Sonic
Muzyka

Carrie & Lowell

Jedna z najbardziej wyczekiwanych płyt 2015, czyli Sufjan Stevens – cudowne dziecko amerykańskiej muzyki niezależnej powraca do akustycznego, stonowanego grania. Dedykowany zmarłej w 2012 roku matce „Carrie & Lowell” to poruszająca muzyczna podróż w przeszłość.

 

Wydany w 2005 roku album „Illinois” uczynił ze Stevensa ulubieńca muzycznych krytyków. Choć był to już piąty krążek muzyka, to dopiero on sprawił, że mógł definitywnie porzucić poboczne zajęcia, (czyli bycie redaktorem w dziel prozy dziecięcej w molochu Time Warner) i skoncentrować się na muzyce. Przez następną dekadę Stevens zajmie się wydawaniem albumów świątecznych, solowymi projektami a nawet założy hip hopowy zespół. Jego ostatnia studyjna płyta „The Age of Adz”, choć była najlepiej sprzedającym się krążkiem w karierze muzyka, różniła się diametralnie do tego, co wcześniej nagrywał – subtelny folk, akustyczne gitary i smyczki zastąpiła elektronika. Musiało minąć pięć lat by Stevens wrócił do korzeni.

„Carrie & Lowell” to osobista i niebywale intymna opowieść muzyka o własnym dzieciństwie i relacjach z matką. Carrie Stevens była schizofreniczką, która całe życie zmagała się z chorobą i wszelakimi możliwymi uzależnieniami. W końcu pokonał ją rak. W zebranych na płycie piosenkach obserwujemy chorobę matki widzianą oczyma dzieci. Dzieci, które nie do końca rozumieją, co się z matką dzieje i dlaczego np. zapomina o nich w wypożyczalni kaset video…

Takich poruszających historii jest tu więcej. Mamy zatem rozważania o depresji, relacjach ojciec-matka, miłości i kompletnym braku porozumienia. Wszystko to zaśpiewane delikatnym i przejmująco smutnym głosem. Niemal przez cały album Sufjanowi towarzyszy głównie akustyczna gitara. Czasami w tle pojawiają się elektroniczne przeszkadzajki, a w takim „Fourth of July” zaczynają one grać pierwsze skrzypce.

– Nie mam ochoty niczego wymyślać, ani udawać, że to, co nagrałem, to jakaś szczególnie oryginalna muzyka. – opowiadał w jednym z wywiadów artysta. I ma rację. „Carrie & Lowell” nie jest albumem oryginalnym. Jest za to płytą szczerą i niebywale emocjonalną. I to jej największy atut. Te piosenki po prostu chwytają za serce i nie chcą puścić. Do tego jeszcze te melodie. Stevens potrafi wymyślić kojące i niebywale zmysłowe linie melodyczne, które, mimo iż nie są przebojowe na długo zostają w głowie. A niebawem zapewne trafią na ścieżki dźwiękowe amerykańskich niezależnych filmów o dojrzewaniu. I będą do nich niebywale pasowały. Zresztą cała ta płyta przypomina odrobinę muzykę do filmu, który jeszcze nie powstał. Wystarczy zamknąć oczy, by wyświetlił się nam w głowach.

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz