Muzyka

V – Vavamuffin i muzyczna karuzela emocji [recenzja]

Najnowszy album Vavamuffin to nie tylko ich najdojrzalsza jak dotąd płyta. To także jeden z najlepszych krążków jaki ukazał się w ubiegłym roku w Polsce.
Mam psa. Konkretnie sukę. Suka owa ma pewną dziwną przypadłość. Otóż jej emocje nie wiedzą co to stan pośredni. Mówiąc prościej – funkcjonuje na skrajnościach. Jak radość – to do obłędu. Jak smutek – to tak bolesny, że aż żal patrzeć. Pan weterynarz mądrze zaznaczył, że wychowując takiego psa, powinienem bardzo ostrożnie dawkować jej emocje, bo inaczej albo ona oszaleje, albo ja. Z naciskiem na moją osobę. Jak ma się suka do płyty Vavamuffin? Ano ma się i to bardzo dobrze. Bo słuchając “V” miałem wrażenie, że z tym albumem jest jak z moją suką. Że chłopcy nie biorą tu jeńców i grają na skrajnych emocjach. Jak impreza – to na maksa radosna. Jak dół – to żyletki. A po środku nie ma nic.
Weźmy otwierającą album “Ferajnę”. Radosny pulsujący funk i fragmenty, które równie dobrze mogłyby znaleźć się na ścieżce dźwiękowej do “Brudnego Harry’ego” i tryskające energią partie wokalne. A tuż po tym kawałku “Tatuaż” – melancholia, smutek i brud zmarnowanego, pustego życia. I tak już będzie do końca albumu. Radosne utworze przeplatają się ze smutnymi (“Sztany katana”, “Ostatnia piosenka”). Choć panowie z Vavamuffin nie ograniczają się w żonglowaniu emocjami tylko do zamieszczania obok siebie zróżnicowanych piosenek. Oni w obrębie jednego numeru są w stanie w niebywale radosną pieśń wpleść tekst, któremu daleko do optymizmu (gorzkie “Bambuko” czy “Rzeka”). Zresztą teksty są tu osobną wartością. Uliczna poezja miesza się z politycznymi obserwacjami, socjologicznym zacięciem, ale i czystą afirmacją życia, spełniania marzeń i prostymi radościami dnia codziennego.
Piękna jest to płyta. Eklektyczna – Vavamuffin zabierają nas na wycieczkę przez niema wszystkie style muzyczne od rocka, przez funk, disco, reggae po knajpiane ballady. Kapitalnie wyprodukowana – ten album po prostu brzmi. Klarownie, pomysłowo z lekkim retro posmakiem.
To już trzynasty rok jak Vavabus mknie. Słuchając tego albumu nie mam żadnych obaw o przyszłość tego pojazdu. Stan techniczny znakomity. Pomysłów na nowe trasy co niemiara. Jest dobrze. Nawet bardzo dobrze. To teraz czekamy na nowy album.

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz