Muzyka

Dom

Dom, Gienek Loska Band, Sony Music Polska 2013

Gienek Loska to na pewno jeden z najsympatyczniejszych zwycięzców naszych niesławnych telewizyjnych „talent shows”, ale jednak podbicie serc tysięcy telewidzów, a nagranie dobrej płyty to dwie bardzo różne rzeczy. Dowodem na to może być debiutancki album Gienek Loska Band, czyli wydany w 2011 r. „Hazardzista”. Nasz dzielny wokalista próbował wówczas zadowolić jak największą część swojego elektoratu, tworząc w efekcie pozbawioną spójności płytę-koncert życzeń, która oprócz typowych dla niego numerów blues-rockowych zawierała m.in. duet z Maciejem Maleńczukiem oraz białoruską pieśń ludową. Na szczęście drugi krążek grupy Gienka zatytułowany „Dom” nie sprawia już tak bałaganiarskiego wrażenia i można go z przyjemnością słuchać od początku do końca. No – prawie od początku do końca.

To może najpierw o tych słabszych momentach „Domu”, żebyśmy już je mieli z głowy. Otwierający płytę Dżemopodobny kawałek „Jak długo” niby nie jest zły, ale chciałoby się żeby na dzień dobry Gienek z kolegami jakoś zaznaczyli swoją odrębność albo chociaż sponiewierali nas czymś wysokoenergetycznym, a tymczasem serwują nam zachowawczą, pozbawioną własnego charakteru pieśń, która szybko zaczyna się nudzić. Jeszcze marniej wypada niemiłosiernie wyjęczany niemenowski cover „Jednego serca” – no ale to jedna z tych piosenek, za interpretowanie których chyba w ogóle nikt nie powinien się brać. I nawet jeśli łatwo można sobie wyobrazić, że w głosowaniu telewizyjnych ekspertów to pełne dramatyzmu wykonanie Gienka Loski otrzymuje „3 razy TAK”, to na płycie, której chcielibyśmy przecież słuchać wielokrotnie już jednak drażni. I to mimo naprawdę udanych solowych partii gitary i organów Hammonda.

Na szczęście dużo lepiej wygląda sprawa pozostałych ośmiu autorskich kompozycji zespołu oraz kolejnej nagranej tutaj przeróbki, czyli „It’s a Man’s Man’s Man’s World” Jamesa Browna. Ten drugi utwór, w przeciwieństwie do „Jednego serca”, został zaśpiewany bez specjalnego napinania się, a panowie instrumentaliści po raz kolejny dowiedli w nim, że nie brak im talentu. Na jeszcze większe wyróżnienie zasługuje jednak oparty na żwawym riffie gitarowym „Ja i ty” z popisowym śpiewem Gienka i ładnym solem na harmonijce ustnej, a także chwytliwa, niemogąca narzekać na niedobór feelingu kompozycja tytułowa. Zastanawia tylko dlaczego zespół składający się z tak utalentowanych muzyków przycina większość utworów do bezpiecznych, przyjaznych radiu trzech/czterech minut, zamiast trochę więcej sobie poszaleć i poimprowizować. Szczególnie boli to w przypadku niesionego na dziarskich dźwiękach gitary „Nic więcej się nie liczy”, który urywa się dokładnie w tym momencie, w którym powinien się zacząć rozkręcać. No ale jeśli już narzekam, że coś jest za krótkie, to znaczy, że naprawdę musiało mi się podobać.


Kategorie
Muzyka
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz