Milan Records/Nat Geo
Muzyka

Hell or High Water/Mars – Nick Cave w kosmosie (i nie tylko) [recenzja]

Dwie ścieżki dźwiękowe skomponowane przez Nicka Cave’e i Warrena Ellisa do dwóch zupełnie innych filmów. Pierwsza zabiera nad na wycieczkę na duszne amerykańskie Południe, druga w kosmos. Łączy je jedno – obie są kosmicznie dobre.

Kiedy kilka tygodni temu pisałem o najnowszym albumie The Bad Seeds, nie wiedzieć, czemu zupełnie zignorowałem fakt, że to trzecia płyta, jaką w tym roku wydał już Cave. Tyle, że dwie wcześniejsze to ścieżki dźwiękowe do tak różnych od siebie filmów, jak to tylko możliwe.

„Hell or High Water” westernowe noir autorstwa Davida MacKenzie (pan, który dał nam znakomitego „Młodego Adama”) to małe arcydzieło gatunku, o którym pewnie pisać będę więcej niebawem. Stworzona na jego potrzeby przez Cave’a i Ellisa (etatowy współpracownik i przyjaciel Nicka) zabiera nas na dźwiękową wycieczkę w głąb mrocznego amerykańskiego Południa. Drugi krążek opuszcza Ziemię i naszą atmosferę, albowiem obaj panowie na zamówienie National Geographic napisali muzykę do najdroższego serialu zrealizowanego przez tę telewizję, czyli „Marsa”. Obie płyty, zatem zawierają muzykę do zupełnie innych gatunkowo obrazów i obie świetnie się w tych gatunkach sprawdzają.

O ile muzyki do filmu MacKenziego zupełnie się nie obawiałem, bo Cave nie raz już udowadniał, że kapitalnie czuje noirową narrację, tak muzyki do czystej fantastyki już tak. Jak się okazało niepotrzebnie. Ale o tym za chwilkę. Najpierw pozostańmy na sekundę na Południu.

„Hell or High Water” to album, na którym autorskie kompozycje duetu przeplatają się z wybranymi przez nich do filmu piosenkami. Mamy, zatem tu hipnotyzujące, mroczne instrumentalne kompozycje jak choćby „Robbery” czy „Mountain Lion Mean”, które łączą się z kapitalnymi numerami country – od kanonu, czyli Waylona Jenningsa, po objawienia w rodzaju Coltera Walla. Całość zaś to świetna, klimatyczna płyta, której zupełnie śmiało można słuchać w oderwaniu od filmu. Czytając dla przykład takie „R.I.P.” Czubaja.

„Marsa” się bałem. Ale jak się okazuje – niesłusznie. Otwierające (uzupełnione o wokalizy Cave’a) „Mars Theme” udowadnia, że nie ma gatunku filmowego, do którego muzyka duetu by nie pasowała. Cave i Ellis tym razem postawili na muzykę chwilami zimną i zdehumanizowaną, ale idealnie oddającą klimat serialu opowiadającego o podróży na Marsa. Więcej tu elektroniki i plam dźwiękowych niż na „Hell…”, ale ten wybór nie dziwi – to idealnie wpisują się w klimat całości.

Jeśli emocjami towarzyszącymi słuchaniu „Hell…” są wściekłość, smutek i desperacja, tak „Mars” to przede wszystkim samotność i emocjonalny chłód. A obie kompozycje, w których śpiewa Cave zupełnie śmiało mogłyby się znaleźć na „Skeleton Tree”.

Reasumując – dwie świetne ścieżki dźwiękowe. Idealne na naciągającą zimę i długie noce. Zaopatrzyć teraz trzeba się w sporą ilość przygnębiających lektur. I może małą paczuszkę żyletek.

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz