Muzyka

Legorock

 

Legorock, Power of Trinity, MJM Music PL 2014.

 

Power of Trinity to obecnie jedna z najciekawszych grup w naszym kraju, która nie dość, że potrafi porazić garścią superchwytliwych kawałków, to do tego robi to bez niepotrzebnego napinania się, na totalnym luzie i w przeciwieństwie do wielu krajowych konkurentów nie osłabia wyrazu swojej muzyki poprzez opatrywanie ich idiotycznymi tekstami.

 

Trzeci album Power of Trinity, „Legorock”, trwa niewiele ponad 30 minut, ale nie jest to wcale wada tego wydawnictwa. Jasne, jest w modzie, aby pakować na płytę tyle muzyki, ile wejdzie, ale akurat Łodzianie stawiają na jakość, a nie ilość, dzięki czemu ich nowe dzieło to zbiór jedenastu krótkich (zwykle 2-3-minutowych) i zwartych numerów, które składają się na doskonale przemyślaną całość. I nawet nie próbujcie podejrzewać ich weny twórczej o zniżkowanie – bo choć mieli przygotowanych parę utworów więcej (jeden z nich grali już nawet na koncertach), to zdecydowali się wybrać te, które złożą się na najdoskonalszy album. I misję wykonali bezbłędnie bo „Legorock” to bez wątpienia jedna z najlepszych rockowych płyt, jakie w tym roku pojawiły się na rynku.

 

Siłą grupy są kawałki skoczne i chwytliwe, ale zagrane z odpowiednim pazurem – i one stanowią także większą część nowego materiału. Takie numery jak „Poniedziałek”, „Silly” albo „Show Me How You Rock” po raz kolejny dowodzą, że panowie z Power of Trinity mają łapę do komponowania rzeczy, które nawet największych leniwców poderwą z wygodnych foteli – po prostu nie sposób się przy nich choć trochę nie pogibać! Pojawia się tu też jednak kilka momentów zwolnienia tempa i zadumy – jak w świetnej „Sumie ran”, czy szczególnie ascetycznym finałowym „Heart Matter” – i w nich również zespół odnajduje się znakomicie. Mniej tu może niż wcześniej grania w stylu reggae, ale parę tego typu smaczków jednak się pojawia (np. znakomite, zaangażowane tekstowo „Oko”), a śpiew Jakuba Koźby jest wyraźnie nacechowany tego właśnie rodzaju estetyką.

 

 

Co jeszcze wyróżnia Power of Trinity spośród innych polskich rockgrup? Przede wszystkim – pozytywne przesłanie. Co prawda na nowej płycie muzycy nie zawsze uderzają w tony hurraoptymistyczne – patrz: „Poniedziałek”, „Suma ran” czy „Gorzki ja” – ale nawet z tych ich smutniejszych numerów bije potężna pozytywna energia. A jak wiadomo, u nas albo gra się „mroczno, smutno i poważnie” albo znów stacza się w trudną do zniesienia, przesłodzoną afirmację życia. Power of Trinity w rewelacyjnym stylu wypełniają lukę między tymi dwoma ekstremami.

 

 

 

Kategorie
Muzyka
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz