Metal Mind Productions
Muzyka

The Kindest of Deaths

Powracają. Tym razem – i z nowym krążkiem „The Kindest of Deaths”, i z firmowym piwem „The Kindest of Ales”. Tego drugiego jeszcze nie znam, ale zapewniam Was, że płyta wcale znów taka „kindest” nie jest. I dobrze. Świat by się kończył, gdyby J.D. nagrali „miłą” płytę…

Choć trzeba sobie powiedzieć otwarcie: J.D. Overdrive się zmienia. „The Kindest of Deaths” to album mroczniejszy, cięższy i bardziej rozwrzeszczany niż oba poprzednie. Jeśli więc marzyliście żeby to, co panowie zaprezentowali ostatnio na „Fortune Favors the Brave” zostało dociążone brzmieniowo i zagrane z jeszcze większym wkurwem – Wasze marzenia właśnie się spełniły. Jeśli natomiast dawka ciężaru i brutalności odmierzona na ostatnim krążku wydawała Wam się idealna – cóż, nowa muzyka J.D. pewnie wciąż Wam się będzie podobać, choć pewnie nie aż tak jak ostatnio. Bo jeśli kiedyś porównywano granie grupy do stylu uskutecznianego chociażby przez Black Label Society, to dziś bliżej katowiczanom do takiego Down albo Crowbar, czyli czołowych „wesołków” południowoamerykańskiego grania.

Począwszy od instrumentalnego „Wreckage, Part I”, który stacza się na nas niczym bezzałogowy walec drogowy, reguły gry są tu mniej więcej jasne: albo damy się muzykom J.D. Overdrive zrównać z asfaltem, albo wynocha. Ale kto by chciał uciekać skoro tak tu ładnie ponuro i depresyjnie, prawda?

Chociaż niektórym riffom gitarowym nie brak dawnej skoczności – patrz: przepiękny, muskularny „Crippled King” albo uroczo chimeryczny „Lesser Evil” – to przede wszystkim rządzi tu wszechobecny groove (spróbujcie nie poddać się magnetycznej sile takich numerów, jak „Wreckage, Part II”, „A Painful Reminder”, czy zwłaszcza tytułowego, 10-minutowego monstrum) i bezlitosna wokalna chłosta (posłuchajcie tylko opętańczych krzyków z finału „Lesser Evil”, a zrozumiecie o co chodzi!). Ale, co ważne, panowie z J.D. Overdrive nie zapominają też, aby od czasu do czasu wpuszczać w swoje przemroczne kompozycje odrobinę powietrza i światła – stąd też w nowym repertuarze takie zwiewne cudeńko, jak „Seeds and Stones”, a z kolei mój ulubiony punkt programu zatytułowany „Dull Knives and Dead Friends” rozpoczyna się od wolnego, klimatycznego wstępu. Bo łoić bez opamiętania przez całe 50 minut to sobie mogą dzikusy; w przypadku J.D., łojenie to wciąż nadzwyczaj dobrze przemyślana sztuka.

Słowem: „The Kindest of Deaths” to kolejne porządne dzieło sygnowane nazwą „J.D. Overdrive”. Mroczne i wciskające w fotel, choć może nie tak rewolucyjne jak znakomity poprzedni krążek. Najlepiej słuchać z piwem „The Kindest of Ales” w dłoni… Tak przynajmniej pozwalam sobie strzelić – bo skoro tak chłopaki dbają o swoją muzykę, to chyba byle jakiego piwa też by nie nawarzyli?

Kategorie
Muzyka
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″. Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz