Muzyka

Wired – Mallory Knox w najlepszym, rockowym wydaniu [recenzja]

Choć piątka brytyjskich rockmanów z Mallory Knox już od ośmiu lat jest obecna na muzycznej scenie i zdążyła w tym czasie stworzyć dwa bardzo solidne albumy, wciąż nie uzyskała rozpoznawalności na jaką niewątpliwie zasługuje. Premiera płyty opatrzonej numerkiem trzy, ma szansę wreszcie to zmienić.

O tym jak dobra zabawa czeka nas z nowym krążkiem Mallory Knox, świadczy już otwierający imprezę „Giving it up”, który ze świetnie brzmiącymi, wzbogaconymi w rozsądnych dawkach elektroniką gitarami i mocnym ,wyraźnie brzmiącym na tle całej tej ściany dźwięku wokalem Mikey’a Chapmana już sam w sobie stanowi opus magnum dokonań Brytyjczyków, a jednocześnie w pewien sposób jest czymś zupełnie nowym na tle ich poprzednich dokonań. Energia jaka przetacza się przez całość utworu jest wręcz namacalnie odczuwalna, a całość podlana jest rozkosznie rock and rollowym sosem. Na sterydach, jak to na nowoczesne, alternatywne brzmienie przystało oczywiście.

[quote align=right]Praktycznie wszystkie kawałki stanowią świadectwo niezwykłego talentu w łączeniu  podrywających tłum do szaleństwa, natychmiastowo wpadających w ucho melodii z ukłonem w stronę nostalgicznych, rockowych brzmień.

Wspomnianej energii nie brakuje kolejnym kawałkom. Podczas gdy słuchając aż buzującej od radosnej prozy życia „Californii” , rzeczywiście można przenieść się na kilka minut na skąpane słońcem kalifornijskie wybrzeże, a z singlowym „Lucky Me” rezonującym wokół, niestraszne będzie nam żadne pogo, prawdziwy killer nadchodzi wraz z utworem dzierżącym numer pięć na liście. „Midnight” to w prostej linii przemodelowany na potrzeby energetycznego rocka, hołd złożony nieśmiertelnym klasykom pokroju „Don’t stop believing” Journey.

Na płycie znalazło się także kilka miejsc na zaczerpnięcie oddechu, jak choćby „For You”, czy „Come Back Around”. Rewelacyjną kompozycją jest w szczególności zaczynające się na niemal balladową manierę „Falling in Love”, płynnie rozkręcające tempo w miarę trwania – by w końcówce wyciągać już pełnię skali z głosu Chapmana. W jakim tonie nie byłyby jednak utrzymane, wszystkie kawałki stanowią świadectwo niezwykłego talentu w łączeniu  podrywających tłum do szaleństwa, natychmiastowo wpadających w ucho melodii z ukłonem w stronę nostalgicznych, rockowych brzmień.

Mallory Knox wreszcie mają szansę wyjść z cienia tuzów gatunku. Oby tak się stało, bo choć konkurencję mają sporą, najnowszym krążkiem udowadniają, że zdecydowanie na to zasługują. Ich „Wired” bez żadnych problemów zjada na śniadanie choćby  styczniowe, porządne dokonanie You Me at Six – i mam graniczące z pewnością przeczucie, że choć do końca roku jeszcze daleko, nie będzie to jego ostatnia ofiara.

Kategorie
Muzyka
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz