieściowego cyklu spod pióra Richarda Morgana mogą odetchnąć z ulgą – fabuła intensywnie promowanego, serialowego „Altered Carbon” jest całkiem wierna swemu literackiemu odpowiednikowi – przynajmniej do pewnego momentu. Niektóre wątki produkcja Netflixa ogrywa zupełnie inaczej, inne nieco uwypukla a kolejne dodaje według uznania odpowiedzialnej za scenariusz Laety Kalogridis, ale w ostatecznym rozrachunku klimat pierwowzoru zostaje tu zachowany. Co za tym idzie, mamy tu do czynienia z klasyką noir – łącznie ze sponiewieranym, ginącym w kłębach papierosowego dymu, cynicznym bohaterem na czele – przeniesioną w cyberpunkowe realia. Jest morderstwo, jest tajemnica do rozwiązania i morze wrednych mord do przefasonowania. Niemal kropla w kroplę jak w powieści.

Tym niemniej, początki z nową produkcją Netflixa do łatwych nie należą. Rzecz pierwsza, najważniejsza: najlepiej od razu wyłączyć sobie porównywanie „Altered Carbon” z niedawnym „Blade Runnerem 2049” – to po prostu nie ta liga opowiadanej historii. Nawet nie chodzi o to, że realizacyjnie słabsza (choć CGI rzeczywiście sprawia wrażenie nieco zbyt plastikowego), co po prostu w zdecydowanie innym, bardziej rozrywkowym klimacie.

Kiepskie pierwsze wrażenie robi  też poziom aktorstwa. Kinnaman wydaje się być drętwy jak kłoda, na ekranie paradując z praktycznie jednym wyrazem twarzy i nie potrafiąc wydobyć ze swego bohatera choćby cienia ironii jaki nieustannie towarzyszył mu w książce. Jeszcze słabiej prezentuje się Martha Higareda, która dla odmiany niektóre ze scen odgrywa z taką egzaltacją, że jej Kristin Ortega sprawia wrażenie jakby ledwo co zeszła z teatralnych desek. Jest więc niespecjalnie przekonująco, włączając do tego nieoczywiste wyłożenie widzowi zasad świata przedstawionego, które w kilku sytuacjach wiążących się szczególnie z „upowłokowieniami” może wywołać na twarzy uśmiech politowania.

To wszystko powoduje, że od „Altered Carbon”, osoby niezaznajomione z oryginałem mogą się dość boleśnie odbić – a biorąc pod uwagę dużo lepszą drugą część sezonu, byłby to jednak spory błąd. Najnowszy serial Netflixa rumieńców nabiera bowiem w momencie kiedy wątki zaczynają się ze sobą splatać – wtedy okazuje się, że fabuła nie jest tak banalna jak z początku się wydawało, a postaci nagle stają się nam jakby bliższe. Jak za sprawą czarodziejskiej różdżki, również aktorzy biorą drugi wdech, coraz lepiej prowadząc widza do – nie przebierając w słowach – kopiących już bez pardonu po jajach scenach końcowych. Konia z rzędem temu, kto po pierwszych trzech epizodach będzie w stanie z pełną świadomością stwierdzić, że spodziewa się finału z kluchą w gardle, ale tak się właśnie sprawy z ekranową adaptacją powieści Morgana mają: „Altered Carbon” jest po prostu nierówny.

Choćby jednak dla samego zakończenia, po najnowszy serial Netflixa sięgnąć warto. Jeśli z kolei wziąć pod uwagę, że nieco kulawe wprowadzenie do świata w którym ciała traktuje się jak garderobę mamy już za sobą, kolejne sezony „Altered Carbon” mogą być tylko zdecydowanie lepsze.

Premiera „Altered Carbon” zaplanowana jest na 2 lutego, na platformie Netflix.

Modyfikowany węgiel (Altered Carbon). Twórcy: Laeta Kalogridis. Obsada: Joel Kinnaman, Martha Higareda, James Purefoy. Netflix, 2018.
7
Modyfikowany węgiel (Altered Carbon). Twórcy: Laeta Kalogridis. Obsada: Joel Kinnaman, Martha Higareda, James Purefoy. Netflix, 2018.
Kategorie
seriale
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.
Komentarz
  • Byliśmy w pawilonie Altered Carbon i kupiliśmy sobie nowe ciało – Dzika Banda
    3 lutego 2018 at 12:30
    Skomentuj

    […] Altered Carbon – cyberpunkowe noir od Netflixa [recenzja] Czytaj więcej […]

  • Dodaj komentarz