Universal Music
Muzyka

Postcards from Paradise

Ringo Starr zdaje się nie przejmować upływającym czasem i w wieku 74 lat wydaje swój osiemnasty solowy album – nieszczególnie odkrywczy, ale za to szalenie sympatyczny.

 

 

 

Niektórzy mówią, że „nie był najlepszym perkusistą nawet wśród Beatlesów” (zdarzało się tam w końcu bębnić McCartneyowi…), ale potraktujmy tego typu gadanie jako niegroźną złośliwość. Bo choć Starr nigdy za swoim zestawem perkusyjnym nie szalał, to w przypadku piosenek Wielkiej Czwórki jego ascetyczny styl sprawdzał się idealnie – i sprawdza się idealnie również na jego najnowszym krążku zatytułowanym „Postcards from Paradise”, w nagrywaniu którego pomogli sławnemu muzykowi m.in. Joe Walsh, Dave Stewart, Peter Frampton czy Glen Ballard. Tę efektywność stylu Starra słychać znakomicie już w otwierającym materiał utworze „Rory and the Hurricanes”, gdzie perkusista wspomina tytułowy zespół, z którym święcił tryumfy jeszcze przed dołączeniem do Lennona, McCartneya i Harrisona, dbając o podkreślenie swojej roli w tamtej ekipie, zarówno za sprawą krótkiego popisu na bębnach, jak i w warstwie tekstowej (popis następuje po słowach: „I played the drums like I always do”, wyśpiewanych jakby ze wzruszeniem ramion). Wypada to i porywająco, i bezpretensjonalnie. No ale – to przecież właśnie cały Ringo Starr. Nawet jeśli nie każdy poważny krytyk muzyczny zechce to przyznać.

 

Co prawda w jednej z nowych piosenek artysta śpiewa, że „patrzy przed siebie, a nie wstecz” („Not Looking Back”), ale szczerze mówiąc, nijak ma się to do prezentowanej tutaj muzyki. Począwszy od uroczo sikstisowego „Rory and the Hurricanes”, przez kłaniający się kompozycjom Beatlesów utwór tytułowy, po pop-rockowe przeboje polane brzmieniowym lukrem rodem z lat 80. w rodzaju „Bridges”, „Right Side of the Road” czy „Bamboula”, ten album to sentymentalna podróż przez trzy najważniejsze dekady w artystycznym życiu tego muzyka. Siłą rzeczy, trudno znaleźć na „Postcards from Paradise” cokolwiek nowego czy choćby delikatnie zaskakującego, ale… czy to naprawdę ważne skoro otrzymujemy około 40 minut pozytywnej, budzącej do życia muzyki z miłymi dla ucha beatlesowskimi naleciałościami?

 

Fakt, spośród jedenastu zebranych tutaj kawałków łatwo wyróżnić i kilka zdecydowanie najciekawszych („Rory and the Hurricanes”, tytułowy, a także zaraźliwie skoczny „Island in the Sun” czy nieco mroczniejszy niż reszta materiału „You Bring the Party Down”), i parę mniej imponujących niż reszta („Touch and Go”, „Bamboula”), ale ogólne wrażenie obcowania z „Postcards from Paradise” jest więcej niż pozytywne – choć aby takie wrażenie odnieść, trzeba być oczywiście zakochanym w tego rodzaju retro-muzykowaniu. No i nie oczekiwać od Starra solówek perkusyjnych w stylu Buddy’ego Richa czy Neila Pearta…

Kategorie
Muzyka
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz