Muzyka

Django Unchained OST

Django Unchained OST, Mercury Records

Robert Ziębiński wręczając mi tę płytę do recenzji z uśmiechem stwierdził: „weź o tym coś napisz, bo jesteś gówniara, może będziesz miała coś mądrego do powiedzenia.” Dzięki. Najpierw się obruszyłam, co zrozumiałe, bo dwadzieścia cztery lata to nie w kaszę dmuchał, a poza tym nie rozumiałam jak wiek ma łączyć się z muzyką do nowego filmu Tarantino. Ale słuchając tego albumu nagle zrozumiałam – chyba chodziło mu o to, że należę do pokolenia, które wkraczając w tzw. dorosłość wchodziło w nią w rytm muzyki z „Pulp Fiction,” nie mając świadomości, że jest to muzyka z filmu.

Innymi słowy dla nas urodzonych pod koniec lat 80. muzyka z filmów Tarantino żyła już swoim życiem zupełnie niezależnym od filmu. Słuchając pod tym kątem „Django Unchained” można się rozczarować. Ten soundtrack nie przypomina ścieżki dźwiękowej z „Pulp Fiction” czy „Jackie Brown”. Nie ma tu jednoznacznych hitów jak „Girl, You’ll Be a Woman Soon”, „Son of a Preacher Man” czy „ Didn’t I (Blow Your Mind This Time)”. Całość nie układa się tak imprezowo jak krążek z  “Pulp Fiction”, ale to wcale nie znaczy, że Tarantino stracił muzyczny zmysł i nie potrafi układać fascynujących ścieżek dźwiękowych. Przeciwnie, potrafi, tylko z nimi stało się to samo co z jego kinem. Dojrzały. Już nie próbują budzić podziwu bezczelnością, a raczej przemyślaną konstrukcją i pomysłowością. Muzyka z „Django Unchained” może nie porwie do tańca moich rówieśników, ale na pewno da dużo radości, tym którzy lubią muzyczne koktajle Mołotowa, w których wymieszane są ze sobą melodie ze starych westernów, porywający soul (tak, Tarantino zamówił po raz pierwszy w swojej karierze nowe piosenki do filmu m.in. u Johna Legenda), soczyste dialogi i pop z lat 60. („I Got a Name” Jima Croce’a). Osobiście będę tej płyty słuchała wielokrotnie i z dużą radością. Jak pewnie i film obejrzę kilka razy, ale o nim zapewne Robert już mi nie da napisać.

 

Kategorie
Muzyka

Dodaj komentarz