Muzyka

Different Animals – wyczekiwany powiew świeżości [recenzja]

A więc stało się. Zasłużeni dla djentowej sceny, ale i nie bojący sie eksperymentować z różnymi muzycznymi stylami Amerykanie wraz z „Different Animals”, kolejny raz odpalili prawdziwy dynamit.

Volumes to jeden z tych zespołów który trudno zaklasyfikować do konkretnego podgatunku ciężkiego grania. Kojarzona zarówno z metalcore’em, groove i nu-metalem piątka muzykówz Los Angeles borykała się ze zmianą jednego z wokalistów – dotychczas odpowiedzialnego za czyste partie Michaela Barra zastąpił były frontman metalcore’owego „Bury Your Dead”, Myke Terry. Już choćby w związku z tym faktem, z „Different Animals” mogło być różnie – tego typu ruch zawsze powoduje wątpliwości co do ścieżki jaką zespół zdecyduje sie podążyć. Nie bardzo rozwiał je również nagrany z udziałem rapera Pouyi pierwszy singiel, „On Her Mind” – jak się jednak okazało, dalej było już tylko zdecydowanie lepiej.

Że w istocie jest cholernie dobrze, uświadomić można sobie po pierwszych kilkunastu sekundach otwierającego całość, stojącego w zgodzie z tytułem, sprawiającego wrażenie kontrolowanego chaosu „Waves Control”, który zaimponować już od pierwszych chwil potrafi tempem i rytmem. Brutalne, ocierające się o nu-metalowe naleciałości screamy Gusa Fariasa i ściana dźwięku to jedno, ale chyba jeszcze większe wrażenie robi wyśpiewany czystym wokalem nowego nabytku grupy refren, który nadaje całości iście eterycznego nastroju. Jest więc ciężko jak na Volumes przystało, ale dodatkowo w określonych partiach wyjątkowo klimatycznie.

Takie wrażenie utrzymuje się w miarę odsłuchiwania kolejnych utworów – „Finite” i „Feels Good” mogą śmiało uchodzić za najlepsze kawałki płyty, świadczące o wyjątkowo pożądanej umiejętności łączenia dwóch różnych wokalnych stylów. W gatunkach spokrewnionych z metalcore to co prawda nihil novi – tyle, że zrobienie tego na tyle dobrze, by znużeni kolejnymi wariacjami na ten temat słuchacze nie ziewali po kilkunastu minutach, to już całkiem osobna sprawa.     

Na tym zalety się nie kończą. Przede wszystkim błyszczy produkcja – przesterowane na djentowe brzmienia gitary brzmią wyjątkowo mięsiście, nie zagłuszając przy tym w żadnym stopniu perkusji. Mało? Co więc powiecie na rozsądną dawkę rapu i masę uzupełniającej całe to pandemonium elektroniki? Ba, na płycie znajdziemy również taki „Tide’s Change”, który jest jednym z bardziej nastrojowych instrumentalnych kawałków, jakie miałem przyjemność odsłuchać od długiego czasu.

„Different Animals” wygrywa różnorodnością – to mogący przekonać wszystkich niedowiarków dowód na to, że w gatunku wciąż da się zrobić coś równie świeżego, co nie tracącego siły uderzeniowej. Zdecydowanie jeden z najlepszych albumów tego roku i zarazem dla wszystkich zainteresowanych – kierunek którym warto podążać.

Different Animals. Wykonawca: Volumes. Fearless Records, 2017. Ocena końcowa: 90%

Kategorie
Muzyka
Maciej Bachorski

Rocznik ’87. Z usposobienia choleryk-melancholik. Pasjonat staroszkolnych horrorów science fiction w stylu „Obcego”, „Cosia” czy „Ukrytego Wymiaru”, rockowej/metalowej muzyki i miodowego Jacka Danielsa. Pisze od 2011 roku, głównie opowiadania z szeroko pojętego nurtu fantastyki i publicystykę. Publikował w „Nowej Fantastyce”, a także w serwisach „Horror Online”, „Szortal” (audiobook „Reguła Rothmana”), „Niedobre Literki” i „film.org.pl”. Z „Dziką Bandą” związany od października 2015 roku.

Dodaj komentarz