Bella Union
Muzyka

Oczy Mlody – język polski kontra jednorożce [recenzja]

Na swoim czternastym albumie The Flaming Lips przenoszą polszczyznę do krainy jednorożców, polowań na wróżki i żab o oczach demonów. A to wszystko przez jedną, przypadkowo kupioną książkę.

Ta historia pojawia się w każdej recenzji z „Oczy Mlody”, ale powtórzyć ją trzeba. A zatem po kolei. Wszystko zaczęło się od wizyty w antykwariacie, w którym lider Flaming Lips, Wayne Coyne wypatrzył polskie tłumaczenie powieści Erskine’a Caldwella. Coyne, mimo że nie zna słowa po polsku, został oczarowany tym nasz język brzmi… a potem się stało. Nowa płyta gigantów współczesnej psychodelii otrzymała polski tytuł, a na liście piosenek pojawiły się rodzime słowa.  Może i nie jest to nic wielkiego, ale trzeba uczciwie przyznać – miło się na sercu robi, kiedy na wszystkich największych portalach internetowych na świecie na głównych stronach pojawia się fraza „Oczy Mlody”. Ale jeszcze milej robi się po wysłuchaniu płyty. Bo „Oczy Mlody” to nie tylko fajna historia z polskimi słowami w tle – to przede wszystkim znakomity psychodeliczny album.

Flaming Lips to jeden z tych zespołów, które albo się kocha, albo nienawidzi. Od początku swojego istnienia (rok 1983) podróżują własnymi muzycznymi ścieżkami, nie oglądając się na mody i to co sądzą krytycy. Dla Coyne’a i ekipy najważniejsza zawsze była muzyka. Im bardziej odjechana, im bardziej ich, tym lepsza. Na „Hit to Death In The Future Head” potrafili wrzucić półgodzinną kompozycję (a przy tym opóźnić premierę o rok, czekając na zgodę na użycie maleńkiego sampla), przy premierze „Zaireeka” zmusić studio do wydania płyty w czterokompaktowych zestawach (słuchacze mieli odpalać cztery płyty równocześnie, żeby odkryć prawdziwe brzmienie albumu), śpiewać o statkach kosmicznych, zagubionych dziewczynkach i – uwaga – także brudnym świecie polityki. Bo tacy już są panowie z Flaming Lips. Wymyślają. Kombinują. Bawią się formą, materią, ale przy tym nigdy nie tracąc kontaktu tak ze słuchaczem, jak muzyką którą grają.

„Oczy Mlody” to kolejna niezwykła podróż do świata wyobraźni Wayne’a. Pozornie wszystko o czym śpiewają jest absurdalne i dziwaczne. Bo jak traktować poważnie opowieść o bogaczach organizujących imprezy z jednorożcami o purpurowych oczach („There Should Be Unicorns”), historie po polowaniu na wróżki („One Night While Hunting for Faeries and Witches and Wizards to Kill”) czy słuchaniu demonicznych żab („Listening to the Frogs with Demon Eyes”). Ale bez obaw – pod płaszczykiem absurdalnych tekstów, kryje się drugie dno. A Coyne i ekipa po raz kolejny wdziewając szaty neurotycznych komentują współczesną politykę, ponurą rzeczywistość i świat pozbawiony uczuć.

Wszystkim tym dywagacją towarzyszy równie niezwykła muzyka, w której słuchać zarówno wpływ wczesnych Pink Floyd (tych z Sydem Barrettem), The Velvet Underground i melodii Johna Lennona. Z tym że przepuszczonych przez współczesną muzyczną wrażliwość. A zatem na „Oczy Mlody” retro psychodelia spotyka się z psychodelią elektroniczną, bitami ale i… muzyką etniczną a nawet jazzem. W efekcie powstała płyta niebywałej urody. Płyta, która oferuje tyle, że odkryć wszystkie jej niuanse po dniu słuchania nie sposób. Ładnie się ten rok zaczął. Ładną psychodelią. Czego chcieć więcej…

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz