Muzyka

Bobby Fuller Died for Your Sins – muzyka wciągająca jak kryminał [recenzja]

Tajemnicza śmierć Bobby Fullera, dla amerykańskiego pieśniarza Chucka Propheta, stanowi punkt wyjścia do snucia opowieści o Ameryce w stanie rozkładu. I śmierci amerykańskiego snu.

Śmierć Bobby’ego Fuller to jedna z największych zagadek lat 60. Młody, zaledwie dwudziestotrzyletni muzyk, wschodząca gwiazda rock’n’rolla został znaleziony martwy w samochodzie.  Jego ciało pokrywały krwawe wybroczyny, które były efektem poparzenia benzyną i słońcem. Nie zostawił pożegnalnego listu. Nikt go nie pobił. Po prostu nie żył. I nikt nie potrafił wytłumaczyć – jak do tego doszło. Nic dziwnego, że niebawem zaczęły pojawiać się spiskowe teorie dookoła jego zgonu. Jedna sugerowała jakoby zamordował go gang Mansona, inna, że zadarł z mafią. Kolejna, że został zamordowany na zlecenie wytwórni płytowej… Co zdarzyło się w dniu śmierci Bobby Fullera nie dowiemy się zapewne nigdy.

Chuck Prophet nie próbuje rozwikłać zagadki śmierci Fullera. Dla niego tajemnica otaczająca zgon muzyka to punkt wyjścia do opowieści o Californii, która jest piękna tylko na pocztówkach i w filmach. W rzeczywistości zaś skrywa w szafach trupy i zgniliznę. „Bobby Fuller Died for Your Sins” jest zatem pełne opowieści o rozczarowaniu, złamanych karierach i życiach, które Prophet określił w jednym z wywiadów jako historie „California Noir”. Co jednak warto podkreślić – o ile teksty utrzymane są w mrocznej, depresyjnej tonacji, tak muzyka – niekoniecznie. A już na pewno nie do końca kojarzyć może się komuś z estetyką noir.

Prophet, ceniony w Stanach kompozytor i gitarzysta, od lat specjalizuje się w graniu amerykańskiego rocka, który jedną nogą zanurzony jest w garażowym graniu, drugą w folk-bluesowej konwencji. „Bobby Fuller…” to zatem album do bólu amerykański. Tak jak do bólu amerykański jest Tom Petty ale też i Modern Lovers. Dziwne zestawienie? Być może – ale wydaje mi się dość celnie oddające ducha muzyki Propheta, który nie boi się gatunkowych wolt, ale przy tym zachowuje wciąż swoje rozpoznawalne brzmienie.

Jego kalifornijski noir zatem jest zatem intrygującym zestawieniem depresyjnych treści, z muzyką czasami będącą w kontrze do treści. I tak „Coming Out in Code” z pulsującego rockowego kawałka nagle skręca w stronę country. „In the Mausoleum” łączy punkową wściekłość z surferskim rockiem. Z kolei w „If I Was Connie Britton” rockabilly towarzyszy nam jako tło do szyderczej opowieści o współczesnym celebryctwie. Dobra to płyta. I dobrze wymyślona. Bo wciąga jak kryminał, z tą różnicą, że fabularne twisty zastąpiły tu, zgrabne refreny i świetne, jak zawsze u Propheta, partie gitar.  

Bobby Fuller Died for Your Sins, Chuck Prophet, Yep Roc Records. Ocena 75%

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, „Gazeta wyborcza”, „Rzeczpospolita”, „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) „Londyn. Przewodnik Popkulturowy” (2015) i „Wspaniałe życie” (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w „Nowej Fantastyce”, w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz