Muzyka

Gargoyle – Mark Lanegan, człowiek, który momentami potrafi się uśmiechnąć [recenzja]

Osiemnastego lutego 2015, wstaję rano i udaję się do kuchni. Sięgam po kubek z kawą, a następnie biorę szybki prysznic. Jest zimno. W samo południe jadę samochodem do warszawskiej Progresji. Za 30 minut mam wywiad z Markiem Laneganem. Rozmowy z muzykami mnie nie stresują, ale tym razem nie wiedziałem czego się spodziewać. Dotarłem, przechodzę przez kilka korytarzy, a po drodze witam się z wieloma nieznanymi mi twarzami. Zatrzymuję się. Z pokoju wyłania się prawie dwumetrowa sylwetka, która zmierza w kierunku szwedzkiego stołu. Jeśli miałbym opisać wygląd Marka to do głowy przyszło mi jedno określenie – Lurch z Rodziny Adamsów. Wywiad zajął nam około 20 minut. Lanegan opowiadał mi o tym jak dojeżdżał autobusami do Seattle by kupić płyty zespołów, których nie można było usłyszeć w radiu. Chwalił swojego przyjaciela Grega Dulliego – obiecał, że nagrają wspólnie kolejną płytę. Na końcu wyznał swoją wielką miłość do grupy Massive Attack. Tego dnia miał naprawdę dobry humor, może dlatego, że nie powielałem pytań dotyczących jego znajomości z Kurtem Cobainem i działalnością w zespole Screaming Trees. Wieczorem wróciłem do Progresji na koncert promujący album ”Phantom Radio”. Prócz nowych kawałków nie zabrakło także coverów Soulsavers i The Twilight Singers. Bawiłem się świetnie.

Ponad 2 lata później Mark Lanegan wrócił do Warszawy z premierowym elektronicznym materiałem ”Gargoyle”. Tym razem Marka zobaczyłem dopiero na scenie w Proximie. Koncert rozpoczął od ”Death’s Head Tattoo”. To bardzo dynamiczny kawałek oparty na mocnych, świdrujących liniach basu. Nie zabrakło wpadającego w ucho ”Nocture”, w którym muzyk raczy nas swoim mrocznym i głębokim głosem. ”Sister” to ballada przypominająca nam o nieco smętnej naturze artysty. Na koncercie ku mojej uciesze nie zabrakło także „Emperor”. Na albumie za chórki odpowiada Josh Homme. Gwarantuję, że po pierwszym przesłuchaniu będziecie nucić ten kawałek pod nosem. Całe show skradło jednak minutowe ”Bombed” pochodzące z krążka ”Bubblegum”. Piękna nieco barowa piosenka, skłaniajca do refleksji – koncert odbył się 11 listopada, może potrzebowałem deliaktnego wyciszenia.

Mark Lanegan od wielu lat nie schodzi nigdy poniżej pewnego poziomu. Facet uwielbia eksperymentować i kolejny raz nagrywa materiał przepełniony elektronicznym brzmieniem.

Album ”Gargoyle” ma jednak pewną wadę. Poszczególnych kawałków idealnie słucha się podczas koncertu, natomiast cały materiał nieco męczy gdy odpalimy go leżąc na kanapie.

Gargoyle. Mark Lanegan. Heavenly 2017
7
Gargoyle. Mark Lanegan. Heavenly 2017
Kategorie
Muzyka
Mariusz Stelmaszczyk

Dziennikarz radiowy. Przez ponad trzy lata współtworzył program i podręcznik dla prawdziwych muzycznych buntowników (Leksykon Buntowników). Prywatnie miłośnik flanelowych koszul, trampek, rozczochranych włosów i piłki nożnej w angielskim wydaniu. Wolne chwile spędza z Charlotte Gainsbourg, Jimem Jarmuschem oraz Tomem Waitsem. Od kilku lat dzieli się ze słuchaczami legendami i anegdotami ze świata popkultury na antenie Radia Roxy, a następnie Rock Radia.

Komentarz
  • coldMolly
    2 grudnia 2017 at 11:57
    Skomentuj

    Trzeba wspomnieć dodatkowo, że koncert w Proximie uświetniła bardzo dobra wokalistka, partnerka Marka – Shelley Brien. Towarzyszyła mu przy kilku utworach, między innymi właśnie przy Bombed, które bez niej zdecydowanie nie byłoby tak magiczne. Wykonywała też partie wokalne PJ Harvey w Come To Me. A to bardzo zmysłowy kawałek wart usłyszenia na żywo… Z pewnością nie mielibyśmy ku temu okazji, gdyby Mark nie postanowił zabrać Shelley w trasę.
    A tutaj ani jednego słowa o niej! :))

  • Dodaj komentarz