Muzyka

Blue and Lonesome – Stonesi wracają do źródeł [recenzja]

Pierwszy od jedenastu lat studyjny album Rolling Stonesów. I zarazem pierwszy album od dekad wypełniony tylko cudzymi kompozycjami. Bo „Blue and Lonesome” to powrót do klasycznego bluesa. Czyli powrót do korzeni.

O nowej płycie Rolling Stonesów krążyły plotki od lat. Podobnie jak i plotki o tym, że Mick Jagger i Keith Richards nie mogą na siebie patrzeć i do nagrań nigdy nie dojdzie. Być może ziarno prawdy w tych opowieściach się kryje – skoro Stonesi zdecydowali się przerwać albumowe milczenie wydając płytę z samymi coverami… Choć określenie cover średnio tu pasuje, bo „Blue and Lonesome” to krążek wypełniony stonesowymi reinterpretacjami klasycznych bluesów.

Mamy tu zatem i Willie Dixona (m.in. „I Can’t Quit You Baby” z gościnnym solo Claptona), Memphis Slima (tytułowe „Blue and Lonesome”), Buddy Johnsona („Just Your Fool”), Howlin’ Wolfa („Commit a Crime”) czy Little Waltera (m.in. „Hate to See You Go”). Fani bluesa zatem zawyją z rozkoszy – oto zespół, który rozsławił bluesa między białymi dzieciakami, wrócił do korzeni.

[quote align=’right’]Wszystkie utwory zebrane na krążku brzmią chropowato, brudno, jakby zarejestrowano je na na koncercie, a nie w studio. Wszystkie zagrane są z pasją i zaangażowaniem.

Dosłownie – bo trudno inaczej traktować ten album jak płytę, na której podstarzali chłopcy przypominają sobie, jaka muzyka leżała u podstaw ich fenomenu, a co za tym idzie – wracają do lat szczenięcych. Dziś Rolling Stones to zupełnie inny zespół, niż ten który w 1964 roku nagrywał „I Just Want to Make Love to You” Willie Dixona. Doświadczenia życiowe odcisnęły swoje piętno, starość dogoniła i nie chce zniknąć. Może i młodzieńcza arogancja zniknęła, zastąpiona życiowym doświadczeniem i (jakkolwiek w przypadku Stonesów to zabrzmi) swoistą mądrością (pomieszaną z cynizmem), ale nie da się Stonesom odmówić jednego – od zawsze znakomicie czują bluesa, a teraz grają go z całym swoim bagażem doświadczeń.

Wszystkie utwory zebrane na krążku brzmią chropowato, brudno, jakby zarejestrowano je na na koncercie, a nie w studio. Wszystkie zagrane są z pasją i zaangażowaniem. I wszystkie pokazują jak wiele tej muzyce zawdzięczają nie tylko Stonesi, ale cała muzyka rockowa. Bo „Blue and Lonesome” to swoiste podsumowanie – tak kariery muzyków (którzy zaczynali od bluesa i do bluesa powrócili), jak historii muzyki właśnie. Troszkę jakby nasi zbuntowani emeryci postanowili pogrozić paluszkiem młodym i z wysokości swojego statusu przypomnieli światu, że z bluesa my wszyscy.

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz