seriale

Aftermath – dziwaczna apokalipsa [recenzja]

Chyba żaden inny serial nie zebrał w tym roku tyle batów, co „Aftermath”. Oceny na zagranicznych serwisach? A to jedna gwiazdka, dwie najwyżej, a to dziesięć procent na sto. Ale też zdarza się, że ktoś daje maksymalną liczbę punktów. O co tu chodzi?

Nie ma co ściemniać, to zły serial, który rzeczywiście zasługuje na jedną gwiazdkę. Z irracjonalną, a może i wręcz idiotyczną fabułą, ze słabą grą aktorską, ze wszystkim, od czego każdego filmowego krytyka winna rozboleć głowa. Szkopuł w tym, że po obejrzeniu pierwszego odcinka chce się obejrzeć kolejny, potem następny i jeszcze jeden, bo chyba rzadko kiedy na widok wydarzeń na ekranie, oczy tyle razy stają nam w słup z niedowierzania. Efekt? Od nas ocena sześćdziesiąt procent, czyli dobry, bo na „Aftermath” można po prostu dobrze się bawić. Momentami wręcz znakomicie. A zatem – tak to najgorszy, najgłupszy w tym roku serial, serial, który po prostu jest ekstra. No i masz babo paradoks!

[quote align=’right’]Aftermath” okazał się być serialem nieprzewidywalnym. Zaś jego paradoks polega na tym, że zmieszano go z elementów, które gdzie indziej byłyby właśnie przewidywalne.

To może trochę o fabule. Mamy rodzinę Copelandów. Ojciec, matka, dwudziestodwuletni syn i szesnastoletnie bliźniaczki (jedna mądra, druga popularna). Rodzina to świetnie zorganizowana i kiedy nadchodzi czas apokalipsy (zaczyna się przyziemnie od tornada i faceta w sukience, ale już potem każdy element jest coraz bardziej zadziwiający), potrafi doskonale zadbać o siebie. Fabuła rusza do przodu, gdy jedna z córek zostaje porwana przez człowieka opętanego przez demona, który na dodatek potrafi latać. Tak, tak, nic nie mieszam. Młodą Briannę pochwycił tzw. skin walker, po czym odfrunął z nią hen daleko. Rodzina natychmiast wyrusza na poszukiwania zguby i zaczynają dziać się wokół nich straszne rzeczy. A właściwie śmieszne. Chodź tak naprawdę straszne. Tyle że naprawdę śmieszne. Demon? Co tam demon, później jest nawet smok. Apokalipsa najwyraźniej polega bowiem na tym, że oprócz katastroficznych zjawisk pogodowych (i kosmicznych), oprócz zarażeń wirusem doprowadzającym ludzi do szaleństwa, do życia zostały powołane mityczne, baśniowe stworzenia i potwory rodem z horroru. Słowem jazda na całego. To znaczy takiej byśmy oczekiwali, gdyby twórcy przyjęli inną, bardziej komiksowo-humorystyczną konwencję.

Tymczasem w „Aftermath” te wszystkie dziwaczne wydarzenia traktowane są śmiertelnie poważnie i przez bohaterów, i przez twórców serialu. Wciąż się zastanawiam, czy to świadomy zabieg, czy wypadek przy pracy (stąd chyba tyle jedynek w ocenach)?  Bo jeśli ta konwencja była zaplanowana z góry, to cóż, ręce same składają się do oklasków. Dlaczego? Ponieważ dostajemy twór, obraną estetyką bardzo przypominający dzieła w stylu tych Eda Wooda, dodatkowo parodiujący tak modną ostatnimi laty tematykę postapokaliptyczną. Są tu więc rozmowy o niczym, irracjonalne działania bohaterów no i durne, po prostu głupawe zakręty fabuły. A że jest to podawane z pełną powagą, w relacji odbiorcy z dziełem tworzy się smakowity kontrast, który początkowo wprowadza w konsternację, a następnie albo całkowicie odrzuca, albo zaczyna cieszyć tą formułą.

Widząc wcześniejsze opinie o serialu podchodziłem do „Aftermath” jak do jeża, ale jakoś ciągnęło, nie mogłem uwierzyć, że to naprawdę takie kiepskie, trzeba było samemu spróbować. No i nie żałuję. Bo po pierwsze, zobaczyłem Anne Heche w roli prawdziwej twardzielki, a po drugie, zaczęło mnie ciekawić, jakimi to jeszcze niezwykłymi pomysłami twórcy będą w stanie nas karmić  (w recenzji wspominam zaledwie o ułamku fabularnych atrakcji). Czekam zatem z niecierpliwością na kolejne odcinki, bo „Aftermath” okazał się być serialem nieprzewidywalnym. Zaś jego paradoks polega na tym, że zmieszano go z elementów, które gdzie indziej byłyby właśnie przewidywalne. Po co zatem oglądać inne produkcje o apokalipsie? W”Aftermath” dostajemy apokalipsę totalną w jednym, dziwacznym opakowaniu, które powinno nam wystarczyć na bardzo długo.

 

Kategorie
seriale
Tomasz Miecznikowski

Filmoznawca z wykształcenia. Nałogowy pochłaniacz seriali. Kocha twórczość Stephena Kinga i wielbi geniusz Alana Moore’a. Pisał artykuły do „Nowej Fantastyki”, jego teksty i recenzje ukazują się na portalach fantastyka.pl i naekranie.pl. Wyróżniony przez użytkowników fantastyka.pl za najlepszy tekst publicystyczny 2013 roku. W 2014 roku dołączył do zespołu Dzikiej Bandy.

Dodaj komentarz

REKLAMA
Instagram
  • Lektura jeszcze przed nami, ale jak ślicznie to wygląda. A i sama fabuła zapowiada się pysznie. Koniecznie sprawdźcie.

#komiks #czytam #czytambolubie #comics #comicbook #instacomics #instaread #comicstagram #comicsaddict #fanboy #ilovereading #comicnerd #design #favele #Mandioca
  • Grudzień to miesiąc sprawiania sobie i innym małych przyjemności. "Armstrong"  jest właśnie jedną z nich. Cudna książeczka dla małych i dużych.

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagrampl #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #dladzieci #kosmos #wydawnictwoWilga
  • Niech Was nie zawiedzie ta słodycz. To prawdziwy, soczysty thriller. Tak, chodzi o książkę. 😊

#książka #czytam #czytambolubie #bookporn #booklover #instabook #instaread #bookstagram #bookaddict #bookworm #reading #bibliophile #bookcommunity #booknerd #bookstagrampl #zaczytanegiry