Muzyka

Fuzz – Porcja siarczystego rocka [recenzja]

Piotr Łukaszewski, gitarzysta znany z takich grup jak IRA, TSA Evolution, KarmaComa czy Ptaky, nareszcie serwuje fanom swój najnowszy krążek, tym razem nagrany pod szyldem Fuzz. Trzeba było na niego czekać kilka dobrych lat – ale za to nie jest to zbiór przypadkowych kompozycji tylko solidna, dobrze odmierzona porcja siarczystego rocka na bardzo wysokim poziomie.

Kiedy niedawno opublikowano w Internecie kolejny utwór z debiutanckiego krążka Fuzz, „Pierwszy krok”, pojawiły się głosy, że jest on zbyt „lajtowy”. Przyznam szczerze: sam też tak pomyślałem. Po wcześniej prezentowanych numerach – jak „W czarno-białym” czy „Nadchodzi czas” – brzmiał on zbyt zachowawczo, brakowało mi tego nerwu, który od samego początku kojarzyłem z nową grupą Łukaszewskiego. Ale spokojnie: „Pierwszy krok” to jednak wyjątek od reguły, zdecydowana większość materiału zarejestrowanego na albumie „Fuzz” żre jak należy.

[quote align=’right’]Wokalista Piotr Łuba momentami wypluwa z siebie diabła, a gitarzysta Piotr Łukaszewski wgniata riffami w posadzkę.

Na dzień dobry dostajemy na przykład trzęsące się od zduszonej wściekłości „Zatrute słowa”, gdzie wokalista Piotr Łuba – tak delikatnie śpiewający we wspomnianym „Pierwszym kroku” – próbuje udowodnić, że nadałby się i do jakieś czczącej rogaciznę metalowej kapeli, natomiast Łukaszewski przypomina nam, jak mocarne dźwięki potrafi wydobyć ze swojej gitary. Albo weźmy taki „Pod prąd”, niesiony neo-punkową energią (skojarzenia z Green Day jak najbardziej uzasadnione), w którym zespół w zaledwie trzy minuty dostarcza słuchaczom wszystkiego, co niezbędne: skondensowanej energii, krzykliwych zwrotek, chwytliwego refrenu i pozytywnego przesłania („Naucz się chwytać dzień/otwórz oczy, zacznij żyć”). Pięknie grzeją też takie numery jak „Wróg”, „Ziarno” i „Nadchodzi czas”, nie mówiąc już o finałowym, najbardziej klimatycznym i najdłuższym na płycie „Siedem”, gdzie Łuba momentami znów wypluwa z siebie diabła, a Łukaszewski wgniata riffem w posadzkę (tu brawa zresztą również dla mocarnej sekcji rytmicznej Jan Galbas/Łukasz Kumański), a później poprawia jeszcze fantazyjną solówką. Nie miałbym nic przeciwko temu żeby w przyszłości zespół poszedł właśnie w kierunku, jaki wyznacza morderczy „Siedem” – znakomita rzecz!

Najspokojniejsze kawałki – a więc oprócz „Pierwszego kroku” jeszcze „Petotonia” – nie robią aż takiego wrażenia jak te najostrzejsze, ale przynajmniej dają chwilę oddechu przed kolejnym potężnym uderzeniem. A z kolei takie kompozycje jak „W czarno-białym”, „Nadzieja umiera ostatnia” i „Jest mniej” stanowią udane połączenie fragmentów bardziej relaksujących z konkretną gitarową zawieruchą. I tylko szkoda, że niektóre teksty sprawiają wrażenie niedopracowanych, czasem do tego stopnia, że zmuszają wokalistę do eksperymentalnego akcentowania niektórych wyrazów. Ja wiem, że w polskiej muzyce zdarza się to dość często, ale kiedy pojawia się grupa tak utalentowana jak Fuzz, chciałoby się jednak żeby wszystko grało idealnie.

Kategorie
Muzyka
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″. Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz