PIAS
Muzyka

11 Short Stories of Pain & Glory – chuligańska muzyka [recenzja]

Najnowszy album bostończyków z Dropkick Murphys, „11 Short Stories of Pain & Glory” trwa niespełna czterdzieści minut, a ma w sobie tyle energii, że można ogrzać nim małe miasteczko. Albo nawet dwa.

Skąd  wzięło się słowo chuligan? Ano od Patricka Hooligana (vel Hoolighana). XIX-wiecznego złodzieja i rozrabiaki, który wraz z rodziną siał postrach w londyńskiej dzielnicy Labeth. Poza byciem chuliganem… Patrick był także Irlandczykiem i żarliwym katolikiem oraz patriotą. Może to zbyt odległa konotacja, ale jakoś walczący bawi mnie że chuliganizm swoją nazwę zawdzięcza bojkotującej władzę katolickiej rodzinie irlandzkich złodziei.

O Hooliganach powstało wiele piosenek (możecie wyszukać je na YouTube’ie) a ich działania na tyle dały się zapamiętać policji, że szybko w kronikach policyjnych zaczęto używać zwrotu „hooligans”. Wszystko miało miejsce w ostatniej dekadzie XIX wieku. W 1904 roku ojciec Sherlocka Holmesa, Artur Conan Doyle jako jeden z pierwszych użyje w opowiadaniu określenia „chuligan”. I tak zacznie się historia rozrabiaków, którzy specjalizują się w bezmyślnym niszczeniu mienia wspólnego, biciu ludzi i takich tam miłych rzeczach. Opisywałem tę historię w swoim „Londynie. Przewodniku Popkulturowym” a teraz powtarzam ją nie bez powodu. Otóż kilka dni temu puściłem mojej niespełna sześcioletniej córce nowy album Dropkick Murphys. Po wysłuchaniu kilku piosenek oddała mi słuchawki, mówiąc przy tym – ale to fajne tato, ale takie chłopackie i chuligańskie. Jeśli dziecko ma takie same odczucia jak ojciec, to coś w tym musi być.  „11 Short Stories of Pain & Glory” to czterdzieści minut muzycznego testosteronu.

Począwszy od instrumentalnego, otwierającego album „The Lonesome Boatman” chłopcy z Dropkicksów nie mają zamiaru iść na kompromisy. Ich dziewiąty już album to czysty, radosny punk rock przefiltrowany przez irlandzki folk i rock’n’rolla.  I choć nogi niemal przez cały czas rwą się tu do skoków i pląsów, to rzeczy o których śpiewają do najradośniejszych nie należą. Są zatem tu piosenki o trudnej młodzieży („Rebels with a Cause”), uzależnieniu od narkotyków („Paying My Way”), zamachach podczas maratonu w Bostonie („4-15-13”). Wisienką na torcie (którą roznosi wręcz chuligańska energia) jest tu nowa wersja słynnej pieśni „You’ll Never Walk Alone” – tyle, że w Dropkicksi nagrywając ją żaden sposób nie nawiązywali tu do piłkarskiej drużyny z Liverpoolu a jak sami twierdzą – nagrali ją, jako hymn mający dawać innym energię do walki z uzależnieniem. I udało się. Nie tylko ich wersja „You’ll Never…” ale cała płyta to gigantyczny zastrzyk pozytywnej energii. Idealnej do walki z przeciwieństwami losu. Dobry album na początek roku.

 

Kategorie
Muzyka
Robert Ziębiński

Dziennikarz, pisarz. Studiował dziennikarstwo na Uniwersytecie Jagiellońskim. Przez ostatnie osiemnaście lat pracował i publikował w takich tytułach jak „Tygodnik Powszechny”, "Gazeta wyborcza", "Rzeczpospolita", „Przekrój”, „Newsweek”, „Nowa Fantastyka”. Wydał powieść „Dżentelmen” (2010), krytyczne„13 po 13” (wspólnie z Lechem Kurpiewskim, 2012), pierwszą polską książkę o Stephenie Kingu „Sprzedawca strachu” (2014) "Londyn. Przewodnik Popkulturowy" (2015) i "Wspaniałe życie" (2016) (WAB). Drukował opowiadania m.in. w "Nowej Fantastyce", w antologiach „17 Szram” (2013), „City 2” (2011).

Dodaj komentarz