Muzyka

Delta Machine – Depeche Mode

Delta Machine, Depeche Mode, Sony Music

13 w karierze Depeche Mode płyta nie nosi bynajmniej oznak wpływu jakiegoś pechowego fatum. Po znakomitych, ale jednak nieco słabszych od rewelacyjnej „Ultry” (1997) albumach – „Exciter” (2001), „Playing the Angel” (2005) i „Sounds of The Universe” (2009) – trio z Basildon powraca do najwyższej formy. Zapowiedzi, że „Delta Machine” będzie stylistycznie czymś pomiędzy dwiema najlepszymi płytami DM – czyli „Violator’em” (1990) i „Songs of Faith and Devotion” (1993) – sprawdziły się wprawdzie tylko połowicznie (a to za sprawą nieco drażniącej, surowej maniery aranżacyjnej producenta Bena Hillera), ale efekt i tak jest porażający. Po 32 latach nagrać taką płytę – tego można życzyć każdemu zespołowi pod Słońcem.


Jest na tym albumie kilka utworów naprawdę wybitnych. Takich, które spokojnie można postawić w rzędzie z największymi hitami DM. Myślę o „Welcome to My World” (choć Hiller nieco przesadził tutaj z surowością, zwłaszcza na początku), singlowym „Heaven”, kapitalnym, odbijającym echo „Music for the Masses” (1997), „Broken”, ekspresyjnych „Soothe My Soul” czy „Secret to The End”, ale przede wszystkim o „Should Be Higher” – klasycznym kawałku DM, z kapitalną, melancholijną melodią, świetną aranżacją i posępnym tekstem traktującym, jakżeby inaczej, o bólu, niespełnieniu i miłości, a wyśpiewywanym przez Gahana z prawdziwą wokalną wirtuozerią. Świetnie brzmią także „Alone” i „Goodbye”. I nawet jeśli jest kilka momentów nieco słabszych – m.in. o przekombinowany nieco „Angel” i trochę zbyt patetyczny „My Little Universe” – to całość nie pozostawia wątpliwości: DM to ikona mrocznego, alternatywnego popu. W tej konkurencji od samego początku nie mają sobie równych. I wszystko wskazuje na to, że jeszcze długo nie będą mieli.

 

Kategorie
Muzyka

Dodaj komentarz