Muzyka

MIS-AN-THROPE – przekuć wściekłość w muzykę [recenzja]

Kiedy ledwie kilka dni temu świat obiegła szokująca wiadomość o samobójczej śmierci Chestera Benningtona, wychowani na nu-metalu fani zostali w jakimś stopniu sierotami. Na pocieszenie naszych złamanych serc pozostaje fakt, że wciąż jest kilka zespołów, chcących i przede wszystkim potrafiących podążać wyznaczoną niegdyś przez Linkin Park ścieżką. Debiutancki album Amerykanów z DED, to najlepszy tego przykład.

Ja z szeregu zachwycających się krążkiem bynajmniej wyłamywać się nie zamierzam. Tak naprawdę już otwierający go „Architect” krzyczy wszem i wobec do uszu słuchacza, że będzie to coś bardziej niż dobrego. Jest agresywnie (Get up and fuckin’ GO! wykrzyczane przez Joego Cotelę na start, to instant zapewnienie większego ciśnienia krwi w żyłach) i kiedy trzeba, melodyjnie – ale przede wszystkim od początku czuć, że wszystko tu „chodzi” ze sobą bezbłędnie i żaden dźwięk nie jest nieprzemyślany.

Dalej mamy utrzymujący osiemnastą pozycję na liście „US Mainstream Rock” singlowy „Anti-Everything” z niebywale wpadającym w ucho refrenem, którego teledysk wyreżyserował Fred Durst (tak, to ten pan z Limp Bizkit), „Dead to me” i przede wszystkim „FMFY” których teksty mogłyby w zasadzie stanowić podsumowanie kierunku jaki wskazuje nam album – panowie są porządnie wkurwieni (i bardzo dobrze!) i nie przebierają w słowach, ale zamiast utyskiwać nad zastanym porządkiem świata, proponują rewolucję. Nie trzeba wspominać, że dawka adrenaliny jest przy tym olbrzymia, a że styl DED to fuzja tego, co znamy z najlepszych kawałków nie tylko wspomnianego na wstępie Linkin Park, ale i Korna, Limp Bizkit a nawet Slipknota, to słucha się tego z niebywałą przyjemnością.

Z kawałków które wywarły na mnie szczególnie dobre wrażenie jest jeszcze „Remember the Enemy”, „Hate Me” i zamykająca całość piękna ballada „Beautiful”. Trzeba jednak przyznać, że album po prostu świetnie wypada jako całość, a bardziej agresywne kawałki płynnie przeplatane są tymi lżejszymi.

I tak oto mija niecałe czterdzieści minut spędzone z debiutancką płytą Amerykanów. Czy jest tak dobrze, jak to zagraniczni recenzenci piszą? Szczerze mówiąc, może nawet i lepiej. „MIS-AN-THROPE” to taki album, który powinien stanowić obowiązkowe wyposażenie zabierane ze sobą na siłownię, z powodzeniem zastępujące energetyki wszelakie. Masa energii, przynajmniej kilka refrenów które siedzą w głowie jeszcze kilka godzin po ich odsłuchaniu i świeżość – oj mam wrażenie, że o DED usłyszymy jeszcze nie raz.

 MIS-AN-THROPE. Wykonawca: DED. Suretone Records, 2017. Ocena końcowa: 90%

Kategorie
Muzyka
Maciej Bachorski

Rocznik '87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu "Obcego", "Cosia" czy "Ukrytego Wymiaru", rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w "Nowej Fantastyce", a także w serwisach "Horror Online", "Szortal" (audiobook "Reguła Rothmana"), "Niedobre Literki" i "film.org.pl". Z "Dziką Bandą" związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz