Muzyka

Dancer and the Moon

Dancer and the Moon, Blackmore’s Night, Frontiers Records 2013.

Gdyby obecny zespół Ritchiego Blackmore’a od początku nagrywał takie płyty jak ta, pewnie łatwiej by się nam było pogodzić z faktem, że na dobre opuścił Deep Purple. Na ósmym albumie Blackmore’s Night zminimalizowano bowiem dawkę kiczu i słodkości, z których od początku słynęła ta grupa, a w zamian dorzucono większą ilość gitarowych zagrywek, które z pewnością okażą się przyjazne dla uszu przyzwyczajonych do mocnego rocka.

Nikogo nie będę tu jednak oszukiwał: to, co Blackmore z żoną i przyjaciółmi nagrali na „Dancer and the Moon” nie jest bynajmniej graniem pod Deep Purple. To wciąż jakby ścieżka dźwiękowa do filmu ukazującego wzloty i upadki jakiegoś dzielnego średniowiecznego rycerza – ale w porównaniu z debiutem sprzed 16 lat, znacznie lepiej przemyślana, spójniejsza i po prostu oryginalniejsza. Można by się oczywiście czepiać, że takie utwory, jak zwiewny, instrumentalny „Minstrels in the Hall” czy czule wyśpiewany przez Candice Night „The Ashgrove” nie wnoszą do wizerunku grupy absolutnie nic nowego, ale po pierwsze – wstydu też na pewno grupie nie przynoszą, a po drugie – otoczone są całym mnóstwem naprawdę udanych i niejednokrotnie zaskakujących kompozycji. Takich, jak np. inspirowana rosyjskimi melodiami „Troika”; albo dedykowane zmarłemu klawiszowcowi Deep Purple, Jonowi Lordowi, „Carry On… Jon”, gdzie rozbrzmiewa oczywiście piękna partia organów; czy też delikatne „The Last Leaf” i „Somewhere Over the Sea (The Moon Is Shining)”, w których z kolei efektownie popisuje się wokalistka. Cieszy też dobór coverów, które zespół na swoje potrzeby interesująco zmodyfikował. Są to: otwierająca płytę piosenka Randy’ego Newmana „I Think It’s Going To Rain Today”, porywająca także w tej wersji kompozycja Uriah Heep „Lady in Black” (ze wstępem a la Jethro Tull) oraz magiczne „Temple of the King” z repertuaru Rainbow. Duch tego ostatniego zespołu obecny jest też zresztą w partiach gitary z dynamicznego „The Moon Is Shining (Somewhere Over the Sea)”.

Ta płyta to więc dowód na to, że Ritchie Blackmore wcale nie ma zamiaru całkowicie odcinać się od rockowych korzeni. Może nigdy już nie roztrzaska na scenie swojej gitary, ani nie każe sobie podpalić wzmacniaczy, ale na pewno lubi sobie jeszcze od czasu do czasu mocniej poszarpać struny. I akurat takie Blackmore’s Night mnie bierze.

Nasza ocena: 8.0/10

Bartek Paszylk

Kategorie
Muzyka
Bartek Paszylk

Bartłomiej Paszylk jest autorem przekrojowej książki na temat kina grozy pt. „Leksykon filmowego horroru”, a także anglojęzycznej pozycji dotyczącej horrorów kultowych pt. „The Pleasure and Pain of Cult Horror Films”. Zajmował się również redagowaniem takich antologii grozy, jak: „City 1″, „City 2″ oraz „Najlepsze horrory A.D. 2012″.

Jego artykuły, recenzje i wywiady publikowano w popularnych czasopismach oraz portalach internetowych zarówno w Polsce, jak i zagranicą. Obecnie pełni funkcję redaktora magazynu Grabarz Polski i pisze teksty oraz recenzje dla Dzikiej Bandy, Nowej Fantastyki i Drivera.

Dodaj komentarz