Muzyka

So You Wannabe an Outlaw – Steve Earle kontra Sons of Anarchy [recenzja]

Tęskniliście za „Synami Anarchii”? Steve Earle najwyraźniej także, bo właśnie wydał album, który mógłby zupełnie śmiało posłużyć za muzykę do kolejnego sezonu opowieści o niepokornych i wyklętych motocyklistach.

Ubiegły tydzień w brytyjskiej prasie muzycznej upłynął pod znakiem intrygujących wyznań sześćdziesięciodwuletniego gwiazdora country-rocka. A to opowiadał, że żona odeszła od niego, dla młodszego, głupszego i mniej utalentowanego wokalisty, a to obrażał Noela Gallaghera, twierdząc, że jest najbardziej przereklamowanym kompozytorem w historii rocka. Kto jak kto, ale Earle na takie słowa może sobie pozwolić. Jest bowiem jednym z najwybitniejszych żyjących autorów piosenek, a jego utwory grali najwięksi – od Waylona Jenningsa zaczynając, przez Willie Nelsona, na Johnnym Cashu kończąc.   

Solową karierę jako muzyk zaczął stosunkowo późno, bo dopiero w latach 80. Miał tweedy blisko trzydzieści lat (gdy miał czternaście uciekł z domu, by dołączyć do ekipy Townesa van Zandta) i w branży country uchodził za wielki talent i indywiduum. „So You Wannabe an Outlaw” to jego siedemnasty album. I zupełnie słusznie – opisywany jako jeden z najlepszych.

Płytę otwiera kompozycja tytułowa – gitarowa utrzymana w średnim tempie wyliczanka o korzyściach (czy raczej ich braku) płynących z życia banity. – Więc chcesz zostać banitą/mówisz o wolności/ale nikt nie chce tak naprawdę zostać sam.  I tak do końca. Każda piosenka na płycie to gorzkie rozliczenie z amerykańskimi mitami i życiem na krawędzi. Bohaterowie Earle’a szukają miłości („Looking for a Woman”), dumają nad końcem związków i uczuć („This Is How it Ends”), spacerują pustymi ulicami Los Angeles („Walking’ in LA”) a wreszcie czule żegnają zmarłych (kapitalne „Goodbye Michealangelo”). W tle oczywiście nie mogło zabraknąć pustych autostrad i dróg donikąd („Sunset Highway”).

Muzycznie Earle balansuje tu na pograniczu bluesa, country-rocka zmieszanego z odrobiną folku. Mamy tu i ładne duety (świetny z Mary Lambert), skrzypce, odrobinę honky tonka i muzyki rodem z zapomnianych barów znajdujących się na zapomnianych przez Boga bezdrożach.  Co istotne – Earle nie tylko napisał tu poruszające teksty, ale każdy z nich połączył z wpadającymi w ucho melodiami. W efekcie powstała płyta, która powinna rozbujać serca i nogi nawet impregnowanych na amerykańską muzykę. No i na sto procent zaraz piosenki te wylądują w jakimś serialu o motocyklistach, albo innych balansujących na granicy prawa indywidualnościach.

So You Wannabe an Outlaw, Steve Earle, Warner Music 2017. Ocena: 80%

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz